Którykolwiek czytelnik wybierze, i tak zmuszony będzie ustąpić przed chaosem tej książki, wyrażonym już w spisie treści. Z pewnością nie jest to przedstawiona w spopularyzowany sposób historia księgarń, raczej opis wspomnień literackiego turysty. Dobór tematów jest całkowicie subiektywny, autor chętnie wybiega poza narzucone sobie ograniczenia, zgrabnie omijając klucz geopolityczny, który sugeruje spis treści.
Lekkość, z jaką tytułowy temat został potraktowany, nie ułatwia lektury. Carrión chętnie przeskakuje między miejscami i czasami, nie oglądając się na czytelnika. Sposobem obrony przed zarzutami o chaotyczność i nieczytelność jest przywołanie we wstępie Biblioteki Babel Borgesa. Kwestią sporną i niedoprowadzoną do końca pozostaje związek między biblioteką a księgarnią – poszukiwana przez autora zasada podobieństwa nie wydaje mi się wyjaśniona w sposób zadowalający. Carrión czaruje czytelnika aforystycznymi i erudycyjnymi puentami, które pozostawiają niedosyt. Księgarnie nie są rekonstrukcją najsłynniejszych salonów z książkami, nie opowiadają też o podążaniu śladami pierwszych księgarń. To raczej zapowiadany już we wstępie zabieg unicestwiania, rozczłonkowywania połączonego ze „zlepianiem i kumulowaniem” (s. 53), wyławianiem z pamięci oraz mapy świata miejsc i wspomnień, które na zasadzie pars pro toto zaświadczą o całości. I być może oddadzą ducha miejsc, takiego, jaki jest we wspomnieniach autora.
Kięgarnie Carriona są odwróceniem eseju Georges’a Pereca; chaosowi księgarni przeciwstawiają próby usystematyzowania domowych zbiorów. Książka jako przedmiot zawsze związana jest z kolekcjonowaniem abstrakcyjnych pojęć w namacalnej formie, która sprawia najwięcej kłopotów, ale i najwięcej rozkoszy. Dobrze…