Subskrybuj
Dr nauk społecznych, adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, zajmuje się socjologią religii, migracji i kultury. Autor książki O pułapkach emigracyjnej lekkości. Wkrótce nakładem wydawnictwa Więź ukaże się jego monografia Uchodźcy, migranci i Kościół katolicki. Polska debata migracyjna...

Uchodźcy w krainie memokracji

Tworzone przez anonimowych internautów komunikaty niosą trudne czy wręcz niemożliwe do zweryfikowania treści. Za ich prawdziwość nikt nie ponosi odpowiedzialności. Przykład memów internetowych o kryzysie migracyjnym pokazuje, jak zawarty w nich prosty, odwołujący się do wrażeń przekaz staje się niebezpiecznym zwornikiem negatywnych emocji, degradującym rozmowę o wciąż fantomowym w Polsce problemie uchodźców.

Opublikowany w sierpniu 2016 r. Raport Gogle Trends przyniósł wiadomość, która urasta do rangi symbolu i zdaje się symptomatyczna dla roku wyboru Donalda Trumpa i decyzji o Brexicie: po raz pierwszy w historii internauci częściej wpisywali w wyszukiwarkę słowo „mem” niż „Jezus”. Oczywiście sama ta informacja bardzo szybko została przerobiona na mem i w takiej postaci obiegła sieć.

„Mamy na to memy”, „Zobacz najlepsze memy!” – podobne zachęty do oglądania galerii obrazków z krótkimi komentarzami możemy znaleźć na niemal każdym większym portalu informacyjnym. Do niedawna jeszcze kojarzone nade wszystko z humorem i lekką rozrywką memy niepostrzeżenie stały się ważnym narzędziem komunikacji internetowej i opiniotwórczym źródłem informacji. Z pozoru błahe, dalece już wykroczyły poza kategorię „zabawne zdjęcia, bardzo często z wizerunkami kotów”, stając się istotnym – szczególnie dla młodych ludzi – nośnikiem treści, kształtującym wiedzę o świecie.

W jaki sposób możemy zdefiniować internetowe memy? W węższym, potocznym rozumieniu myślimy zwykle o grafice (zdjęciu, obrazie) uzupełnionej krótkim tekstem. Definicje szersze zaliczają do nich całą gamę zdigitalizowanych jednostek informacji, które zostają skopiowane, przetworzone i opublikowane w sieci. Mogą nimi być „zdjęcia, filmy (najczęściej krótkie), teledyski, grafiki, teksty, cytaty, animacje oraz rozmaite ich połączenia (np. zdjęcie z podpisem)”, które rozsyłane są bezpośrednio pomiędzy internautami lub zamieszczane na służących do tego portalach, forach internetowych czy w mediach społecznościowych[1]. Jak podkreśla jedna z badaczek, współcześnie „plaga memów jest tak ogromna, że coraz częściej nie wiemy, co jest memem, a co zwykłym »obrazkiem«”, zaś memy stały się szerszym określeniem na tworzone przez internautów na zasadzie remiksu teksty kulturowe[2].

Z całą pewnością memy przynależą do narzędzi nader sprzyjających kolportowaniu specyficznych komunikatów, określanych tak modnym ostatnio pojęciem postprawdy. Ten wybrany przez słownik oksfordzki mianem „słowa roku 2016” termin opisuje informacje oparte raczej na emocjach niźli faktach, bazujące często na obiegowych sądach czy indywidualnych wyobrażeniach lub po prostu zwyczajnie nieprawdziwe. Popularność tego terminu jest równie wyraźna jak poczucie bezradności względem istotnego wpływu postprawdy na opinię publiczną, godzącego w jakość toczonych dyskusji czy wręcz destrukcyjnego dla demokracji. Wyraźnie dostrzegalne jest to w sferze komunikacji za pośrednictwem memów, ostatnio nagminnie tworzonych także przez poszczególne ugrupowania polityczne. Kiedy debata publiczna przestaje opierać się na jakości argumentów, lecz staje się rywalizacją zasięgu tworzonych memów – czyli ich „zaraźliwości” – demokracja przeistacza się w formę zabawy i rozrywki, śmiertelnie – dodajmy – dla życia obywatelskiego niebezpiecznej. Problem, rzecz jasna, ma charakter globalny, nie tylko polska demokracja ewoluuje w kierunku memokracji. „The New York Times” jeszcze na długo przed rozstrzygnięciem wyborów w Stanach Zjednoczonych określił Donalda Trumpa mianem „idealnego kandydata na miarę epoki viralu”, na co zwracał uwagę Zygmunt Bauman w książce Obcy u naszych drzwi (2016).

