Przypadek a wolny wybór – to tradycyjne napięcie mocno wybrzmiało w życiu Zygmunta Baumana. Losowe okoliczności decydowały nie raz, że musiał zaczynać wszystko od nowa. Porównywał się wówczas do bohatera filmu Przypadek Krzysztofa Kieślowskiego. Dostrzegał, że w życiu często zdarzają się sytuacje, których się ani nie planowało, ani nie pragnęło, a które mają dla nas najpoważniejsze konsekwencje. Próbował wśród nich nawigować, kierując się moralnymi przekonaniami nabytymi w młodości, którym pozostawał – mimo wszystkich zmian – wierny przez całe swoje życie. Chciał sprzeciwiać się upokorzeniu, pozostać wrażliwym na piękno. Czasem owe szlachetne przekonania prowadziły go na manowce, np. do służby wojskowej w czasach stalinizmu; czasem pozwalały upominać się o ludzi wyrzuconych za burtę globalnego kapitalizmu. Trudno dziś rozstrzygnąć, czy w gruncie rzeczy Zygmuntów Baumanów było wielu, różnych, oddzielonych od siebie, jak na fotografiach, gdzie w twarzy młodego oficera nie tak łatwo odnaleźć rysy starego mędrca, czy może biegła jednak przez całe życie Baumana jakaś linia ciągła, która łączyła wszystko w spójną całość. Z pewnością jego losy są jeszcze jedną wariacją na temat dwóch wielkich procesów XX-wiecznej historii: komunistycznego zaangażowania intelektualistów i ich późniejszych rozliczeń z przeszłością oraz dokonujących się na tle narodowościowym aktów podziałów i wykluczeń, poczucia obcości i wymuszonych migracji. Cała trudność leży w tym, by zaakceptować fakt, że autor Płynnej nowoczesności odegrał w tej historii różne role: był jej świadkiem, uczestnikiem i ofiarą.
Młodość: czas nierówności i wojny
Zygmunt Bauman urodził się 19 listopada 1925 r. w Poznaniu. Był to okres pełen niepokojów, bo mniej więcej w tym samym czasie Adolf Hitler opublikował Mein Kampf, a Benito Mussolini przygotowywał ustawy, które legalizowały przejęcie przez niego władzy we Włoszech. W Polsce wielkimi krokami zbliżał się zaś zamach majowy, w efekcie którego gwarantem porządku ustrojowego stał się marszałek Józef Piłsudski.
To kontekst polityczny, bo o samym dzieciństwie Baumana nie wiadomo za wiele. Jako 88-latek socjolog wspominał: „Moja młodość nie była łatwa. Miałem bardzo kochających rodziców, to prawda, ale byliśmy ubodzy. Tata nawet z tego powodu próbował popełnić samobójstwo. To, że byłem Żydem, też nie dodawało uroku”. Ojciec Maurycy był księgowym, ale nie wiodło mu się w interesach, często pozostawał bez pracy. Z zapisków pierwszej żony Zygmunta Janiny Bauman dowiadujemy się: „Kiepsko im się powodziło i w domu czasem nie byłoby co jeść, gdyby nie energia i pomysłowość matki”. Siedzenie przy niej podczas odrabiania lekcji skutkowało, po pierwsze, tym, że opanował sztukę gotowania, a po drugie, że zwyczajnie utył – jak przyznawał: kosztował i puchnął. „A poza tym – dodawał – nie używałem żadnych sportów, a to z tej przyczyny, że nie śmiałbym wyjść na boisko, bo gdybym nawet wyszedł, to nie ja bym kopał piłkę, ale mnie by kopano. I to nie tylko dlatego, że byłem grubasem, ale również Żydem. Jedynym na Jeżycach”. W szkole panowało getto ławkowe, był napiętnowany, niejednokrotnie bity. Nie przeszkadzało mu to jednak być prymusem.
