Subskrybuj
dr literaturoznawstwa, krytyczka literacka. Autorka książki Ślady nieobecności. Poszukiwanie Ireny Szelburg (2014). Prowadzi zajęcia w Katedrze Krytyki Współczesnej przy Wydziale Polonistyki UJ. W miesięczniku zajmuje się rubryką Stacja: literatura.

O co tyle hałasu, o co tyle zamieszania

Książka Bronki Nowickiej to opowieść o dorastaniu, dojrzewaniu, czyli o wychodzeniu z domu. Żeby jednak z niego wyjść, trzeba go opisać. Rodzinne, domowe zależności, które przedstawione są w kolejnych tekstach, odstają od sielskich wersji dzieciństwa. Trudno powiedzieć, czy mamy do czynienia z naprawdę „złym” domem, czy to wynik surowej, trzymającej się rzeczy perspektywy, przez którą wytracana jest wszelka „ładność”.

Życie w rytmie „hit czy kit?” może być pomocne jak forma podnoszącej ciśnienie gimnastyki. Dyskusje – czy też: utarczki – po przyznaniu ważnych (o ważności decydować może zarówno ekonomia prestiżu, jak i kwota wręczana oprócz statuetki) nagród literackich to stałe elementy życia literackiego. Zgiełk wywołany przez zderzające się głosy „za” z tymi głosami, które są „przeciw”, może przyprawiać o ból głowy, ale i świadczyć o tym, że współczesne życie literackie ma się nieźle. System binarnych opozycji zapewne daje poczucie uporządkowania (podział na tych, z którymi się zgadzamy i trzymamy, i na tych, z którymi zdecydowanie nie), ale – wydaje mi się – że to raczej pozór porządku rozumianego jako zjawisko pożądane. Bity „hitów i kitów” mogą wyznaczać rytm, ale niekoniecznie muszą. Więcej nawet: właśnie odstępstwo od wahnięć od strony „za” do strony „przeciw” wydaje się jedyną przestrzenią lektury. Nagrody to przecież tylko nagrody, o niemierzalności osiągnięć literackich powiedziano już dużo, ale z jakiegoś powodu nadal się przejmujemy, kto „wygrał”, a mniej tym, że to przecież nie zawody skoków w dal, wzwyż czy narciarskich. A może właśnie owa niemierzalność jest dla nas najistotniejsza? Z jej powodu możemy kłócić się bez końca – kłócić, bo ustalenie, która książka „naprawdę” to ta „najlepsza”, jest niemożliwe inaczej niż przez uznanie.

 

*

Mapa nagród literackich (jest ich sporo) może się przydać nie tylko jako temat do żywej dyskusji o zasłużonej czy nie wygranej. Znacznie bardziej interesujące są listy książek nominowanych do nagród. Praca jurorów i jurorek służyć może do wyławiania wszystkich tych tytułów, które nie dostały wystarczająco mocnego wsparcia promocyjnego, przepadły między jednym a drugim komunikatem prasowym. Niby można dotrzeć do każdej książki na własną rękę, bo wydawnictwa zwykle starają się prezentować swoje oferty nawet w mediach społecznościowych, ale łatwiej dać się złapać na lep sprzedażowych zachęt. Pomieszanie porządków krytycznych i promocyjnych to jedno z większych wzywań: jak oddzielić reklamę od recenzji?

Jurorzy i jurorki nagród literackich wykonują olbrzymią pracę przesiewową. Dzięki ich wysiłkowi czytelnicy i czytelniczki mają szansę zmierzyć się z nieoczywistymi propozycjami. Tak stało się w przypadku Nakarmić kamień Bronki Nowickiej, nagrodzonej ostatnią Nike. Ta debiutancka książeczka wydana w serii poetyckiej Biura Literackiego bez jurorskiego wskazania pewnie trafiłaby tylko do wybranych: po pierwsze, dlatego że nakład niewielki, po drugie, małe książki mają trudniej (a już książki debiutanckie na pewno), a gdy jeszcze dołożyć do kompletu poetyckość, to mamy rodzaj gwarancji na niepowodzenie. Był to podobno „kontrowersyjny” werdykt – jedni go popierali, inni się sprzeciwiali głośno i wyraźnie. Nie da się ustalić, kto „naprawdę” ma rację, ale dobrze przypomnieć, że często z takimi kontrowersjami mieliśmy do czynienia. Pamięć nas ostatnio zawodzi, zbiorowo zapominamy jakby z potrzeby przeżywania czegoś wyjątkowo złego albo dobrego, jakbyśmy rozsmakowali się w tym prostym a skutecznym chwycie sprzedażowym: „nigdy wcześniej!”, „po raz pierwszy w historii!”, „skandal!”, „wydarzenie bez precedensu!”, „nie mieści się w głowie!”, „wstyd i zgroza!” (wykrzykniki są kluczowe, hałas jest cenny). Ponieważ nic nowego się nie wydarzyło, a zasięg kłótni o werdykt jury jest przede wszystkim środowiskowy, może dobrze przyjrzeć się nagrodzonej książce?

