Subskrybuj
Historyk sztuki, kulturoznawca, doktorant w Katedrze Antropologii Literatury i Badań Kulturowych Wydziału Polonistyki UJ, kurator w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Obecnie współpracuje przy organizacji festiwalu Warszawa w Budowie. Publikował m.in. w „Didaskaliach”, „Obiegu”, „Szumie”.

Każdy był kiedyś przybyszem

Określenie rosyjskie <i>bieżeniec</i> mówi, że ktoś biegnie, uchodźca uchodzi, <i>refugee</i> szuka schronienia. Zastanawiając się nad znaczeniem tych słów, szukałam określenia statycznego, które wyjdzie naprzeciw tymczasowości i poczuciu niebezpieczeństwa. Znalazłam – jest nim „nowak”.

Szymon Maliborski: Nowacy – pod takim hasłem funkcjonuje szereg różnorodnych działań, które podejmujesz, by wpro­wadzić to słowo do polskiego leksy­konu i zastąpić nim pejoratywnie nacechowany termin „uchodźcy”. Kolejne media publikują wywiady z Tobą, więc ja zamiast pytać: dla­czego, chcę zapytać: jak? To projekt nastawiony na proces, „dzianie się”. Widać doskonale, jak wykorzystu­jesz przestrzeń medialną jako wła­ściwą rzeczywistość, w której istnieją Twoje prace.

Gdy podjęłam decyzję, by pojawić się w programie prof. Jana Miodka, żeby porozmawiać o możliwości wprowadzenia do polszczyzny słowa „nowak”, zdałam sobie sprawę, że medialność jest narzędziem, z którego najczęściej korzystam – stanowi ważny element kilku moich projektów. Jest coś na rzeczy, skoro intuicyjnie dochodzę do podobnych rozwiązań w różnych działaniach. Jeżeli tak dalej pójdzie, będę musiała pomyśleć nad nazwą nowego kierunku w sztuce [śmiech].

Nowacy to nie tylko sponta­niczna odpowiedź na informacje płynące ze świata, ale kolejna okazja do skorzystania z narzędzi urucha­mianych we wcześniejszych Twoich pracach. Dwa projekty dotyczące papieża Franciszka (Papa Call Me oraz Who Is Your Pope? (z Marią Olbrychtowicz) tworzone w kontekście Światowych Dni Młodzieży zaistniały dzięki wykorzystaniu okazji, jaką stwarza światowa trans­misja telewizyjna. Pozwoliła ona dotrzeć do zupełnie innej publicz­ności niż wąska grupa osób intere­sujących się sztuką. Projekty te ist­nieją ponadto w dialogu, pierwsze działanie jest komunikatem, a odpo­wiedzią na nie są rozliczne komen­tarze generowane przez społeczność internetową i telewizyjną wykorzy­stywane następnie jako materiał do dalszej pracy. Jak widzisz nowaków jako projekt w kontekście swoich wcześniejszych działań?

Podczas ostatniego spotkania z Fran­ciszkiem trzymałam transparent z numerem mojego telefonu. Jeszcze pół roku później zadzwonił do mnie pewien pan, który chciał z cieka­wości sprawdzić, czy ktoś po tej dru­giej stronie odbierze. To uświadomiło mi, że treści wpuszczone w obieg medialny mają dłuższe życie niż łania w przestrzeni galeryjnej w termi­nach „od do”, a później dokumentacja gdzieś znika. Po akcji Papa Call Me ludzie dzwonili do mnie, zupełnie nie wiedząc, kim jestem. Niektórzy myśleli, że poszukuję swojego prawdziwego ojca. W przypadku nowaków sprawa wygląda trochę inaczej – przestałam być anonimowa. Media przywiązują się przez pewien moment do danej twarzy i przypisują jej określone słowa. Dzięki temu łatwiej jest sprzedać historię. Co to za różnica, kto mówi! A dla mediów wątek autora jest istotny i nie zawsze da się tego uniknąć.

 

Gdy otwieram kolejny artykuł napędzający tę kulę informacji, roz­poczyna się on przeważnie od słów: studentka ASP Jana Shostak propo­nuje, by zastąpić słowo „uchodźcy” słowem „nowacy”.

Niestety, to jest równocześnie ele­ment niezbędny, który trzeba włożyć w ten proces. Kampania medialna nie zadzieje się bez osoby, do której można ją przykleić. Media same z siebie nie zainteresują się zagad­nieniem z ich perspektywy „lingwi­stycznym”. Zaczęło się od artykułów w magazynach lifestyle’owych, gdzie próbowałam uniknąć publikowania swojego wizerunku, co okazało się nie do zaakceptowania dla sprofilo­wanych redakcji.

 

Czy znalazłaś już sposób, aby to słowo stało się znów niczyje, aby język zaczął żyć własnym życiem, a nie był utożsamiany z częścią projektu? To jest właściwy cel tego działania.

W przypadku słowa „Rom” jako zamien­nika na słowo „Cygan” zostało to usta­lone w 1971 r. na I Światowym Kon­gresie Romów. Odgórnie zarządzono, że w językach narodowych powin­niśmy mówić tak, a nie inaczej.