Gdy wybuchła wojna, uciekał przed Niemcami na Wschód (do pociągu wsiadł z rodzicami 2 września 1939 r.), trafiając w głąb Związku Radzieckiego: „Przez kilka lat żył w strasznych warunkach to w tym, to w innym miasteczku na głuchej prowincji. Poznał tam prawdziwy głód” – wspominała żona. Pomagał na pewno fakt, że matka pracowała jako kucharka w robotniczej kantynie i mogła dokarmiać męża i syna. Jedynym plusem, że wylądował w miejscu tak odległym, był fakt, że nie sięgały tam wszystkie rozporządzenia sowietów: „Szczęśliwym trafem (sic!) – wspominał – rzuciła mnie wojna w tajgę rosyjską tak głuchą, że nie docierały tam nawet kolejne spisy literatury na przemiał skazanej”. Ocalały więc księgozbiory z lat 20. i 30. XX w. i dzięki temu dorastający Zygmunt mógł pochłaniać klasykę literatury. Szkołę średnią skończył z wyróżnieniem w wieku lat 16. Chciał być kosmologiem lub kosmonautą, „[b]adać, zrozumieć, jak to wszystko powstało, skąd się wzięło”. Zaczął więc studiować fizykę w mieście Gorki (dziś Niżny Nowogród), ale musiał przerwać studia, gdyż nie uzyskał prawa pobytu w tym mieście. Po ukończeniu 18. roku życia został wzięty do wojska i skierowany do służby w moskiewskiej milicji, a następnie zgłosił się do powstającej w ZSRR armii polskiej. To wówczas, „w miasteczku pod Charkowem, gdzie formowała się 4. Dywizja Piechoty”, po raz pierwszy został zaakceptowany w grupie, w czym nie przeszkadzało żydowskie pochodzenie. Od Janiny Bauman dowiadujemy się: „Przeszkolono go i jako artylerzystę w randze młodszego oficera posłano na front. Wiosną 1945 roku odniósł ranę w bitwie o Kołobrzeg, ale szybko wydobrzał i zdążył wziąć udział w zdobywaniu Berlina. Otrzymał kilka orderów i awansował do rangi kapitana”. W chwili zakończenia wojny nie miał jeszcze 20 lat.
W wojsku w rozmowach z przełożonym i kolegami ukształtowały się też jego polityczne poglądy. Największym autorytetem był dla niego wówczas dowódca płk Zdzisław Bibrowski – postrzegany jako pozostałość po pokoleniu „ideowych komunistycznych i komunizujących inteligentów”, człowiek o wybitnej inteligencji, imponującej wiedzy i rzadko spotykanej mądrości życiowej. Bauman wyznawał: „On mnie uświadamiał, a był zarazem bardzo krytyczny wobec świata, który współbudował, jak i przekonany, że przy wszystkich wadach tego świata jednak trzeba się starać, by on realizował swoje zadeklarowane cele. Czyli równość, wolność, braterstwo”.
Młody Bauman miał poczucie, że wraz z wojną kończą się zarówno jego osobiste upokorzenia, jak i społeczne niesprawiedliwości.
Łatwo uwierzył, że w nowym świecie „[w]szyscy pójdą do szkoły, (…) nikt nie będzie mieszkał w rozwalających się lepiankach. Będzie rósł poziom życia, ludzkie wzajemne sympatie, a animozje będą się kruszyły”. Jego wiara w lepsze jutro nie była zupełnie bezpodstawna, bo nierówności znane mu z II RP były ogromne. Wielu zdawało sobie z tego sprawę. Bauman przywołuje w tym kontekście taką m.in. historię: „Stanisław Ossowski, gdy już mu powiedzieli, że jest śmiertelnie chory i długo nie pożyje, zaczął mieć wtedy taką skłonność do zwierzania się, mnie też się zwierzył, że jak w 1939 roku zmobilizowano go do twierdzy Modlin i gruchnęła tam plotka, że się Beck z Ribbentropem dogadali: wojny nie będzie, to wpadł w straszliwą rozpacz. To dalej ma być tak samo? Dalej tak okropnie? Miałem nadzieję, że ta wojna coś zmieni, rozbije, strzaska, wyzwoli”. Bauman tłumaczył więc: „No proszę, proszę się w to wszystko wczuć. Przychodzą do pana i mówią: damy ziemię chłopom. A ja wiedziałem, że chłopi cierpieli, bo nie mieli. Fabryki damy robotnikom. Cudownie, mój ojciec nie będzie musiał czapkować. W ogóle wszyscy będą równi”. Bauman dał się więc komunistycznemu projektowi bez trudu uwieść.