 

Coś wam pokażę

To naprawdę drobna książka, ma niewiele ponad 50 stron. Wydana w serii „Poezje” jest raczej zbiorem poetyckich próz. Rajtuzy; Grzebień; Łyżeczka; Kamień; Pudełko; Guziki; Puch; Widelec; Parapet; Zlew; Poduszka do igieł; (skreślone Wiadro); Kieszenie; Siatka; Bryła gliny; Naftalina; Popiół; Próg; Worek; Statek; Patyk; Kłębek; Ziemia; / Stół; Pióro; Nożyczki; Poszewka; Okno; Zapałka; Latawce; Aparat; Furtka; Lustro; Drzwi; Firanka; Szafa; Fotografia; Studnia; Łyżka; Kasztan; Buty; Walizka; Skora; Mydło – ten „spis rzeczy”, nie spis treści (z rzeczy treść zostanie wyprowadzona / wypisana) następuje po nietytułowanym wstępie. „Smutek mnie uczy, że służę do życia” – takim zdaniem zaczyna się książka Nowickiej. Widać w nim porządek świata, w którym już nie człowiek najważniejszy: „ja służę smutkowi”, już nie „smutek służy mi”. Tutaj bezosobowe „się” napędza świat: „Bo widzisz, chodzi o to, że włosy rosną bez twojej pomocy, samo się oddycha i samo śpi, oczy wiedzą, co zrobią, żeby się zamknąć”. Wpływ tej, która służy do życia (a nie: „żyje” czy „używa życia”), jest ograniczony i nie jest to miłe odkrycie. „W zasadzie jesteś sobie potrzebna prawie do niczego”, pisze Nowicka, jakby wyłamując się z zarysowanego wcześniej obrazu: ten podział między „ja” a „ja”, czyli (jak można się domyślać) podział między ciałem a nieciałem, jednak o wpływie czy chęci wpływu coś mówi, czyli z perspektywy człowieka jako podmiotu, nie przedmiotu, nie tak łatwo zrezygnować. „Widok całymi godzinami używa mnie do patrzenia”, pisze dalej Nowicka i to kolejne kłopotliwe miejsce. Już nawet nie o „wzroku” (czyli zmyśle), ale „widoku” mowa: świat nie tyle na mnie patrzy, ile patrzy przeze mnie. Nie ma nic pogodnego w tym odkryciu, choć poczucie zbędności mogłoby być oczyszczające.

Lista – wspomniany „spis rzeczy” – to przedruk ręcznego zapisu (reszta książki wydrukowana jest już w „zwykły” sposób). Można domyślać się, że w ten sposób miał zostać uchwycony ślad / odcisk piszącej ręki, zachowany charakter pisma, choć użyte zostały litery „drukowane” – być może dla czytelności, codzienne używanie klawiatury odzwyczaja od pisania odręcznego, tracimy charakter „wyrobiony” pisma. Zwraca na tej liście uwagę zachowany błąd (przekreślone Wiadro). Zachowany ślad, nieusunięta niedoskonałość wydaje się rodzajem furtki do tej książki. Ten dowód na omylność wyostrza czujność: skoro można ufać pamięci, czyli „sobie”, tylko zwrot ku rzeczom może pomóc odpowiedzieć na pytania: co się naprawdę stało? „Jak rzecz” traktowane jest tutaj też ciało: użyte jako maszyna do pisania, wypisze to, co uparcie chowa się po kątach, trochę automatycznie, trochę wbrew świadomości, na pewno wbrew zasadzie stosowności i poczuciu wstydu. Nakarmić kamień to „pierwsza książka” trochę rozliczeniowa (bo przeszłość, czyli dzieciństwo), trochę deklaratywna (tak widzę świat i taki jest), ale przede wszystkim prezentacyjna (coś wam teraz pokażę). Jak…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Świat chce sprawiedliwości, nie zbawienia