Subskrybuj
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.

Pragniemy stanąć po stronie słabych

Akt pokuty Kościoła w Polsce uważam za wydarzenie wielkiej wagi, choć zdaję sobie sprawę, iż niektórzy mają co do tego pewne wątpliwości. Wierzę – chcę wierzyć! – iż stanie się on dla ludzi tego Kościoła bodźcem do przejrzenia na oczy, zerwania z zakłamaniem, przerwania milczenia.

Poruszające są rozważania drogi krzyżowej, przygotowane przez ks. Józefa Augustyna na specjalny Dzień Modlitwy i Postu za grzechy wykorzystywania seksualnego małoletnich przez osoby duchowne. Zorganizowano go w odpowiedzi na apel papieża Franciszka, a obchodzono – jak mniemam – we wszystkich polskich diecezjach w pierwszy piątek Wielkiego Postu (3 marca br.). W archidiecezji krakowskiej natomiast postanowiono połączyć ów Dzień z zapowiedzianą na 18 marca pielgrzymką pokutną duchowieństwa do Kalwarii Zebrzydowskiej; jednocześnie jednak, aby pozostać w łączności z całym Kościołem w Polsce, wszyscy księża z tej archidiecezji zostali zobowiązani do tego, by – właśnie w piątek, 3 marca – indywidualnie odprawić wspomnianą drogę krzyżową. Chodziło o to – wyjaśniał bp Grzegorz Ryś – „by każdy z nas znalazł moment na samotne spotkanie przed Panem, żeby się zderzyć z tym grzechem, wobec którego momentami jesteśmy bezradni”. Tekst nabożeństwa uważam za poruszający, bo – w moim przekonaniu – dotyka on prawdy o Kościele instytucjonalnym, zwłaszcza o zadomowionej w nim hipokryzji. Autor mówi wprost o „faryzejskim zakłamaniu” sprawiającym, że – jako ludzie Kościoła właśnie – „chcemy służyć Bogu i mamonie; oddawać chwałę Panu i sobie; służyć bliźnim i wykorzystywać ich dla własnych celów; żyć w czystości i hołdować zmysłowości; żyć w ubóstwie i chciwie oglądać się za zyskiem. (…) Ono [to zakłamanie] jest źródłem zgorszenia. Ono niszczy Kościół”. Pierwszopiątkowa droga krzyżowa miała być aktem ekspiacji za grzechy ludzi Kościoła, szczególnie za ten „najcięższy”: „wykorzystywanie seksualne dzieci przez niektórych z naszych współbraci i współsióstr”. Mowa jest zatem – wprost, „bez znieczulenia” – o „bezgranicznym cierpieniu, bólu i rozpaczy ofiar”, o „piętnie ich poniżenia” i o tym, że Kościół musi „przestać lekceważyć grzechy i banalizować cierpienie ofiar. (…) Nasze przewrotne tłumaczenie choćby jednego grzechu wykorzystania seksualnego dzieci przez ludzi Kościoła jest znakiem zepsucia (…). Zrzucanie odpowiedzialności na innych, a tym bardziej na same dzieci, to znak przewrotności i pychy, która…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Języki miłości