Służba wojskowa
Po zakończeniu wojny 4. Dywizja Piechoty weszła w skład powstającego właśnie Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Bauman służył w KBW w latach 1945–1953, pracując w pionie polityczno-wychowawczym oraz w jednostkach zajmujących się propagandą wśród żołnierzy. W latach 1945–1948 współpracował także z Informacją Wojskową jako agent-informator. Jego służba w organach bezpieczeństwa oraz współpraca z kontrwywiadem powróciły w 2006 r., do dzisiaj rzucając cień na jego twórczość. Piotr Gontarczyk, historyk z IPN, publikując wówczas materiały na ten temat, pisał o KBW: „Struktura, choć ubrana w mundury wojskowe, to z wojskiem miała niewiele wspólnego. Była bowiem zbrojnym ramieniem partii komunistycznej utworzonym na wzór wojsk NKWD i służącym ujarzmieniu polskiego społeczeństwa. To właśnie jednostki KBW ścigały po wojnie najsłynniejsze oddziały polskiej partyzantki: V Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza »Łupaszki« na Białostocczyźnie, mjr. Hieronima Dekutowskiego »Zapory« na Lubelszczyźnie czy Józefa Kurasia »Ognia« na Podhalu. Przeciwko zbrojnemu podziemiu walczył z bronią w ręku także Bauman. Otrzymał za to Krzyż Walecznych”. Ta ostatnia informacja – często powtarzana w mediach – nie jest akurat prawdziwa: Krzyż Walecznych został przyznany Baumanowi rozkazem Dowódcy 1 Armii Wojska Polskiego Nr 141 z 19 maja 1945 r. (zanim jeszcze jednostka, w której służył, została wcielona do KBW) za walkę z Niemcami o Wał Pomorski. W materiałach zebranych przez historyka pojawiły się jednak istotne informacje o przeszłości Baumana: zwłaszcza ta z wniosku awansowego z 1950 r., gdzie jego przełożeni zapisali, iż: „Jako Szef Wydziału Pol[ityczno]-Wych[owawczego] operacji bierze udział w walce z bandami. Przez 20 dni dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów”.
Bauman – pytany o współpracę z Informacją Wojskową przez brytyjski „The Guardian” – replikował w sposób, który wzbudził kontrowersje w Polsce. Przypomniał, że nigdy nie ukrywał, iż w młodości był komunistą, że do dziś jest przekonany, iż partia komunistyczna miała po wojnie najlepszy program dla Polski. Idee komunistyczne stanowiły dlań kontynuację oświecenia. KBW opisywał jako służbę powołaną do zwalczenia terroryzmu wewnątrz państwa, a swoją pracę jako nudne pisanie politycznych pamfletów dla żołnierzy. Nie sądził, aby jego praca komuś zaszkodziła, choć był też świadom, że nie zna jej wszystkich konsekwencji. Z tych lapidarnych sformułowań trudno było właściwie odczytać, jak socjolog podchodzi do swojej przeszłości. Oburzenie wywołało również porównanie tzw. żołnierzy wyklętych do dzisiejszych terrorystów.
