Dotąd bowiem prezentowano jedynie fragmentaryczny obraz autora Dziennika 1954. Brakowało jednak książki spajającej barwne losy warszawskiego playboya i amerykańskiego piewcy tradycyjnych wartości. I wtedy zjawił się on – Woźniak. Młody badacz nie ocenia, raczej przybliża postać swojego bohatera. Jest dociekliwy w poszukiwaniach, ale nie łakomi się na tanią sensację. Nie osacza czytelnika własnymi hipotezami. Lektura pozwala także wyczuć, że świetnie potrafi słuchać i sprawdza się jako baczny obserwator, o czym świadczy ostatni rozdział o dorosłych już dzieciach Tyrmanda – Matthew i Rebece. Woźniak zgrabnie wplata opowieść o małym Lolku, który nie chciał się myć i tylko łapówka w postaci czekolady mogła nakłonić go do higienicznego…