Subskrybuj
Dr, literaturoznawczyni i kulturoznawczyni, pracuje na Wydziale Polonistyki UJ, zajmuje się badaniem najnowszej kultury polskiej w perspektywie pamięci, przeszłości i polityki.

„Czy ci to czegoś nie przypomina?”

<i>Pamięć wielokierunkowa</i> Michaela Rothberga to jedna z najważniejszych w ostatnich latach publikacji z zakresu intensywnie rozwijających się studiów nad pamięcią. Dla badaczek i badaczy to lektura obowiązkowa, zbiór wyrafinowanych analiz i interpretacji, zarazem rekonfigurujący najważniejsze pytania stawiane na tym polu. Co jednak najważniejsze, pytania Rothberga skierowane są do tych, którzy po prostu pamiętają, a więc są użytkownikami i współtwórcami kultury pamięci.

Michael Rothberg pełni funkcję profesora anglistyki i literatury porównawczej (od niedawna na Uniwersytecie Kalifornijskim, wcześniej na Uniwersytecie Illinois). Jest jednym z tych współczesnych humanistów, którzy redefiniują granice dyscyplin, podążając za zidentyfikowanymi w poprzek tych granic badawczymi problemami. Między innymi taka aktywność naukowa doprowadziła do wyłonienia się nowych obszarów „studiów nad” – np. nad Holokaustem, traumą, pamięcią, by wymienić na początek te, dla których prace Rothberga już okazały się prawodawcze.

 

Rywalizacja i wielokierunkowość

W pamięci wielokierunkowej autor przywołuje zarówno Hannah Arendt, jak i Michaela Hanekego, łączy namysł nad eseistyką pisarzy afroamerykańskich, obrazami zaangażowanych paryskich malarzy, literaturą francuską powstającą w metropolii i w jej dawnych koloniach, wyrafinowaną i popularną, publicystyką i filmem z gatunku cinema verite, a także fabularnym. Wszystkie te „komórki pamięci” – różnojęzyczne, różnomedialne, różnotematyczne – odnoszą się do siebie w tym wywodzie, którego stawką jest sygnalizowane w podtytule połączenie pamięci Zagłady i dekolonizacji, neokolonializmu czy segregacji i dyskryminacji rasowej.

Główna teza Rothberga jest ambitna: najpierw definiuje on dominującą perspektywę postrzegania pamięci – jako „rywalizacyjnej” – aby zaraz zaproponować radykalną jej zmianę. Współczesną pamięć, stanowiąca być może nawet społeczną i kulturową dominantę „naszych czasów”, epoki kolejnych memory boomów, widzimy zwykle w kategoriach pola walki, na którym różne grupy domagają się uwagi (czyli np. upamiętnienia, uznania wyjątkowości ich historii, zadośćuczynienia za przeszłe traumy), a tylko niektórym może się to ostatecznie udać. Dlaczego mamy pamiętać o Jedwabnem, a nie o Sprawiedliwych? Czy popularyzacja tzw. żołnierzy wyklętych zdominuje historię Armii Krajowej? W tak stawianych pytaniach dobitnie uwidacznia się logika rywalizacji pamięci.

To współzawodnictwo ma kluczowe znaczenie, bo chodzi w nich o tożsamość, godność i uznanie, a możliwości ich realizacji są ograniczone. Takie walki, toczące się w przestrzeni Warszawy, dobitnie i z pasją opisała Elżbieta Janicka w Festung Warschau, wykazując, w jaki sposób pamięć o powstaniu w getcie i żydowskiej przeszłości miasta ustępuje „silniejszej”, dominującej tendencji upamiętniania powstania warszawskiego. Książka Janickiej uwidacznia ograniczenia dosłownej i metaforycznej przestrzeni naszej wspólnej pamięci, w której kanonie mieszczą się nieliczne, wyselekcjonowane i poddane wyrazistej kulturowej obróbce wydarzenia.