Szerzej te zagadnienia autor Nowoczesności i Zagłady wyjaśnił kilka lat później w rozmowie z Anną Zeidler-Janiszewską i Romanem Kubickim. Próbował wyważyć swoją odpowiedzialność. Mówił o roli przypadku. Tak było z wcieleniem jego oddziału do KBW. Dodaje jednak od razu – podkreślając też swoją odpowiedzialność za te zdarzenia: „Ale nie było przypadkiem, że przyjąłem ów przypadek bez szemrania”. Współpracę z Informacją Wojskową tłumaczył naiwnością: „jak na żółtodzioba przystało, o tych sprawach wiedziałem tylko z powieści i sądziłem, że pomoc kontrwywiadowi jest dla oficera oczywistym patriotycznym obowiązkiem wobec sił zbrojnych i państwa, jakiego w ich szeregach broni”. Pracę w KBW opisywał przez pryzmat pogadanek dla żołnierzy, doglądania kuchni żołnierskiej i… organizowania wojskowej drużyny piłkarskiej WKS Burza. Komentował także swój czynny udział w walkach z „bandami”: „W »teren« – w wiejskie okolice Białegostoku – wysłano mnie tylko raz (…), o ile pamiętam mroźną śnieżną zimą z 1946 na 1947 rok. Zbrojne oddziały rozsiane po Białostocczyźnie – czasami wywodzące się z podziemnych organizacji, a w większości zwykłe gangi przestępcze, pozostałości i następstwa okupacyjnej demoralizacji, napadały na posterunki milicyjne, zatrzymywały pociągi, wyciągały pasażerów, ściągały z nich haracz i często poddawały egzekucji na miejscu. (…) Osobiście nie byłem świadkiem ani jednego przypadku użycia żołnierskiej broni. (…) Zadaniem wyprawy miało być aresztowanie uczestników licznych wówczas napadów (…). Nie spalili żołnierze ani jednej chaty, nie oddali ani jednego strzału. Pod adresami domowymi rebeliantów spisanymi na podstawie miejscowych donosów żadnego lub prawie żadnego z podejrzanych, o ile mi wiadomo, nie znaleziono. (…) Mało zresztą pozostało w mojej pamięci z tej wyprawy w teren, poza wspomnieniem okrutnego mrozu i wielkiego przeżycia premiery Zakazanych piosenek w białostockim kinie”.
Na podstawie dostępnych źródeł (a więc jednej wzmianki w aktach oraz wspomnień samego zainteresowanego) trudno dziś zweryfikować, czy Bauman kiedykolwiek użył broni przeciwko antykomunistycznemu podziemiu.
Kłopot z oceną jego rozliczeń z przeszłością wiąże się z ich ambiwalencją – Bauman z jednej strony podkreślał w wywiadach swoją naiwność, to, że dał się uwieść, że nie chciał wiedzieć o wielu ciemnych stronach reżimu, ale z drugiej – przekonywał, że nie pamięta, by osobiście uczynił coś złego, oraz że wybrał wówczas słuszne wartości, którym pozostał później wierny.
Choć niechętnie, to jednak opowiadał o swojej przeszłości, o swoich młodzieńczych ideałach i późniejszym rozwianiu złudzeń – jego wyjaśnienia nie miały natomiast tej jednoznaczności co np. Leszka Kołakowskiego, który dokonał pryncypialnej krytyki komunistycznych marzeń i ich realizacji w trzech grubych tomach Głównych nurtów marksizmu.
Studia i poznanie Janiny
Służbę wojskową młody oficer łączył ze studiami. Wieczorami chodził na zajęcia z filozofii i socjologii. Najpierw w Akademii Nauk Społecznych i Politycznych, a potem na Uniwersytecie Warszawskim. „Historii filozofii uczyłem się z wykładów Krońskiego, Kołakowskiego i Baczki, logiki u Kotarbińskiego, filozofii społecznej u Hochfelda” – wspominał po latach. Już na początku lat uniwersyteckich poznał młodą studentkę dziennikarstwa Janinę Lewinson. Po latach wspominała, jak wielkie wrażenie już od pierwszego spotkania robił ten „przystojny oficer w randze kapitana”, mający „czarne błyszczące oczy, jak gdyby rozświetlone radością życia”. Ślub wzięli 18 sierpnia 1948 r. Ten dzień będą świętować co roku aż do śmierci Janiny w 2009 r. – w Warszawie, zamawiając w Hotelu Bristol schabowego i wódkę, następnie w Tel Awiwie i w Leeds. Janina przeżyła wojnę w ukryciu – w stolicy i na prowincji (m.in. w podkrakowskich Zielonkach). Zastanawiała się nad emigracją do Izraela, co wzbudziło sprzeciw Zygmunta: „Z niezachwianą wiarą tłumaczył mi jasno i dobitnie, że w socjalizmie nie będzie miejsca dla antysemityzmu i w ogóle dla rasizmu. Ten ustrój zagwarantuje wszystkim równe prawa. Znikną podziały na lepszych i gorszych, zniknie wszelka dyskryminacja. (…) Jesteśmy w czepku urodzeni, bo przypadło nam żyć w miejscu i czasie wielkiej przemiany. (…) To, że uszłaś cało z rąk Hitlera zawdzięczasz Polakom. Czy nie uważasz, że masz wobec tego kraju zobowiązania?”. Młodych małżonków cieszyła powstająca z gruzów stolica, Trasa W-Z, wznoszenie Pałacu Kultury, kolejne dowody wyłaniania się nowej, rzekomo lepszej rzeczywistości.
