Subskrybuj
Autorka opowieści reporterskich Marlene, Papusza, Stryjeńska. Diabli nadali, współautorka książki Krótka historia o długiej miłości.

Koniec świata

Wyobrażam go sobie. Wyobrażam sobie, jak zwiedza każdą z 45 sal na piętrze Galerii Uffizi we Florencji. Leonardo da Vinci, Rafael, Sandro Botticelli, Caravaggio, Rubens.

Później idzie do kościoła Santa Croce (Świętego Krzyża), do kaplicy Medyceuszów z płaskorzeźbą Donatella, zachwyca się freskami Giotta w kaplicy Peruzzich i Bardich. Patrzy na drewniany krucyfiks Donatella, wzruszony staje przed grobem Dantego. Kiedy w Galerii Akademii widzi ponadpięciometrowy posąg Dawida dłuta Michała Anioła pojawiają się zawroty głowy i „gwałtowne kołatanie serca”.

Marie-Henri Beyle miał tamtej jesieni (we wrześniu 1811 r.) 28 lat. Kolejne kilka dni spędził z gorączką w łóżku. Opisał wszystko sześć lat później w książce Neapol i Florencja: podróż z Mediolanu do Reggio, użył pseudonimu Stendhal.

Przeczytałam, że „syndrom Stendhala” zdiagno­zowano w 1982 r. Jako pierwsza tej nazwy użyła trzy lata wcześniej włoska psychiatra Graziella Magherini, sugerowała nawet, by szczególnie niebezpieczne dzieła opatrzyć karteczką: „groźne dla zdrowia!”. W swojej książce La sindrome di Stendhal opisała przykład 25-letniej kobiety, która po obejrzeniu obrazów Fra Angelico, po powrocie do hotelu długo stała w jednym miejscu, „milcząca, bez kontaktu”. Wylicza się też inne objawy choroby: utrata kontroli nad sobą i niszczenie dzieł sztuki.

Przykładów jest wiele.

I tak:

W roku 1956 podczas wystawy w Montauban oblano kwasem Mona Lisę.

Szesnaście lat później (1972 r.) w Bazylice św. Piotra, austra­lijski geolog Laszlo Toth uderzył kilkadziesiąt razy młotkiem Pietę Michała Anioła, krzycząc: „Ja jestem Jezusem Chrystusem”. Uszko­dził prawe ramię Madonny, nos oraz twarz. Gdyby nie odnaleziona w poznańskim kościele Matki Boskiej Bolesnej najwierniejsza kopia tej rzeźby, być może nigdy nie udałoby jej się odtworzyć.

Rok 2008. Ponad 30-letnia kobieta pocałowała obraz Cya Twombly’ego, zostawiając na nim ślad szminki.

Kilka tygodni później jakiś mężczyzna wtargnął do Muzeum Orsay i zrobił 10-centymetrową dziurę w płótnie Claude’a Moneta

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kim jestem, kiedy podróżuję?