Ciągle jeszcze brak nam odpowiednich mechanizmów (i zapewne wyobraźni), by umiejętnie i szybko reagować na będące na bakier z prawdą informacje błyskawicznie rozpowszechniane przez Internet, bardziej lub mniej intencjonalnie tworzone. Podejmowane próby sprawiają wrażenie refleksów dawno minionej epoki komunikacji i można traktować je w kategoriach równie karykaturalnych, co rozpaczliwych. Przykładem może być pomysł rządzącej Hiszpanią Partii Ludowej dotyczący wprowadzenia zakazu „rozprzestrzeniania obrazów naruszających dobre imię”, który miałby chronić przed złośliwymi memami premiera Mariano Rajoya. Na rodzimym gruncie mieliśmy także do czynienia z wyrokiem sądu, który przed wyborami prezydenta Legnicy w 2014 r. nakazał jednemu z komitetów wyborczych usunięcie szkalujących kontrkandydata memów i skazał komitet na karę grzywny.

 

Debata na obrazki

Polska dyskusja o kryzysie migracyjnym może stanowić laboratoryjną egzemplifikację wykorzystywania memów do forsowania określonego sposobu postrzegania rzeczywistości. Ich anonimowość nie przeszkadza odbiorcom w uznawaniu ich za wiarygodne. Wynika ona często z naiwnego przekonania, jakoby – w odróżnieniu od tradycyjnych mediów – kanały internetowe i różnego typu memy stanowiły coś na kształt drugiego, wolnego od manipulacji, niezależnego obiegu informacji. Tymczasem memy możemy określić mianem współczesnych cyfrowych plotek. Funkcjonalna bliskość tych dwóch pojęć uwidacznia się np. w postaci poczucia przynależności do określonego „kręgu wtajemniczenia” – czyli grupy osób posiadających wiedzę dla innych niedostępną. Memy mają charakter przekazów nieformalnych, w których niezwykle trudno ustalić autora danej informacji czy poddać ją rzetelnej weryfikacji. Wyrazistym przykładem może być szeroko kolportowane zdjęcie z niesprawdzonym (czy wręcz niesprawdzalnym) alarmującym tekstem: „Samoloty wypełnione uchodźcami lądują w Niemczech pod osłoną nocy! Media milczą!”.

