Jednym z sekretów popularności pisarstwa socjologicznego Zygmunta Baumana, obok intelektualnej przenikliwości, tematycznej rozległości i aktualności jego tekstów, pozostaje ich wyjątkowy, indywidualny i niepodrabialny styl. Bauman jest twórcą co najmniej kilku, jeśli nie kilkunastu metafor i pojęć, które powracały w jego kolejnych książkach i wokół których budował swoją wizję współczesnego świata. Ich sugestywność i obrazowość sprawiły, że zadomowiły się one nie tylko w języku akademickiej socjologii, ale stały się także częścią słownika współczesnej humanistyki, przeniknęły do publicystyki, a nawet mowy potocznej. Pełniły i pełnią nadal funkcję prowizorycznych drogowskazów na rysowanej niestrudzenie przez Baumana mapie zmiennego, amorficznego świata, który on sam nazywał światem płynnej nowoczesności. Jeśli autor Etyki ponowoczesnej został w pewnym momencie uznany za jednego z nielicznych godnych zaufania przewodników po zawiłych ścieżkach współczesności, to stało się tak dlatego, że przywracał swoim czytelnikom wiarę w to, że świat, w którym przyszło im żyć, choć tak złożony i nieprzejrzysty, daje się wciąż jeszcze opisać i zrozumieć jako całość. Bauman w ciągu ostatnich 30 lat życia wydał ponad 50 książek, opublikował ponad 100 artykułów, wygłosił dziesiątki wykładów i udzielił niezliczonej liczby wywiadów. Mimo to zasadniczy korpus jego przekonań pozostaje dość skromny i – co najciekawsze – daje się niemal w całości przedstawić w postaci przejrzystego zestawu opozycji.
Autor Płynnej nowoczesności z zastanawiającą konsekwencją posługiwał się opozycjami binarnymi, świadczącymi o stale obecnym w jego refleksji pragnieniu zapanowania nad mnogością zjawisk, których różnorodność i wieloznaczność wymykały się dostępnym kategoriom opisu, domagając się z jednej strony inwencji terminologicznej, z drugiej zaś – nadrzędnej, scalającej ramy poznawczej. Przekształcanie zastanego słownika pojęciowego szło zatem w parze z potrzebą strukturyzowania, a więc nadawania analizowanym zjawiskom choćby tymczasowej organizacji, pozwalającej na ich zrozumienie. Jednocześnie przecież w swoim myśleniu o porządku (i nieporządku) współczesnego świata Bauman starał się wykraczać poza te dychotomiczne ujęcia, a przynajmniej pozbawiać je statyczności, ukazując typowy dla ery płynnej nowoczesności proces ciągłego przemieszczania i zacierania się granic.
Szkice z teorii kultury, pisana w II poł. lat 60. książka Baumana, uchodząca za bezpowrotnie zaginioną, niedawno zaś odnaleziona i wydana przez znakomitego znawcę jego twórczości Dariusza Brzezińskiego, przynosi odpowiedź na pytanie o źródła metodologicznych inspiracji, którym – mimo zmiany języka (zarówno w sensie dosłownym: z polskiego na angielski; jak i w sensie przenośnym: z języka systematycznej akademickiej socjologii na język eseistyki naukowej) – autor Płynnej nowoczesności pozostał w gruncie rzeczy wierny. Z dzisiejszej perspektywy widać wyraźnie, że Szkice z teorii kultury stanowią brakujące ogniwo obrazujące decydujący dla pisarstwa Baumana zwrot metodologiczny. On sam mówi o tym wprost zarówno w zamieszczonych w książce tekstach, jak i w dołączonym do niej, napisanym po niemal półwieczu posłowiu, przyznając, że w II poł. lat 60. metodologiczną inspiracją stał się dla niego nie kto inny jak Claude Lévi-Strauss. Pod jego wpływem