Odkąd pamiętam, wyjaśniał świat i komentował „niejedną paranoję”. Żartował, a czasem nawet szydził z otaczającej rzeczywistości. Uczył myślenia, pomagał odkrywać i wypowiadać najgłębszą prawdę o życiu, dzielił się dobrą i mądrą radą. Wiele razy jego piosenki ratowały mnie (i, jak sądzę, wielu innych) przed zwątpieniem, przypominając, że: „jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy, (…) [i choć] możemy być w kłopocie, ale na rozpaczy dnie – jeszcze nie, długo nie!”. Mówił o sobie, że nie jest poetą, tylko tekściarzem. Może to i racja, choć dziś – po Nagrodzie Nobla dla Dylana – podział między wierszem a dobrą piosenką stał się jakby mniej ostry. A i tekściarze (jednocześnie wykonawcy swoich utworów) – tacy jak Jacques Brel, Leonard Cohen, Bułat…
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.