Subskrybuj
Autorka opowieści reporterskich Marlene, Papusza, Stryjeńska. Diabli nadali, współautorka książki Krótka historia o długiej miłości.

Pani Roma

Pani Roma była – jak mówi mój przyjaciel Michał – zegarem praskiej przestrzeni. Z domu wychodziła co najmniej trzy razy dziennie.

O którejkolwiek by się do niej zapukało, zawsze witała gości w sukni, w naszyjniku z pereł, z nie­nagannie ułożoną fryzurą. Mieszkała na warszawskiej Pradze. Stara kamie­nica, klatka w oficynie, trzecie piętro, „z balkonikiem i widokiem na ścianę z winoroślą”. To prawie jak pod miastem – mówiła – tyle wystarcza, nie trzeba wiele. Od ponad 30 lat mieszkała sama. „Stary”, któ­rego portret w mundurze wisiał w dużym pokoju jej mieszkania, pewnie ciągle tam wisi, „tak sobie po prostu umarł”. „Wieczorem powiedziałam mu, że znajdę innego, żeby i on też sobie inną znalazł, młodszą nawet, bo może dzięki temu coś by nas w życiu jeszcze spo­tkało. Poszliśmy spać. A rano, jak się obudziłam, Stary leżał zimny jak cholera. Taki mi numer zrobił. Nikogo nie szukałam”. Pani Roma była – jak mówi mój przyjaciel Michał – zegarem praskiej przestrzeni. Z domu wychodziła co najmniej trzy razy dziennie. Dwa spacery wydawały się najważniejsze. Pierwszy, około dziewiątej, „po gazetę i drobne coś na śniadanko”. Drugi, w południe, wyprawa do warzywniaka, „po jabłka i kartofelki”. Tłumaczyła: „Jabłka, bo Stary tak je lubił. A ja nigdy nie chciałam kupować! Wszystko przez to, że w Wilnie [wysiedlono ją po wojnie] bardzo mi śmierdziało gnijącymi jabłkami i bimbrem, który z nich pędzili. Ale jak Stary mi ten numer zrobił, to ja mu też codziennie numer robię i te jabłka żrę, i kwaszę się! A kartofelki to taki test na zdrowie. Jak mnie bardzo łupie w kościach, to kupuję kilogram, jak mniej – dwa kilo”. I dodawała: „Zrobić panu kartofelków z koper­kiem albo ze śmietaną?”. Panu, czyli Michałowi. Mieszkali naprzeciw siebie. Ona pod numerem 33, on – 31. Poznali się, kiedy pani Roma zapukała do Michała z pytaniem, czy czegoś nie potrzebuje. Od tamtej chwili uważała, że zawsze potrzebuje, więc pukała codziennie. Przez kilka lat Michał poży­czał od niej żelazko. Kiedy przyznał, że ma już własne, pani Roma postanowiła „wymyślić jakieś inne sprzęty”. Telewizor? Nie, to nie to. („Raz włączyłam,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wiara bez uprzedzeń. Homoseksualność a Kościół