Subskrybuj
Kulturoznawczyni, autorka komiksów, pracownica muzeum. Prowadzi (wraz z Wojciechem Szotem) bloga książkowego Kurzojady.

Z szuflady na barykady

Nie zamierzam twierdzić, że dziewczyny są z reguły bardziej nieśmiałe od facetów, ale jednak zbieżność ekspansji komiksu kobiecego z rozwojem komunikacyjnego potencjału mediów społecznościowych wydaje się nieprzypadkowa.

Polski komiks. Skojarzenia? Dla starszych Kapitan Żbik, Hans Kloss, Kajko i Kokosz Janusza Christy, Tytus de Zoo na drodze do uczłowieczenia nadzorowanej przez Papcia Chmiela, Funky Koval stworzony przez Bogusława Polcha, mroczny, szlachetny Thorgal Aegirsson, rysowany przez Grzegorza Rosińskiego, a wymyślony przez Jeane’a Van Hamme’a. Młodsi wymienią Jeża Jerzego duetu Skarżyński–Leśniak, magazyn „Produkt” i kultowe Osiedle Swoboda Michała Śledzińskiego, senne Mikropolis Dennisa Wojdy i Krzysztofa Gawronkiewicza. Czego w tym zestawieniu brakuje? Nie, nie pytałam o pomi­nięte tytuły. Na liście autorów kultowych komiksów próżno szukać kobiet. Wprawdzie Szarlota Pawel tworzy Kleksa, ale to bohater zaprojektowany dla dzieci, słabo dziś pamiętany. Grażyna Kasprzak koloruje Thorgala, Szninkla i Yansa, ale nikt nie wymieni jej jednym tchem z panami, którzy te postaci narysowali. Nie mamy klasyczek ani w mainstreamie, ani w kontrkulturowych zinach. Ale być może za kilka lat czytelnicy i czytelniczki będą mogli spojrzeć na lata 2010–2020 i powoływać się na ulubione autorki. Dlaczego tak późno?

Rysuneczki komiksowe

W 2003 r . Agata „Endo” Nowicka wzywa na blogu: „dziewczyny, wyjmijcie swoje prace z szuflad, pamiętników i notesów, te wykonane na serwetkach barowych i wyplute z drukarek i przynieście je ze sobą. Endo mówi Wam: to nieprawda, że nikt nie chce oglądać dziewczyńskich komiksów!”. Zaproszenie na warsztaty brzmi jak wezwanie do walki – zarówno z własnymi kompleksami, jak i z silnie zmaskulinizowanym środowiskiem. Apel publikuje „Gazeta Stołeczna”, widoczność akcji budzi niechęć komentatorów, którzy na blogu artystki zostawiają takie wpisy jak użytkownik podpisujący się nickiem „na wyrost”: „To ty narysowalas jakis komiks, endo? nie widzialem nic w ksiegarniach… tylko te pojedyncze rysuneczki. lekka przesada” (zachowuję pisownię oryginału). Komentarzy jestponad 130, a wymiana zdań – ożywiona. Widać tu pierwsze linie okopów wojny o komiks kobiecy: prawdziwy komiks to ten, który leży w księgarni, pobłogosławiony fanowskim męskim okiem, lubiącym wikingów, ich skąpo odziane part­nerki i inne, oswojone przez lata konsumpcji formy „koloro­wych zeszytów”. Ale pojawiają się blogi i nagle każdy może opublikować obrazek stworzony w programie graficznym (a później, wraz z postępem i popularyzacją technik cyfro­wych, zeskanowany czy sfotografowany rysunek analogowy) i, co gorsza, nazwać go komiksem. Co mogą zaoferować praw­dziwemu miłośnikowi gatunku Endo i zmobilizowane przez nią rozmaite dziewczyny? „Rysuneczki”. O pryszczach, o ciu­chach, o kłótni z chłopakiem, o złotych baletkach założonych na poważną imprezę. Zgroza. Nie ma zgody na nazywanie „tego” komiksem.

W marcu 2008 r. Marta Bystroń, tworząca pod pseudo­nimem „Marta Nieznayu” rysowniczka i scenarzystka, animatorka sceny zinowej, niesie na warszawskiej Manifie trans­parent „Dziewczyny też rysują komiksy!”. To hasło stanie się potem tytułem wielu publikacji prasowych, warsztatów i dys­kusji poświęconych zjawisku rysujących kobiet i ich miejscu w środowisku, nazywanym niekiedy „komiksowem”. Czym jest komiksowo? Najprościej przyjąć, że składają się na nie aktywni twórcy, organizatorzy imprez komiksowych, kolek­cjonerzy i komentatorzy internetowych forów. Rodzaj męski tych rzeczowników nie jest zwyczajowym ukłonem w stronę gramatycznej tradycji, faworyzującej rodzaj męski. Więk­szość środowiska to faceci. Dziewczyny też rysują komiksy, ale robią to dyskretnie: na wspomnianych przez Endo ser­wetkach, w pamiętnikach, notesach. Festiwale pozostają męską specjalnością: można upolować nowości na giełdzie, wypić piwo z kolegami, wymienić się plotkami (w epoce przed Facebookiem była to niebagatelna przyjemność). Odważne osoby mają szansę podejść do wydawców i pokazać swoje szkicowniki czy teczki z pracami. Do tego trzeba mieć jednak dużo samozaparcia, a jeszcze lepiej: kogoś znajomego w śro­dowisku, kto poklepie po plecach i powie: „Dobra robota, chłopaku, powiem o tobie komu trzeba”. Czy dziewczyny stoją w tych poklepujących się kręgach? No właśnie.