Już dekadę temu w książce Strach przed mniejszościami. Esej o geografii gniewu Arjun Appadurai zwracał uwagę, że „każdy rodzaj niepewności zyskuje na sile wówczas, gdy pojawiają się (z jakiejkolwiek przyczyny) ruchy ludnościowe na wielką skalę, kiedy nowe nagrody lub ryzyko wiążą się z wielkimi tożsamościami etnicznymi lub gdy istniejące sieci wiedzy społecznej są niszczone przez plotkę, terror czy ruch społeczny”[3]. Cytat ten wydaje się niezwykle pomocny w interpretacji obaw i lęków związanych z szukającymi schronienia uchodźcami czy marzącymi o lepszym życiu imigrantami. Rozmaite badania dowodzą niezwykle wysokiego poziomu niechęci Polaków względem przybyszów[4]. Szczególnie zdumiewa struktura wiekowa przeciwników przyjmowania uchodźców. Dane CBOS wyraźnie wskazują, że to młodsi Polacy (18–34 lata) częściej opowiadają się przeciw otwieraniu granic dla potrzebujących pomocy niż starsze generacje. Co intrygujące, o ile opór w starszych grupach wiekowych motywowany jest przede wszystkim kwestiami ekonomicznymi, o tyle wśród młodych Polaków dominują odmienne uzasadnienia – związane ze strachem i obawami przed konsekwencjami udzielania przybyszom gościny[5].Osoby wkraczające w dorosłe życie zwykle postrzega się jako bardziej wrażliwe, empatyczne i odważniejsze od starszych pokoleń. Dlaczego więc młodzi Polacy są tak bardzo bojaźliwi? Co sprawiło, że nie widzą w uchodźcach potrzebujących pomocy ofiar, lecz raczej źródło zagrożenia? Dlaczego polska gościnność zamienia się w misoksenię – to mające biblijny rodowód pojęcie, o którym ks. Jan Kanty Pytel pisał, że „określa nie tylko niegościnność, ale nienawiść do obcych (gości), agresywność, wrogość, posuwającą się do prześladowania przybyszów, którym raczej winno się okazywać życzliwość i gościnne przyjęcie”[6]? Szukając odpowiedzi na te pytania, warto zwrócić uwagę na interesującą zbieżność – sprzeciwiający się udzielaniu pomocy przybyszom przynależą do tej kategorii osób, które najintensywniej korzystają z Internetu i mediów społecznościowych.

W pierwszym kwartale ubiegłego roku przeprowadzono wśród młodych Polaków (18–30 lat) badania, których wyniki opublikowane zostały w raporcie Uprzedzenia, strach czy niewiedza? Młodzi Polacy o powodach niechęci do przyjmowania uchodźców. We wnioskach autorki wskazują na absolutnie kluczową funkcję przekazów internetowych w formowaniu postaw antyuchodźczych. Zapytani o źródła wiedzy na temat problemu „rozmówcy powoływali się ogólnie na Internet – i konkretnie na rozmaite internetowe memy, zdjęcia i filmiki; robili to spontanicznie, kiedy zaczynali dzielić się swoimi opiniami o uchodźcach (…). Kiedy już wprost pytaliśmy o źródła wiedzy na temat uchodźców, na Internet wskazywano zawsze – i zazwyczaj w pierwszej kolejności”[7]. O popularności memów związanych z tematyką uchodźczą czy migracyjną świadczy także ich olbrzymia liczba. Wpisując hasło „uchodźca” lub „imigrant” na najbardziej rozpoznawalnej polskiej witrynie z memami Demotywatory.pl, uzyskamy informację, że w jej zasobach znajduje się „ponad 1000” memów o takiej tematyce, co w języku portalu oznacza „niepoliczalną ilość” (dla porównania: „podróżny” to ledwie 13 memów, zaś „turysta” – 146).

Ich przygniatająca większość niesie ze sobą jasny przekaz: nie należy pomagać przybyszom. Jeśli przyporządkować memy wyświetlone pod hasłem „uchodźca” na portalu Demotywatory.pl do trzech kategorii, ledwie 3,8% z nich możemy uznać za w jakiś sposób wspierające uchodźców, natomiast aż 79,9% komunikuje treści antyuchodźcze; pozostała część (16,3%) była trudna do przyporządkowania lub nie dotyczyła bezpośrednio kryzysu migracyjnego (analizę przeprowadzono 24 października 2016 r.). Bardzo zbliżone wyniki uzyskano w badaniu całokształtu treści z nim związanych w polskim Internecie, które przeprowadził pod koniec 2015 r. CBOS – proporcje wynosiły odpowiednio 6%, 81% i 13%[8]. Jeszcze ciekawsza od statystyk zdaje się treść, która za pomocą memów jest udostępniana i propagowana. Do jakiej argumentacji uciekają się twórcy obrazkowych komunikatów? Można wyróżnić kilka zasadniczych narracji, czyli „form przedstawiania świata, ale także sposobów mówienia o wydarzeniach – zarówno rzeczywistych, jak i wyobrażonych”[9].

