Subskrybuj
Adiunkt na Wydziale Polonistyki UW. Recenzentka i czytelniczka literatury najnowszej. Autorka prozy Elizje (Kraków 2017) i po drugiej stronie siebie (Kraków 2019), a także książek naukowych np. Lektura jako spotkanie. Brzozowski – tekst – metoda...

Ameryka, ale nie kafkowska

Władysław Teodor Benda należy – jak Bolesław Cybis czy Tamara Łempicka – do artystów, którym udało się wyśnić swój amerykański sen. Śnili go inaczej, istotne jednak, że każdy z nich nie tylko zaistniał w świecie artystycznym, ale i zdominował jakiś jego obszar.

Zaoceaniczny sen Łempickiej okazał się mniej szczęśliwy niż jej sen paryski – Bendzie jednak amerykańska ziemia służyła dość konsekwentnie.

Książka Anny Rudek-Śmie­chowskiej nie jest zbeletryzowaną opowieścią o karierze artysty z europejskiej prowincji, choć nie­wykluczone, że biografia Bendy nadawałaby się i do takiego przed­stawienia. Badaczka czyni z niej jednak kręgosłup naukowej – acz niepozbawionej popularyzator­skich intencji – rozprawy o życiu i twórczości ilustratora. Trudno zresztą wybrać dla Bendy jedno określenie, dystansujące wszystkie pozostałe: teoretyk i praktyk, malarz i twórca masek teatral­nych, społecznik i salonowiec, aktor i pisarz. Wszystkie te funkcje dałyby się sprowadzić do jednego mianownika: legendarnej praco­witości. Ciotka malarza Helena Modrzejewska relacjonowała: „sama byłam tego świadkiem, jed­nego dnia z podziwu godną łatwo­ścią gwiżdżąc lub nucąc jakąś polską piosenkę, komponował cztery dużych rozmiarów szkice węglem”. Od 1898 r. związany ze Stanami Zjednoczonymi, pra­cował i działał przede wszystkim Autorka w pierwszej części książki daje przegląd rozlicznych aktywności Bendy (w kolej­nych pisze o niektórych szczegó­łowo) – ilustratora („Cosmopolitan” czy „McClure’s” to wysoka półka), twórcy kostiumów i masek, projek­tanta scenografii, portrecisty boga­tych ladies. Dodajmy działalność edukacyjną, społecznikowską, aka­demicko-dydaktyczną, programo­twórczą, wreszcie – życie osobiste prowadzone z dyskretną pieczołowitością, z równym zaangażo­waniem i wewnętrznym entuzja­zmem. O uwewnętrznieniu tego ostatniego piszę, gdyż Benda jawi mi się po lekturze jak mieszka­niec zupełnie innej galaktyki niż ta,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy ludzie są z natury religijni?