Subskrybuj
wieloletni członek redakcji miesięcznika „Znak”, prezes S.I.W. Znak, działacz opozycji demokratycznej, publicysta, tłumacz. Uczestnik ekipy Tadeusza Mazowieckiego w latach 1989—­1990. Członek władz organizacji społecznych, m.in. Fundacji Batorego, KiK­u, Fundacji Roberta Schumana, PEN­Clubu. Odznaczony m.in. Krzyżem...

Pomiędzy misją a zdradą

Czas wczesnego PRL-u, a w szczególności „powojnie”, lecz również lata późniejsze, polski stalinizm zamknięty Październikiem '56, są ostatnio pasjonującym i wciąż niewyczerpanym obszarem badawczym dla historyków. Niezależnie od tego, czy widzą go jako wojnę domową, rewolucję czy przykręcanie i popuszczanie totalitarnej śruby – wszyscy autorzy patrzą na niego jak na wielką zmianę.

Okresy przyspieszenia historycznego, gdy ze „starego” wyłania się „nowe”, są momentami aktywizacji elit intelektual­nych. Ludzie pióra i słowa, intelektualiści, inteligenci są zarówno tymi, którzy przełom ujmują w kategorie pojęciowe, pozwalają go poddać refleksji, jak i tymi, którzy dzięki mocy przesyconego emocjami słowa prowadzą lud na przysłowiowe barykady. Przełom, jaki w polskiej historii wyznaczyły wojna, okupacja i komunizm, nie mógł się obyć bez czynnego udziału polskich inteligentów, z ich etosem zaangażowania, odpo­wiedzialności i poczuciem misji przywódczej.

Piotr H. Kosicki wziął na swój historyczny warsztat problem dróg ide­owych, wyborów (często wzajemnie sprzecznych) i decyzji (nieraz błędnych, choć niekiedy zadziwiająco trafnych i dalekowzrocznych), jakie podejmo­wały środowiska polskiej inteligencji katolickiej w latach od zakończenia wojny do przełomu październikowego. Inteligencja katolicka jest for­macją stosunkowo młodą, złożoną w większości z ludzi świeckich, która jęła powstawać przy końcu XIX stulecia, gdy następowało przyspieszone „odczarowanie” świata, a religia traciła swoją socjologiczną samooczywi­stość. Nadano później to miano ludziom, którzy poczuli się w obowiązku poważnego przemyślenia w świetle wiary sensu swojego życia i swoich poczynań w dziedzinie kultury, polityki czy gospodarki i do wyciągnięcia z tych przemyśleń wniosków praktycznych, którzy gromadzili się w stowa­rzyszeniach takich jak przedwojenne Odrodzenie, zakładali pisma, takie jak warszawskie „Verbum”, poznańska „Kultura” czy wileński „Pax”. Nie może dziwić, że po wojnie – mimo skrajnie niesprzyjających okoliczności ideologicznych i politycznych – ta część inteligencji katolickiej, która prze­żyła i pozostała w kraju, wykazywała się dużą aktywnością. Jej zaanga­żowanie i wola działania publicznego wyrastały nie tylko z tradycyjnego inteligenckiego etosu, lecz także z motywacji religijnej wyartykułowanej m.in. przez encykliki społeczne, poczynając od Rerum novarum, w postaci obowiązku pracy na rzecz wspólnego dobra.

Piotr H. Kosicki napisał o polskiej inteligencji katolickiej lat powojen­nych książkę, w której historia polityczna udatnie splata się z historią idei i z historią społeczną. Jak wskazuje tytuł Personalizm po polsku, kluczem dla opisu autora stał się pewien zespół idei filozoficzno-społecznych sta­wiających w centrum osobę ludzką (niesprowadzalną do „jednostki”) i jej godność. Idea ta, o dostojnej genealogii sięgającej do Boecjusza, w obrębie której spotykają się wielcy antagoniści – św. Tomasz z Kantem, zyskała nowy wyraz wzbogacony o treści polityczne w XX w., przede wszystkim w tekstach dwóch francuskich filozofów, Jacques’a Maritaina i Emmanuela Mouniera. Lektura ich obu silnie oddziałała na świadomość polskiej inteli­gencji katolickiej. Ten pierwszy, interpretując w duchu personalistycznym św. Tomasza i papieskie encykliki społeczne, uczynił wiele dla zakotwiczenia demokracji i praw człowieka w obrębie społecznej myśli Kościoła. W Polsce czytany był już przed wojną i wzbudzał te same idee i tęsknoty, które osta­tecznie doprowadziły do II Soboru Watykańskiego z jego kluczową ideą aggiornamento, otwarcia się na „radość i nadzieję, smutek i trwogę ludzi współczesnych” – jak głoszą pierwsze słowa soborowej konstytucji duszpa­sterskiej Gaudium et spes. Ten drugi, któremu Kosicki poświęca znacznie więcej uwagi, zaczął być czytany w Polsce w czasie okupacji, w kręgach młodej inteligencji był przedmiotem namiętnych dyskusji i, jak przekonu­jąco wykazuje autor, stał się nie tylko światopoglądowym katalizatorem dla wielu polskich inteligentów katolickich, ale także łącznikiem pomiędzy różnymi ich konspiracyjnymi środowiskami, w szczególności: Konfederacji Narodu kierowanej przez Bolesława Piaseckiego, Szarych Szeregów, lewi­cowców z „Płomieni”, a także katolickiej Unii.

