Subskrybuj
Dr hab. nauk prawnych i dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, adiunkt w Katedrze Filozofii Prawa i Etyki Praktycznej na Wydziale Prawa i Administracji UJ. Stypendystka Fulbrighta, laureatka Nagrody „Polityki” dla młodych naukowców. Ostatnio opublikowała...

Transhumaniści kontra biokonserwatyści

W czym naturalna loteria genów miałaby być lepsza od ich technologicznej selekcji? Dlaczego ingerencje genetyczne mogą pogłębić problem społecznych nierówności? Czy można dziś bronić idei eugeniki? – mapa filozoficznego sporu o ulepszanie człowieka.

Odwieczne pragnienie poprawy ludzkiej kondycji oraz przekraczania wbudowanych w nią ograniczeń jest niewątpliwie główną przyczyną rozwoju ludzkości. Homo sapiens, w przeciwieństwie do innych gatunków zwierząt, nie jest tożsamy ze swoją naturą biologiczną, potrafi ją kształtować i przekraczać. Może więc wydawać się niezrozumiałe, dlaczego tak wielu filozofów wyraża się sceptycznie względem współczesnych idei ulepszania natury człowieka. Debata jest stara jak świat, ale od lat 50. XX w., kiedy to Watson i Crick odkryli strukturę DNA, a rozwój biotechnologii nabrał rozpędu, otwierając kolejne możliwości poprawienia zdolności fizycznych i kognitywnych człowieka, zaczęto ją toczyć w nowym kontekście. Zwolenników ulepszania gatunku ludzkiego za pomocą technik biomedycznych określa się mianem transhumanistów, a ich przeciwników mianem biokonserwatystów.

Transhumaniści przyjmują, że ulepszanie człowieka wszelkimi dostępnymi metodami, w tym farmakologii, chirurgii, a także ingerencji genetycznych, jest moralnie dopuszczalne, a niektórzy uznają je nawet za nasz moralny obowiązek. Określenie „transhumanizm” pojawiło się przypuszczalnie po raz pierwszy w tym kontekście w tytule eseju opublikowanego w 1957 r. przez angielskiego biologa Juliana Huxleya, brata znanego pisarza Aldousa Huxleya, autora Nowego wspaniałego świata. Obaj byli wnukami słynnego biologa darwinisty Thomasa Henry’ego Huxleya, co tłumaczy ich zainteresowanie teorią ewolucji. Nie kryjąc swego entuzjazmu, Julian mianował gatunek Homo sapiens „dyrektorem zarządzającym ewolucją”, którego obowiązkiem jest wzięcie odpowiedzialności za dalszy rozwój ludzkości w celu zagwarantowania dobrobytu przyszłych pokoleń. Transhumanizmem określił wiarę w możliwość udoskonalania ewolucji. Znalazła ona współcześnie swych licznych wyznawców, takich jak John Harris, który w książce Enhancing Evolution (Ulepszanie ewolucji) postuluje zastąpienie doboru naturalnego umyślną selekcją, a zasad darwinizmu – „ewolucją ulepszoną”. Wśród transhumanistów nie ma zgody co do środków i celów ulepszania, ale zgadzają się, że metody powinny być jak najbardziej efektywne, a celem jest maksymalizowanie ogólnego dobrostanu ludzkości. Najbardziej znanymi orędownikami transhumanizmu są: Nick Bostrom, Nicholas Agar, Ingmar Persson, Julian Savulescu. Jednakże sama idea dopuszczalności ingerencji w celu posiadania jak najlepszego potomstwa pojawia się u większości współczesnych filozofów liberalnych, również u tych sceptycznych względem utylitaryzmu, takich jak: Frances Kamm, Ronald Dworkin, John Rawls czy Robert Nozick. Zarówno transhumaniści, jak i wspomniani myśliciele przyjmują, że decyzje reprodukcyjne dotyczące ulepszania genetycznego potomstwa powinny być pozostawione swobodnym decyzjom rodziców zgodnie z ideą poszanowania wolności indywidualnej, rozciągniętej na sferę prokreacji. Jedynym ograniczeniem tej wolności powinny być względy dotyczące wyrządzenia krzywdy innym istniejącym osobom (z czego wyklucza się najczęściej nienarodzone jeszcze potomstwo) oraz sprawiedliwości.