zmienił zapatrywania na kulturę i metody jej badania, porzucając Parsonsowski „strukturalny funkcjonalizm” na rzecz bardziej dynamicznego modelu badań, praktykowanego przez francuskiego antropologa. Odtąd dla Baumana – zgodnie z zasadą semiotyki strukturalnej, wywiedzioną z lingwistyki de Saussure’a – kultura, pojęta jako system semiotyczny, była już „nie tyle zbiorem elementów, i nawet nie tyle układem elementów, ile układem opozycji odróżniających elementy od siebie”[1]. Warunkiem niezbędnym znaczenia był zaś stosunek między pojęciami, funkcję semiotyczną pełniły bowiem „nie elementy z osobna wzięte, lecz opozycje między nimi”[2]. W dyskursie Baumana – i to wydaje się najciekawszą konsekwencją owego zwrotu, który nie jest tylko kwestią zmiany pojęciowego oprzyrządowania – odnajdziemy zatem ślady wyraźnej, całkowicie kontrolowanej wewnętrznej sprzeczności. W swoich opisach autor Etyki ponowoczesnej odwoływał się bowiem nieustannie, w celach hermeneutycznych i heurystycznych, do dychotomicznych modeli poznawczych, zarazem jednak posługiwał się nimi, analizując zjawiska, które statyczność i przejrzystość owych porządkujących modeli podważały. „Żadnej dwudzielnej klasyfikacji użytej do konstruowania ładu nie da się dokładnie i szczelnie przyłożyć do zasadniczo ciągłego, niepodzielnego doświadczenia rzeczywistości. Opozycje pojęciowe – owe magiczne zaklęcia układane, by przepędzić upiora wieloznaczności – same stają się wieloznaczności niewyczerpalnym źródłem”[3] – stwierdzał Bauman, by już po chwili olśnić nas kolejną obrazową parą opozycyjnych pojęć ilustrujących nieokreśloność współczesnego świata. Przywoływane lub konstruowane przez niego dychotomie nie służą z całą pewnością tworzeniu statycznego obrazu świata, w którym przeciwstawne pojęcia stabilizowałyby wspólnie jakiś hierarchiczny układ elementów. Człony opozycji pozostają ze sobą zawsze w nietrwałym i podatnym na zmianę związku funkcjonalnym, przy czym człon drugi służy często problematyzowaniu i podważaniu statusu pierwszego, poprzez ukazywanie jego niepożądanej i nieakceptowanej alternatywy, wzbudzającej niepewność i obawę. Statyczną strukturę, domagającą się od badacza wyczerpującego opisu, zastępuje więc dynamiczny proces strukturyzowania, obejmujący także te elementy, które „nie poddają się klasyfikacji i plączą sieć kategorii”[4].
Z konieczności niepełny, stworzony na próbę „mały słownik” najważniejszych Baumanowskich terminów i metafor musiałby się zatem okazać słownikiem opozycji lub dychotomii, gdyż praktycznie każde z istotnych dla autora Etyki ponowoczesnej pojęć pojawia się w towarzystwie swojego przeciwieństwa – nie zawsze pożądanego i mile widzianego, często budzącego niepokój, a nawet lęk. Najczęściej przywoływane Baumanowskie pary pojęciowe obrazują z reguły różnicę, jaka zachodzi między aktualnym stanem rzeczywistości społecznej a stanem minionym, należącym już wprawdzie do przeszłości, lecz powracającym w reakcji na niepewną i niegościnną teraźniejszość w postaci – melancholijnej lub agresywnej – tęsknoty za utraconym, idealizowanym porządkiem. Opozycje te pełnią funkcje regulatywne i mają na celu uwidocznienie zasadniczej historycznej zmiany, jaka dokonała się w życiu społecznym, przede wszystkim w rozwiniętych krajach zachodnich, w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat.