*

Jakkolwiek osoba ludzka w jej wymiarze indywidualnym, spo­łecznym i transcendentnym była punktem wyjścia obu francuskich myśli­cieli, to różniły ich projekty zmierzające do zmiany świata. Mounier bowiem nie zadowalał się demokracją, państwem świeckim „po chrze­ścijańsku urządzonym”, i podstawowymi wolnościami. Główną sprężyną jego żarliwych wywodów była potrzeba zaangażowania na rzecz obalenia „le désordre établi”, czyli „utrwalonego nieładu”. Jego niechęć do „demo­kracji formalnej” i przekonanie, że system ten jest z natury niesprawiedliwy, jego gwałtowny antykapitalizm zbliżały go do radykałów zarówno z prawej, jak i z lewej strony. Po pewnych wahaniach Mounier już po wojnie mocno zbliżył się do marksizmu: odrzucał materializm, ale akceptował „sprawiedli­wość społeczną” w marksistowskim wydaniu i metodę rewolucyjną. Tym, co czyniło Mouniera myślicielem tak wpływowym w kręgach młodej inteligencji zwłaszcza – lecz nie tylko – katolickiej pokolenia wojen­nego, było przekonanie, że świat nie może wrócić do dawnej postaci, że to społeczne napięcia i systemowa niesprawiedliwość odpowiedzialne były za narodziny faszyzmu i za wojnę, że trzeba rozpoznawać ducha nadchodzą­cego czasu i w nim upatrywać nowego ładu, w którym osoba ludzka będzie w stanie rozwinąć cały swój potencjał. Piotr H. Kosicki obszernie i kompetentnie omawia kontekst ideowy, społeczny i „kościelny” francuskiej myśli katolickiej od lat 30. do 50. Na ten kontekst składało się przede wszystkim trafne przekonanie, że Watykan – pomimo encyklik społecznych – wciąż nie dostrzegał w pełni dra­matyzmu kwestii społecznej i stopnia dechrystianizacji mas robotniczych. Stąd wzięła się tzw. nowa teologia dominikańska ojców Marie-Dominique Chenu i Yves’a Congara, wspierana przez jezuic­kich prekursorów myśli soborowej – Henriego de Lubaca czy Jeana Daniélou. Watykan, dopatrując się zagrożenia marksistowską infil­tracją – szczególnie wobec komu­nistycznych umizgów adresowa­nych do francuskich katolików – kładł systematycznie kres pracom wspomnianych teologów, zamy­kając seminarium Le Saulchoir, zabraniając publikacji, umiesz­czając ich dzieła na indeksie, zaka­zując nauczania, później likwidując ruch księży robotników. Watykań­skie decyzje sprawiły, że rozwijanie tych idei i opartej na nich prak­tyki stało się udziałem laikatu – zarówno we Francji, jak i w kra­jach, gdzie – jak w Polsce – myśl francuska była wielce wpływowa. Właściwym bohaterem książki Kosickiego jest polska inte­ligencja katolicka grupująca się po wojnie w trzech ośrodkach ide­owych i wokół trzech pism: „Tygo­dnika Warszawskiego” gromadzą­cego głównie ludzi powiązanych z polską chadecją, czyli Stronnic­twem Pracy i Unią, „Tygodnika Powszechnego”, czyli środowiska Znaku oraz „Dziś i Jutro”, czyli późniejszego PAX-u. Liderzy „Tygo­dnika Warszawskiego” w najmniej­szym stopniu inspirowali się myślą Mouniera, a ich dążenie do nie­zależnego działania politycznego w warunkach krystalizującego się coraz bardziej totalitarnego komu­nizmu rychło – bo w 1948 r. – doprowadziło do likwidacji pisma, do więzień i długoletnich wyroków. „Tygodnik Powszechny”, jak wia­domo, wycofał się z bezpośred­niej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dlaczego fascynuje nas wojna?