Biokonserwatyści, do których zalicza się m.in. Leona Kassa, C.S. Lewisa, Jürgena Habermasa, Francisa Fukuyamę czy Michaela Sandela, stanowią zróżnicowaną grupę, którą w nieco mylący sposób ochrzczono wspólnym mianem. Łączy ich to, że uznają ideę ulepszania gatunku ludzkiego, zwłaszcza za pomocą ingerencji wywołujących dziedziczne zmiany genetyczne, za moralnie wątpliwą lub wręcz niedopuszczalną. Nie kwestionują jedynie metod ulepszania, w tym ryzyka związanego  z nieznanymi konsekwencjami ich zastosowania. Odnoszą się sceptycznie do samej idei transhumanizmu, krytykując przede wszystkim cele, które mają owe metody usprawiedliwić, oraz założenia, na których rozumowanie jego obrońców się opiera. Biokonserwatyści nie są, jak sugerowałaby nazwa, zwolennikami zachowania za wszelką cenę status quo. Z pewnością nie należy postrzegać ich też jako wrogów postępu biotechnologicznego. Koncentrują się na złożonym horyzoncie moralnym człowieka, w którym istotną rolę odgrywają takie kwestie, jak intencje naszych działań, rozumienie siebie i znaczących praktyk społecznych, a także relacje międzyludzkie.

 

Spór o cele: perspektywa indywidualna i populacyjna

Można wyróżnić dwa główne rodzaje biomedycznego ulepszania człowieka: przed urodzeniem i po nim. Do pierwszej kategorii zalicza się różne formy ingerencji w ludzką prokreację. Mogą one polegać na selekcji potomstwa pod względem posiadania określonych właściwości genetycznych, co umożliwiają badania reprodukcyjne (obejmujące testy genetyczne przeprowadzane u potencjalnych rodziców, diagnostykę preimplantacyjną przed zapłodnieniem in vitro oraz badania płodu w trakcie ciąży). Badania te zostały wynalezione w celu wykrycia wad genetycznych u potomstwa i uniknięcia urodzenia dzieci obciążonych poważnymi chorobami. Mogą one służyć także przewidzeniu właściwości niezwiązanych ze zdrowiem, np. płci. Coraz częściej dyskutuje się również o możliwości wykrycia podłoża genetycznego takich cech, jak słuch absolutny, wzrost, muskulatura, kolor oczu, temperament, poziom IQ, pamięć, skłonność do tycia, potrzeba snu, skłonność do szybszego bądź wolniejszego procesu starzenia się itd. Obecnie w fazie badań i testowania są ingerencje genetyczne służące dziedzicznej zmianie genotypu, do których zalicza się germinalną (embrionalną) terapię genetyczną oraz nowo odkrytą i niezwykle obiecującą metodę CRISPR. Mogą one nie tylko służyć leczeniu, ale także umożliwiać potencjalne ulepszenia ludzkich zdolności.

Choć idea genetycznego projektowania potomstwa pozostaje na razie w sferze science fiction, to prowadzona debata etyczna zwraca uwagę na niezwykle istotne problemy związane z kierunkiem i granicami stosowania osiągnięć postępu biotechnologicznego.

Ingerencje genetyczne w ludzką prokreację mogą być przedmiotem wielu kontrowersji związanych ze sporem o status moralny zarodka czy embrionu. Aby uwypuklić problemy specyficzne dla samej idei ulepszania, możemy przyjąć założenie, że ulepszanie genetyczne mogłoby być w przyszłości realizowane za pomocą metod stosowanych przed zapłodnieniem, czyli np. selekcji odpowiednich gamet bądź modyfikacji genetycznych zarodka czy embrionu, które nie wiązałyby się z ich niszczeniem.

