Zdarzeniowy, incydentalny charakter tych momentów. O ile nowoczesność charakteryzowało poczucie pewności i stabilności świata, o tyle ponowoczesność utraciła grunt pod nogami, nieustannie zajmując się paranoicznym kalkulowaniem ryzyka. Zamiast pojęcia niepewności jako odpowiedzi na pewność uprzedniej epoki Marek Krajewski proponuje nową kategorię opisującą rzeczywistość – incydentalność. Stała się ona podstawą organizacyjną naszego życia – „zdarzeniowy charakter dzisiejszej rzeczywistości trudno uznać za przypadkowy (…), przeciwnie: krystalizuje się w nim natura współczesnego świata – silnie usieciowionego, zglobalizowanego i mobilnego”. Jeśli niegdyś odczuwaliśmy incydenty jako zewnętrzne wobec wspólnoty, np. w postaci działania żywiołów, dziś globalne zdarzenia odbieramy jako swoje. Lewicowi teoretycy powiedzieliby, że to jeden ze skutków działania kapitalizmu, który kolonizuje wszelkie przestrzenie, pozbawiając nas podziału na wnętrze i zewnętrze.
Socjolog, szukając genezy takiego stanu, wskazuje na niespotykane wcześniej zagęszczenia współzależności i interakcji społecznych. Powtarza wielokrotnie, że to złożoność jest najważniejszą cechą dzisiejszego świata. Od razu jednak ciśnie się na usta pytanie: kiedy obiektywnie nie był lub nie jawił się tak w doświadczeniu go przeżywających?
Pojęcie incydentuma być nowym narzędziem do opisywania rzeczywistości. Można dostrzec inspirację np. Ulrichem Beckiem, któremu zawdzięczamy koncept społeczeństwa ryzyka, oraz Zygmuntem Baumanem, autorem spopularyzowanego terminu „płynna nowoczesność”. Krajewski też reprezentuje rodzaj wszystko widzącego spojrzenia: „pozostaje nam przyznanie, że współczesny świat jest tak złożony, iż nie potrafimy nie tylko przewidzieć jego przyszłych możliwych stanów, lecz także dokonać prostego opisu obecnych w nim form…