Ten właśnie sposób myślenia kwestionuje autor Pamięci wielokierunkowej. Chce on przede wszystkim spojrzeć na sferę publicznej pamięci nie jak na ograniczoną przestrzeń miasta (w której walczący odbierają sobie, jak pisała we wstępie do Festung Warschau Bożena Keff, kolejne „zdobycze terytorialne”), ale jak na „elastyczną przestrzeń dyskursywną” (s. 19). To nie pole bitwy, starcia stron, których tożsamości i interesy są z góry wiadome i jasno określone. Do pamięciowych gier nie przystępujemy gotowi i ukształtowani, ale stwarzamy swoje stanowiska i tożsamości już w ich trakcie – przez interakcje (także antagonistyczne), zapożyczenia, adaptacje. W efekcie pamięć, choćbyśmy bardzo chcieli się poprzez nią odróżniać i oddzielać, zawsze „wiąże nas z tymi, których uważamy za innych” (s. 19), jest „przedmiotem nieustannych negocjacji, odesłań i zapożyczeń” (s. 15).

Ten dynamiczny model Rothberg nazywa wielokierunkowym, bo najistotniejsze znaczenie mają w nim te nieuporządkowane, wielorakie oddziaływania, których trajektorie nie są z góry przewidywalne. W ten sposób zjawiska postrzegane jako osobne zaczynają się w tym oglądzie ze sobą łączyć: „Zagłada umożliwiła wyartykułowanie innych historii wiktymizacji” i jednocześnie „publiczna pamięć Zagłady wyłoniła się w relacji do powojennych wydarzeń, które na pierwszy rzut oka wydają się z nią niezwiązane” (s. 21) – czyli dekolonizacji i zwłaszcza (we „francuskim laboratorium pamięci”, s. 252) wojny w Algierii; nieraz nieoczekiwane powiązania między nimi staną się przedmiotem pieczołowitych interpretacji Rothberga.

 

Diagnoza czy postulat?

Jak to działa? Oto Rothberg uporczywie – także wtedy gdy wydawałoby się to wręcz niestosowne – zadaje pytanie: „czy to ci czegoś nie przypomina?” (s. 336), i wyszukuje takich twórców, którzy zadawali je z równą śmiałością. Jedną z nich jest Charlotte Delbo – francuska pisarka i członkini ruchu oporu, więźniarka Auschwitz i Ravensbrück, autorka słynnej wstrząsającej trylogii Auschwitz et apres (Auschwitz i potem), łączącej autobiografię, literaturę świadectwa, eksperymenty poetyckie i narracyjne (po polsku ukazała się tylko jej pierwsza część, Żaden z nas nie powroci). Otóż, jak przypomina Rothberg, debiut literacki Delbo to inny eksperymentalny tekst: Les belles lettres z 1961 r., zbiór autentycznych listów publikowanych wówczas przez francuską prasę na temat wojny algierskiej, na różne sposoby komentowanych przez autorkę, „w pół drogi między powieścią epistolarną a pospolitą fikcją” (s. 296). Czytając ten i późniejsze teksty Delbo, Rothberg pokazuje, że zestawienie „zbrodni nazistowskich ze zbrodniami kolonializmu i neokolonializmu” (s, 291) jest w rzeczywistości osią całej jej twórczości. Nie oznacza to ich zrównania i utożsamienia. Dwie pamięci nie rywalizują, ale także nie zlewają się w jedno – raczej sobie (na nieoczywiste sposoby) pomagają, przeglądają się w sobie, co wytwarza nowe formy upamiętniania. Analizowane przez Rothberga teksty ujmują skomplikowaniem i subtelnością tych powiązań, przekonują zaangażowaniem i krzepią obrazem tej konstruktywnej współpracy. To tym bardziej wciągające dla badaczki pamięci, która nieraz staje w obliczu pewnej problematycznej sytuacji. Otóż pamięć, którą się zajmujemy, może nam się również – mówiąc prosto z mostu – nie podobać; okazywać się nużąca, zamknięta, wykluczająca, zafiksowana na powtarzaniu tych samych form i treści, wsobna. Czy więc ta kusząca wielokierunkowość…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Świat chce sprawiedliwości, nie zbawienia