Istnieje szereg sposobów biomedycznego ulepszania kondycji psychicznej bądź fizycznej człowieka po jego urodzeniu, do których zaliczyć można stosowanie metod farmakologicznych (np. beta-blokerów, ritalinu, środków dopingujących), terapii genowej, a także operacji itp. W przypadku tej formy ulepszania istnieje określona osoba, która może skorzystać dzięki interwencjom mającym na celu poprawienie jej kondycji zdrowotnej bądź życiowej. Ulepszanie przed urodzeniem nie zakłada istnienia konkretnej osoby, która sama ma coś zyskać na określonej ingerencji, ale opiera się na założeniu, że pojawienie się bądź niepojawienie się na świecie osobników o określonych predyspozycjach będzie dla rodziców bądź populacji lepsze.

O ile doskonalenie istniejącej osoby wpisuje się w długą i dość powszechnie akceptowaną tradycję stosowania zarówno medycyny, techniki, jak i metod wychowawczych, o tyle ulepszanie populacji poprzez maksymalizowanie cech przyszłego potomstwa budzi silne wątpliwości, choć również można wskazać na stary, sięgający starożytności rodowód tej idei. Pod koniec XIX w. idea ta zyskała popularność pod nazwą eugeniki i do poł. XX w. była realizowana za pomocą programów społeczno-politycznych w niektórych państwach. Wielu współczesnych bioetyków twierdzi, że nie tyle sama idea eugeniki była moralnie wątpliwa, ile raczej metody jej realizacji. Po pierwsze, zakładały one często stosowanie przymusu ze strony państwa. Po drugie, były oparte na pseudonaukowych założeniach, a przez to pozostawały nieefektywne. Dzisiejsza wiedza genetyczna w połączeniu z technologią dają o wiele bardziej precyzyjne narzędzia, by osiągnąć cel ulepszania populacji, jak zauważają autorzy From Chance to Choice (Od przypadku do wyboru), postulując zamiast dawnej eugeniki autorytarnej nową eugenikę liberalną, realizowaną z poszanowaniem woli rodziców. Indywidualne decyzje reprodukcyjne rodziców nie mają charakteru eugenicznego, gdyż rodzice, podejmując je, nie stawiają sobie celów gatunkowych, lecz jedynie chcą zrealizować pragnienie posiadania jak najlepszych dzieci. Niemniej regulacje prawne oraz instytucje społeczne, które umożliwiają decyzje dotyczące ulepszania potomstwa i wyznaczają ich zakres, mają charakter eugeniczny, jeśli przyświeca im cel poprawy populacji.

Różnica w formułowaniu celów pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami transhumanizmu wynika z odmiennej perspektywy w patrzeniu na człowieka. Dla transhumanistów człowiek jest przedmiotem badań empirycznych, determinowanym czynnikami naturalnymi i społecznymi. To darwinowskie podejście, w którym zakorzeniona jest etyka utylitarna, ujmująca człowieka w sposób funkcjonalny – jako nośnik wartości gatunkowych. Tradycyjna filozofia moralności akcentuje zaś aktywną stronę człowieka, postrzegając go jako podmiot działania, wyposażony w wolną wolę i odpowiedzialny za swoje życie. Z tej perspektywy doskonalenie może mieć sens jedynie, gdy przybiera charakter indywidualny, a nie populacyjny.

 