Paradoksalnie, pomogły ówczesne władze PRL-u, które wykreśliły wcześniejsze słowo ze słownika. Oczywi­ście początkowo nie było to uzna­wane za naturalne i dopiero w 1985 r. odnotowano, że częściej używa się słowa „Rom” niż „Cygan”. Zdaję sobie sprawę, że to działanie jest rozłożone w czasie, choć trochę mnie to przeraża, gdy pomyślę, ile lat może zająć, nim rzeczownik „nowacy” zafunkcjonuje w języku polskim.

 

To typowy dla życia w czasach postartystycznych problem – jak sprawić, by coś, co zaczyna się jako sztuka, mogło skutecznie funkcjo­nować jako nie-sztuka bez wsparcia instytucji, aby dostało drugie życie jako rzeczywistość, a nie praktyka artystyczna.

Zależy mi na wykorzystywaniu tego słowa przez innych ludzi. Chcę więc, aby oddzieliło się od mojej osoby, oddzieliło od tego, że jest to sztuka, aby funkcjonowało i żyło własnym życiem. Tym ważniejsze jest dotarcie z problemem do jak najszerszej grupy osób – do więcej niż 1% społeczeń­stwa regularnie uczęszczającego do instytucji sztuki. Chwilę temu Marta Frej i Monika Drożyńska zgodziły się pomóc w propagowaniu tego słowa za pomocą haftów i grafik zamieszczanych na swoich stronach. Czekam na kolejne odzewy od mistrzów rysunków, grafik czy „Sztucznych Fiołków”, którzy by pomogli dotrzeć też do innych osób. W przypadku takiej współpracy następuje już zacieranie mojego autorstwa tego terminu. Tworząc swoje prace, inni artyści korzystają ze słowa jako wspólnego zasobu. To drugi krok w dążeniu do anonimizacji, do uwspólnienia. Coś na zasadzie wolnej licencji. Używanie nie ma polegać na tym, że przestaniemy o nim mówić w mediach, w przestrzeni wirtualnej, „nowacy” powinni być w niej obecni, ale nie jako coś wymyślonego przez konkretne osoby.

 

Zaletą tego projektu jest wspólne wybranie słowa, które ist­nieje poniekąd w języku polskim, choć w postaci nierzeczownikowej. Nowak jako najpopularniejsze polskie nazwisko posłużyło Ci do nazwania czegoś, co w społecznej wyobraźni uważa się za najbar­dziej obce i niebezpieczne – fali uchodźców. To gest postawienia przed nami lustra, pokazania, że jako społeczeństwo Nowaków mamy w sobie ten element obcości, przed którym drżymy. Gdy popa­trzymy na etymologię nazwiska Nowak, okaże się, że nasi przod­kowie nadawali je nowo przybyłym do osady lub miasta, komuś, kto jest przybyszem skądś indziej. Twoi nowacy to my z przeszłości.

Jedna z interpretacji nazwiska Nowak ma swoje wiejskie korzenie. Pochodzi z czasów, gdy chłopi pańsz­czyźniani odchodzili od swojego pana do nowego miejsca. Sytuacja gdy chłopi uciekali od swojego wła­ściciela, jest dla mnie przełożeniem 1:1 aktualnej sytuacji z nowakami.

Kiedy mnie zapytano, co jest ważniejsze w tym projekcie: czy doj­ście do tego momentu gdy termin ten zostanie oficjalnie wprowa­dzony do słownika, czy dyskusja i pokazanie Nowakom-Polakom, że oni też skądś są, to nie byłam w stanie wybrać, wydaje mi się, że trzeba je realizować równocze­śnie.

To „nowactwo” jest płasz­czyzną, na której możemy znaleźć wspólne wątki z innymi narodami.

Dostałam kilka takich wiadomości od Nowaków, gdzie ludzie pisali, że nie zastanawiali się nigdy nad ety­mologią swojego nazwiska. Ciekawe było dla nich to, że jest w nim zapi­sana dana historia. Pisali, że prawdo­podobnie ktoś z ich rodziny też był przybyszem. To już sukces, że kilka osób się nad tym po raz pierwszy zastanowiło i zgodziło z moją interpretacją.

 

Kogo określamy terminem „nowacy”? W Twojej interpretacji są to wszystkie nowe osoby przybywa­jące do kraju: uchodźcy, emigranci ekonomiczni, tymczasowi pracow­nicy. Czy nowakami są przybysze z Ukrainy? Określenie ich mianem uchodźców przez jednego z poli­tyków partii rządzącej wzbudziło spore kontrowersje. Czy nowak to po prostu nowy przybysz? Czy słowo zastępujące wyraz „uchodźca”, które jest węższe znaczeniowo niż to pierwsze określenie? To również ktoś, kto to z własnej woli przyjechał do Polski, a jest zwyczajnie z daleka i ma np. inny kolor skóry?

To działanie i wprowadzenie słowa związane jest przede wszystkim z osobami, które nie mogły zostać u siebie i nazwano je uchodźcami. Podczas pracy nad tym projektem ważne było przyjrzenie się dynamice zawartej w słowach. Określenie rosyj­skie bieżeniec mówi, że ktoś biegnie, uchodźca uchodzi, refugee szuka schronienia. Zastanawiając się nad znaczeniem tych słów, szukałam określenia statycznego, które wyjdzie naprzeciw tymczasowości i poczuciu niebezpieczeństwa. Uznałam…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kim jestem, kiedy podróżuję?