Ze służby w KBW Bauman został zwolniony na początku 1953 r. Oficjalną przyczyną było utrzymywanie więzi z „burżuazyjną na wskroś rodziną”, a zwłaszcza z zamieszkującymi z nim rodzicami, co wywierać miało „ujemny wpływ na oblicze polityczne i pracę mjr. Baumana”. Szczególne znaczenie miało oskarżenie jego ojca o kontakty z ambasadą izraelską. Po otrzymaniu informacji o dymisji Zygmunt popędził do ojca, gdzie dowiedział się, że był on w ambasadzie pytać o możliwość emigracji. Wstrząśnięty Zygmunt na jakiś czas zerwał kontakt z ojcem. Mimo iż był krytykiem syjonizmu, został uznany za syjonistę. Podobną łatkę przypięto mu w marcu 1968 r.
Od zaangażowania do rewizjonizmu – złote lata Uniwersytetu WarszawskiegoBauman szybko znalazł miejsce zatrudnienia na uniwersytecie (jak wspominał, był to jedyny moment w życiu, gdy musiał złożyć podanie o pracę) – przed obroną pracy magisterskiej w 1954 r. został asystentem Juliana Hochfelda w Zakładzie Materializmu Historycznego. Zaczął też powoli zmieniać poglądy wobec istniejącego ustroju. W 1953 r. swój pierwszy artykuł naukowy pisany z Jerzym Wiatrem zaczynał od słów: „Partia proletariatu ma do spełnienia zadanie, jakiego przed nią w taki sposób i w takim zakresie nikt nie mógł wykonywać, lecz nawet stawiać. Ma ona przewodzić masom pracującym w walce o obalenie władzy wyzyskiwaczy i w budowaniu nowego życia na ziemi”. Wiatr skomentuje to po latach: „Jest to chyba najgłupszy tekst z moim podpisem. To, na co kładliśmy największy nacisk, było albo banałem, albo wielkim uproszczeniem. Słowem, referat doskonale pasował do ówczesnego poziomu oficjalnego marksizmu”. Janina Bauman pisała wprost: „Rozstanie z armią i kontakt ze środowiskiem uniwersyteckim otwierały mu stopniowo oczy na rozbieżność między teorią, w jaką dotąd ślepo wierzył, a rzeczywistością, w której żył. (…) Nie tylko wizja świata ulegała po trochu zmianie, lecz także jego charakter. Wyzwalał się z fanatyzmu, łagodniał, stawał się bardziej wyrozumiały dla ludzi”. Potwierdzają to inne świadectwa – filozof Bronisław Łagowski wspomina: „Gdy zacząłem studia w 1956 r., Bauman reprezentował już postawę liberalną, opowiadał się po stronie reformatorów, był otwarty na zachodnie prądy w socjologii, serdeczny i uczynny dla wyróżniających się studentów. Wiem jednak, że opinie o nim z wcześniejszego okresu były inne. Wybitny logik Roman Suszko mówił, że towarzysza Baumana się wówczas po prostu bał. Mój kolega ze studiów, który wcześniej był w wojsku, zapamiętał go zaś jako surowego oficera”. Ważną cezurą w intelektualnym dojrzewaniu Baumana był właśnie rok 1956 i referat Chruszczowa. Odtąd stało się dla niego jasne, że obowiązkiem członka partii jest walka z nadużyciami i wewnętrzna krytyka systemu komunistycznego. Coraz śmielej w swoich tekstach naukowych i publicystycznych apelował więc o uwolnienie socjologii od podporządkowania ideologii i upominał się o demokrację wewnątrzpartyjną. W tym samym roku Bauman obronił doktorat o brytyjskim socjalizmie. „Odwilż” popaździernikowa prowadziła do osłabienia cenzury i umożliwiła kontakt z Zachodem. To dobry czas dla Uniwersytetu Warszawskiego, gdy znakomite książki piszą jego wykładowcy: Leszek Kołakowski, Bronisław Baczko, Jerzy Szacki, Jan Kott. Wśród nich jest też Bauman, który wspominał potem: „W późnych latach pięćdziesiątych i wczesnych sześćdziesiątych