Ulepszanie a wychowanie i leczenie

Zwolennicy transhumanizmu zacierają granicę między wychowaniem a biomedycznym ulepszaniem, argumentując, że istnieje pomiędzy nimi jedynie różnica stopnia. Twierdzą, że posyłanie dziecka na dodatkowe zajęcia sportowe prowadzi do równie nieodwracalnych zmian psychofizycznych jak ingerencja genetyczna przed jego urodzeniem. Sedno konserwatywnego zarzutu przeciwko ulepszaniu biomedycznemu tkwi zaś w innym rozumieniu zarówno relacji rodzice–dziecko, jak procesu kształtowania ludzkiego charakteru. Podejście transhumanistów zakłada relację przedmiotową, podobną do tej między twórcą i jego dziełem. Charakter ludzki jest przez nich rozumiany jako wynik tego, co nam dane z natury (uwarunkowań biologicznych), i tego, co nam się przydarza (uwarunkowań społecznych). Krytyka ich podejścia sprowadza się do założenia, że relacja rodzice–dziecko powinna mieć charakter podmiotowy, uwzględniający aktywny udział dziecka w procesie wychowawczym i zakładający wzajemną komunikację. Będąc przedmiotem ingerencji genetycznych, dziecko nie tylko nie może się do nich odnieść w trakcie ich stosowania, ale też nie może się od nich, w takim samym zakresie jak od skutków wychowania, zdystansować. Czym innym jest też próba wytłumaczenia dziecku, jak i dlaczego powinno opanować swoje emocje i nauczyć się większej cierpliwości, od aplikowania mu ritalinu, by zmniejszyć jego nadpobudliwość. Oczywiście w niektórych przypadkach stosowanie środków farmakologicznych jest koniecznością, nigdy jednak nie zastąpią one tradycyjnych metod wychowawczych, ale jedynie mogą je wspomagać w przypadku psychicznych zaburzeń u dziecka.

Transhumaniści zacierają również granicę między leczeniem a ulepszaniem. Zarzucają przy tym niekonsekwencję takim filozofom jak Sandel czy Habermas, którzy uznają za moralnie dopuszczalną decyzję rodziców, by uniknąć urodzenia niepełnosprawnego dziecka, ale za niedopuszczalną, by uniknąć urodzenia dziecka mniej inteligentnego czy niższego, niż mogłoby się urodzić, gdyby skorzystali z ingerencji genetycznych.

Niewątpliwie rozróżnienie między ulepszaniem a leczeniem może być niejasne i nie musi wcale pokrywać się z podziałem na to, jakie metody są dozwolone, a jakie nie. Może mieć ono jednak istotne znaczenie dla ustalenia zabiegów, które powinny być realizowane w ramach systemu ubezpieczeń. Problem w tym, że ta sama metoda może być używana w rozmaitych celach. Przykładem jest terapia hormonalna stosowana u chorych, których organizm nie produkuje hormonu wzrostu. Zastosowanie jej u osoby zdrowej, ale z przyczyn genetycznych niskiej osiągnie ten sam efekt co u osoby chorej, a u kogoś o normalnym wzroście może skutkować tym, że stanie się on wyjątkowo wysoki. Lekarstwa takie jak ritalin czy prozac mogą być również aplikowane ludziom zdrowym jako środek stymulujący pracę mózgu czy nastrój. Podobnie jest z chirurgią plastyczną, której można użyć do rekonstrukcji uszkodzonych na skutek choroby czy wypadku części ciała (np. rekonstrukcja piersi po mastektomii) bądź w celu poprawy wyglądu. Problem z rozróżnieniem między ulepszaniem a leczeniem wynika z niejasności samego pojęcia zdrowia, które niektórzy definiują jako normalne funkcjonowanie gatunkowe organizmu. Żadna definicja zdrowia nie jest czysto opisowa, ale wymaga również ustalenia tego, które odstępstwa od „normy” są pożądane bądź tolerowane, a które są niepożądane i wymagają naprawienia.

 

Natura człowiekaNiektórzy przeciwnicy transhumanizmu, tacy jak George Annas czy Francis Fukuyama, twierdzą, że ingerencje wywołujące dziedziczne zmiany genetyczne prowadzą do naruszenia natury człowieka, przez co podważają one ideę praw człowieka. W odpowiedzi na to transhumaniści argumentują, że jeśli prawa człowieka mają chronić wszystkie istoty ludzkie z samej racji przynależności gatunkowej, niezależnie od wykazywanych cech, to aby ten zarzut miał sens, ulepszenia genetyczne musiałyby doprowadzić do stworzenia całkiem nowego gatunku (same pojęcia „transhumanizm” i „posthumanizm” coś tak paradoksalnego sugerują). Taki scenariusz science fiction przedstawił w latach 80. biolog Lee Silver. Jego zdaniem dziedziczne…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Geny. Projektowanie czy loteria?