Pomiędzy apelem Endo a transparentem Marty Nie­znayu mija pięć lat, ale po 2008 r. sprawa „komiksu kobie­cego” nabiera tempa.

Dzieje się tak dzięki Internetowi i dyna­micznie rozwijającym się blogom i serwisom tematycznym typu digart i deviantart, które skupiają twórców i – wreszcie! – twórczynie. Wprawdzie do stereotypu o wrażliwych, samot­niczych artystach należy podchodzić ostrożnie, ale nie oszu­kujmy się: łatwiej założyć konto w serwisie internetowym i tam na bieżąco rozwijać znajomości oraz sieć kontaktów, niż przedstawiać się obcym na festiwalach. Nie zamierzam też twierdzić, że dziewczyny są z reguły bardziej nieśmiałe od facetów, ale jednak zbieżność ekspansji komiksu kobiecego z rozwojem komunikacyjnego potencjału mediów społecz­nościowych wydaje się nieprzypadkowa.

 

Projekt: debiut

Tomasz „Asu” pastuszka, redaktor naczelny wyra­stającego z zinów „Jeju”, wydaje w 2008 r. numer Kobieta w komiksie, podzielony równo między kobiety i mężczyzn. Debiutują w nim, przynajmniej dla szerszej publiczności, Ewa Juszczuk, Edyta Bystroń (siostra Marty, publikująca wtedy pod pseudonimem Mei Wong) czy pisząca te słowa. Anto­logia nie wzbudza kontrowersji, chociaż autorki nie stronią od mocnych tematów: Ewa Juszczuk rysuje przejmujący komiks o przemocy w związku, Mei Wong o dorastaniu do własnej homoseksualności. Inaczej ma się sprawa z Bostoń­skimi małżeństwami pod redakcją Sylwii Kaźmierczak, zało­życielki serwisu Comix Grrrlz i jednej z najbardziej aktyw­nych działaczek komiksowego środowiska kobiecego. Do rysowania komiksów lesbijskich redaktorka zaprasza kobiety, nie wykluczając z udziału mężczyzn – ale też szczególnie ich nie zachęcając do zgłaszania prac. W „Jeju” o kobietach mówiły kobiety, ale mężczyźni dostali swoje pół numeru. W Bostońskich małżeństwach nikt nie zabiega o ich głos. To wystarczy, by zantagonizować środowisko, szermujące znaną i lubianą frazą o obnoszeniu się z seksualnością. W końcu polski komiks to „porządni faceci hetero”, czytający historie o „porządnych facetach hetero”. I niech tak zostanie, nie trzeba w nim lesbijek, szczególnie jeżeli to nie mężczyźni mają je rysować. Nawet samo określenie „komiks kobiecy” budzi sprzeciw. Daniel Gizicki, autor komiksów i komentator środowiska, uważa, że to wygodna kategoria, pozwalająca wciskać czytelnikom komiksy „po prostu słabe”. „Komiksy czytają głównie faceci, których nie obchodzi damska per­spektywa i problemy z menstruacją” – dowodzi.

Gizicki i obrońcy jedynego słusznego komiksu, gdzie kobieta może najwyżej pokazać ładnie podkreślony kostiumem superbohaterki biust (ale już niekoniecznie charakter), nie widzą istotnej zmiany, która znacząco prze­modelowała linie sił. A wyznaczył ją Internet. Już nie trzeba jeździć na festiwale, żeby ocierać się o legendy i wydawców. Legendę można zaczepić na Facebooku, do wydawcy wysłać maila z propozycją. Na zmianę szybko reaguje Międzynaro­dowy Festiwal Komiksu w Łodzi, którego prestiżowy konkurs na krótką formę komiksową jest okazją do pokazania się szerszej publiczności. W 2009 r. zniesiony zostaje podział na kategorię „profesjonaliści” i „amatorzy” (do pierwszej grupy należą twórcy, którzy wydali komiks opatrzony numerem ISBN). Piotr Kasiński, jeden z organizatorów festiwalu, mówi, że na modyfikację regulaminu znaczący wpływ miała właśnie sieć – twórcy popularnych blogów komiksowych nieko­niecznie muszą mieć na koncie papierowe publikacje, ale trudno tylko na tej podstawie nazywać ich amatorami.

W przytulnym Internecie komiks kobiecy rozwija się znakomicie, co ma przełożenie na papierowe wydania, będące często marzeniem autorów płci obojga i – nadal – przepustką do świata komiksowej elity.

W 2012 r. wydawnictwo Kultura Gniewu publikuje Rozmówki polsko-angielskie Agaty Wawry­niuk, historię emigracyjnych doświadczeń narysowaną lekką cartoonową kreską. Album otrzymuje znakomite recenzje, doczekuje się drugiego wydania. Mocną reprezentację autorek posiada poznańskie wydawnictwo Centrala, które wydaje opowieść o trudach ciąży, a więc Ciemną stronę księżyca Olgi Wróbel (czyli piszącej te słowa), uzupełniającą Projekt: człowiek Agaty „Endo” Nowickiej o szczodrą garść fizjologicz­nych detali. Ukazują się dwa albumy bezkompromisowej i niezwykle popularnej w sieci Marty Zabłockiej: Znamy się tylko z widzenia i Sierstka. Joanna Karpowicz wydaje autorskie Pocztówki z Białegostoku. Debiutują też mniej znane autorki: Gosia Kulik, Katarzyna Kaczor, związana ze światem sztuki Agnieszka Piksa. Beata Sosnowska tworzy awangardowy, niezależny Dream Team, skupiający rysujące dziewczyny (Natalia Kulka, Aga Gójska, Marta…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Biografie rzeczy żydowskich