Gest posła Stanisława Stommy, b. redaktora naczelnego „Znaku”, który w 1976 r. – wstrzymując się od głosu – de factozaprotestował przeciwko zmianom w Konstytucji PRL, został nie tylko opisany przez historyków, ale i uwieczniony przez fotoreporterów, co przyczyniło się do jego popularyzacji. I nadało mu nowy – ponadczasowy – sens. W jednym z niemieckich podręczników religii fotografia ta posłużyła do zilustrowania lekcji poświęconej odwadze cywilnej. To dramatyczne zdjęcie, przedstawiające Stommę głosującego inaczej niż reszta posłów, także i dziś bywa reprodukowane przez media, by pokazać, że polityk nie musi być konformistą. Całkiem niedawno np. posłużył się nim internetowy „ASZdziennik”, komentując postawę jednego z członków rządu, w przeszłości również związanego ze „Znakiem”, podczas głosowania nad tzw. reformą sądownictwa. W tamtym, pełnym oportunistów, PRL-owskim parlamencie Stanisław Stomma – opuszczony nawet przez kolegów z koła poselskiego, któremu przewodniczył – zachował się niczym Rejtan z obrazu Matejki. On sam byłby pewnie tym porównaniem zdeprymowany: ze skromności, ale i ze względu na pamięć o przyjacielu z ławy sejmowej, pisarzu Jerzym Zawieyskim (rocznik 1902), którego przemowę – wygłoszoną kilka lat wcześniej, w kwietniu 1968 r. – w wielu środowiskach odebrano właśnie jak gest Rejtana. Tak też – jako „czyn niemal »reytanowski« na tle obłędnego tańca »martwych dusz«” – ocenił ją kard. Wyszyński. „Składam hołd Twej odwadze obywatelskiej, bo to jest obrona publiczna praw narodu” – pisał do Zawieyskiego prymas. I dalej: „Mówiłeś nie tylko Ty sam, mówił naród, który chce być wolny”. Ważna część tego przemówienia dotyczyła konieczności prowadzenia dialogu społecznego, którego warunkiem jest „postawa szacunku dla cudzej odmienności, chęć zrozumienia cudzej racji, swoista transcendencja na drugiego człowieka, którego nie chce się pochłonąć, zagarnąć czy przeinaczyć, lecz z…
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.