 

Sześć kręgów stygmatyzacji

Wśród memów antyuchodźczych niezwykle popularne jest rozbudzanie poczucia zagrożenia poprzez utożsamianie wszystkich przybywających do Europy z terrorystami. W części z nich zarzuca się europejskim decydentom naiwność, sugerując, że w imię szczytnych humanitarnych idei narażają bezpieczeństwo swoich obywateli. Przykładem mogą być liczne memy, mające zresztą swoje odpowiedniki w różnych językach, odwołujące się do historii konia trojańskiego. Rysunek bądź zdjęcie jego repliki zestawiane są z wizerunkami uchodźców i okraszane podpisami w rodzaju: „Koń trojański kiedyś i dziś. Ludzie nie uczą się na błędach” czy „EUROPO! Obudź się! Koń Trojański ok. 1200 r. p.n.e., Koń Islamski ok. 2015 r.”.

Osobną grupę memów, które także bezpośrednio odwołują się do lęków i obaw, stanowią nawiązania do religii przybyszów. Przekazy ogniskujące się wokół strachu, że „zaleje nas islam”, bazują na przekonaniu o niemożliwej koegzystencji religii muzułmańskiej z polską kulturą. Potencjalne przyjęcie kilku tysięcy uchodźców przedstawia się jako inwazję, która odmieni oblicze polskich ulic.

W memach islam przedstawiany jest niemal wyłącznie jako religia opierająca się na przemocy – ich twórcy dystansują się od jakichkolwiek zniuansowanych opinii czy wręcz protestują przeciw nim.

Przykładem może być zdjęcie przedstawiające skandujących mężczyzn, które podpisane zostało słowami (pisownia oryginalna): „Islam to religia pokoju! Jeśli sądzisz inaczej to utniemy ci łeb”. Niezwykle popularnym memem, który zaliczyć możemy do tej kategorii, jest także ironiczny portret trzech Indian opatrzony tekstem „Oni też mieli problem z imigrantami, teraz żyją w rezerwatach”. Nazwę kolejnej kategorii internetowych przekazów możemy zaczerpnąć z wypowiedzi w radiowej Trójce obecnego wicemarszałka Sejmu Joachima Brudzińskiego, który określił przybywających do Europy mianem „młodych byczków”. Takie postrzeganie uchodźców koncentruje się na przewadze wśród nich mężczyzn, co jest uzasadnione i zrozumiałe dla badaczy ruchów migracyjnych. W memach wywołuje to dwojakie, wzajemnie sprzeczne reakcje. Pierwszą z nich jest kwestionowanie męskości przybyszów (np. mem z tekstem: „Uchodźcy z Afryki. Dziwnym trafem większość z nich to sami mężczyźni. Czyżby ich kobiety miały większe jaja i zostały w kraju by walczyć o lepsze jutro”). Z drugiej strony przypisuje się tymże mężczyznom wysoki poziom agresji i niejako kulturowo uwarunkowaną do niej skłonność. Kolejna narracja antyuchodźcza odwołuje się do kwestii ekonomicznych – opiera się na przeświadczeniu, że „będziemy musieli za to zapłacić”. Zaliczyć możemy do niej memy zestawiające wynagrodzenia tzw. zwykłych Polaków z domniemaną wysokością świadczeń dla uchodźców, które jakoby miały być wyższe od polskich zasiłków czy emerytur – przykładem zdjęcie zatroskanej starszej pani wyciągającej z portfela bilon, z podpisem: „Zamienię emeryturę po 40 latach pracy na zasiłek dla uchodźcy”. Podważa się także ubóstwo uchodźców, sugerując, że skoro mają…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Języki miłości