była Warszawa chyba jedynym na świecie miejscem, w którym na jednym wydziale uniwersyteckim mogły spotkać się, żyć w symbiozie, znaleźć sobie miejsce w tym samym programie nauczania wszystkie wielkie tradycje europejskiej myśli i kultury”. Podobne wspomnienia zachowała Aleksandra Jasińska-Kania, druga żona socjologa, wówczas studentka, a potem młody pracownik naukowy uniwersytetu: „Życie na uczelni było ciekawe, żywe, pełne dyskusji. Przyjeżdżało też do nas wielu zagranicznych uczonych, którzy chcieli obejrzeć kraj socjalistyczny. Żartowaliśmy, że jesteśmy oglądani jak małpy w zoo mówiące ludzkim językiem”. Socjolodzy dzielą się po 1956 r. na dwie rywalizujące katedry. Pierwsza z nich, niepartyjna, była kierowana przez Stanisława Ossowskiego – obdarzonego olbrzymim autorytetem, wcześniej, tj. w I poł. lat 50., odsuniętego od nauczania. Na czele drugiej stał Julian Hochfeld, który jako działacz powojennego PPS i poseł na Sejm zaangażował się w budowę nowego systemu. Wiatr wspomina: „Stosunki między Hochfeldem i Ossowskim nacechowane były szacunkiem (…). Ossowski miał jednak poczucie swej wyższości i z dystansem odnosił się do politycznej aktywności Hochfelda i jego uczniów. (…) Póki żyli nasi mistrzowie, ich wzajemne stosunki rzucały cień na stosunki między uczniami. Wyjątek stanowił Jan Strzelecki zaprzyjaźniony z oboma”. Bauman – razem m.in. z Wiatrem, Jasińską-Kanią, Marią Bielińską-Hirszowicz, Włodzimierzem Wesołowskim – przynależał do naukowego i towarzyskiego kręgu Hochfelda. Zawsze jednak jako swoich nauczycieli socjologicznego myślenia wymieniał obu szefów katedr. Naukowo zajmował się wówczas Bauman dwoma tematami: historią angielskiego socjalizmu oraz socjologią polityki. W 1957 r. udało mu się zdobyć stypendium i wyjechać na rok na Zachód – do London School of Economics. Janina z trójką dzieci (kilkuletnią Anną i małymi bliźniaczkami: Lidią i Ireną) została w Warszawie. Był to dla niej duży kłopot, bo Zygmunt był oddanym ojcem – gdy szła do pracy on chętnie zajmował się domem: prał pieluszki, robił zakupy, gotował obiady. W Londynie żył skromnie – wspominał, że spędzał czas z „sir cheddarem”, żywiąc się głównie kluskami z serem. Janina przyjechała do niego w odwiedziny, zastając „szkielet” znanego jej człowieka, który odkładając na jej bilet, „omal nie zagłodził się na śmierć”. Z jej wspomnień wyłania się też charakterystyczny obraz doświadczeń przybyszy zza żelaznej kurtyny – zachwycała się automatyczną pralką, podwójnym wózkiem dla bliźniaków, sklepem samoobsługowym bez kolejek oraz angielską wolnością i zaufaniem. Wśród minusów dostrzegła nieznane w socjalistycznej Polsce społeczne kontrasty i przepaść dzielącą biednych i bogatych. W 1960 r. Bauman obronił napisaną częściowo w Londynie habilitację o angielskim ruchu robotniczym. Stanisław Ossowski, przezwyciężając dystans do „kręgu Hochfelda”, pisał do żony: „Praca habilitacyjna bardzo poważna i utrzymana na wysokim poziomie, prawie bez śladów dawnego stylu”. W tym czasie Bauman prowadził też dość odważne badania, opisując pragmatyczną, a nie ideologiczną motywację, którą kierowała się inteligencja techniczna wstępująca do partii, oraz „drobnomieszczańskie” ideały młodzieży koncentrującej się na podnoszeniu poziomu stopy życiowej, a nie na politycznym zaangażowaniu. Coraz jaśniej widział, że socjalistyczny ustrój nie…