Różnie bywało. Przez lata skupieni na innych sprawach, niezbyt interesowaliśmy się małymi księgarniami. Te, niczym rzadkie gatunki roślin, zaczęły znikać jedna po drugiej, aż stały się całkiem zagrożone. Coś zaczęło się zmieniać kilka lat temu. Powoli i nieśmiało. Małe księgarnie nigdy po nic się nie spieszyły. Nie pragnęły być cynicznymi graczami na brutalnym rynku bestsellerowych rozrywek. Nie chciały lub nie miały możliwości. Prowadzący je pasjonaci, owszem, są bogaci i bezczelni, ale przeważnie tylko jeśli chodzi o miłość do książek i odwagę w sprowadzaniu niedostępnych nigdzie tytułów. Idealiści? Broń Boże! Raczej właściwi ludzie na właściwym miejscu. „Księgarnie to nie są sklepy z książkami czy punkty handlowe – mówi Anna Karczewska, aktywistka, inicjatorka kolektywu skupiającego małe księgarnie, autorka i redaktorka strony »Książki kupuję kameralnie«. – To instytucje kultury. Organizując wydarzenia okołoksiążkowe, animując lokalne społeczności i zarażając ludzi pasją czytania, odgrywają rolę nie mniejszą niż domu kultury czy biblioteki. Musimy to zaakceptować i redefiniować słowo »księgarnia«”. * Czym więc jest dzisiaj prawdziwa księgarnia? Szukam odpowiedzi, myśląc o swoich ulubionych: De Revolutionibus czy Lokatorze w Krakowie, o warszawskim Big Book Cafe, o berlińskim buch|bund, Książce dla Ciebie w Sopocie albo – moje ostatnie odkrycie – o Czerwonym Atramencie z Płocka. Gdy do nich wchodzę, czuję się, jakbym odwiedzał serdecznych przyjaciół. Witają mnie dobrą kawą, zaskakują nowościami, jednak rujnują moje skromne finanse, niszczą plan dnia….
Dziennikarz, autor literackiego bloga „Wyliczanka”, kurator związanych z literaturą wydarzeń. Autor dwóch biografii: Tyle słońca. Anna Jantar. Biografia (2015) oraz Kwiatkowska. Żarty się skończyły (2019). Ostatnio wydał reportaż historyczny Pokój z widokiem. Lato 1939 (2019)