*
Pobieżny i niezobowiązujący przegląd katalogu najważniejszych Baumanowskich opozycji należałoby rozpocząć od pary pojęciowej prawodawcy i tłumacze. Nie tylko dlatego, że znalazła się ona w tytule głośnej książki, wyznaczającej faktyczny początek międzynarodowej kariery Baumana, ale przede wszystkim dlatego, że definiuje ona powinności i funkcje współczesnego intelektualisty, którym autor Płynnej nowoczesności pozostał wierny. Metafora prawodawców i tłumaczy ukazuje proces przejścia od nowoczesności do ponowoczesności przez pryzmat zmiany statusu i funkcji społecznej elit intelektualnych: od „prawodawczych” i normotwórczych, skoncentrowanych na tworzeniu projektów i wizji przyszłości, po objaśniające i interpretacyjne, ograniczone do tłumaczenia zawiłości współczesnego świata. Pewność, którą gwarantowali nowocześni „prawodawcy”, zdejmowała z ramion jednostek nieznośne brzemię odpowiedzialności za skutki podejmowanych działań, ale ceną za owo poczucie bezpieczeństwa była jednostkowa wolność: niezależność myślenia, swoboda głoszenia włas- nych poglądów i prawo decydowania o własnym losie. Abdykacja elit z funkcji legislatorów, strażników i nadzorców społecznego porządku oznaczała z kolei, że świat otworzył się na potencjalnie nieskończoną liczbę interpretacji, a wraz z nimi na rozmaite „polityki życia”, i że przestrzeń zarówno prywatnego, jak i publicznego istnienia stała się odtąd sferą nieustannych negocjacji i kompromisów, które trzeba zawierać wciąż od nowa, kultywując i doskonaląc sztukę dialogu, wsłuchując się w cudze racje i ucząc się otwartości na inność – w sobie i wokół siebie. Bauman poprzez te symboliczne figury pokazał faktyczną zmianę struktury czy też stanu skupienia rzeczywistości, która utraciła swój spójny i trwały charakter, opierający się na wierze w naturalny porządek rzeczy oraz jego polityczną emanację w postaci państwa narodowego, i przekształciła się w pozbawioną kształtu przestrzeń przygodnych interakcji społecznych. Przemianę tę oddaje w kongenialny sposób bodaj najsłynniejsza z Baumanowskich par pojęciowych: opozycja stałej i płynnej nowoczesności.
Metafora płynności oddawać ma istotę obecnej fazy rozwoju nowoczesności, którą cechuje tendencja do „roztapiania” czy też „rozpuszczania” wszelkich trwałych więzi, zależności i form zaangażowania, spajających jednostkowe działania („indywidualne strategie życiowe”) w obliczone na dłuższe trwanie wspólnotowe projekty („polityczne działania zbiorowe”). W stałej fazie nowoczesności, przez które to pojęcie Bauman rozumie okres mniej więcej od czasów oświecenia i rewolucji przemysłowej po lata 60. XX w., rozpuszczanie zastanych ram instytucjonalnych i form regulacji społecznych dokonywało się w imię tworzenia ich „nowych, ulepszonych” wersji, oferujących gotowe do podjęcia role społeczne (taki charakter miało chociażby przejście od feudalnego społeczeństwa stanowego do kapitalistycznego społeczeństwa klasowego). Realizowanie gotowego i danego z góry egzystencjalnego scenariusza zastąpił dziś jednak proces indywidualnej autokreacji, której cel ostateczny jest „z zasady i nieodwołalnie nieokreślony, nieznany i narażony na częste i głębokie zmiany”[5].
Opisywana różnica, związana z przejściem do nowej fazy ewolucji społecznej, przenika jednak także do wnętrza nowego porządku, powodując podziały i pęknięcia. Współczesne, zindywidualizowane strategie życiowe nie są bowiem dobrem powszechnym. Płynna nowoczesność ma swoich bohaterów, lecz ma także swoje nader liczne ofiary, a więc tych wszystkich, którzy z różnych względów z oferty składanej przez współczesność nie mogą lub nie chcą skorzystać. Ma także rzesze zaprzysięgłych wrogów – zarówno wśród tych, którzy aspirują do jej nagród, lecz z rozmaitych względów nie mają do nich dostępu, jak i wśród tych, którzy deklarują przywiązanie do dawnych, wspólnotowych form życia, regulowanych przez tradycyjny system wartości. Zwrot ku tym wspólnotowym, tradycyjnym modelom życia społecznego okazuje się zatem reaktywnym, lecz „naturalnym i w pełni uzasadnionym skutkiem wszechglobalnej, wymuszonej indywidualizacji”[6]. Wspólnota i indywidualizmto zatem kolejne hasło w Baumanowskim słowniku opozycji, pozwalające lepiej zrozumieć charakter dzisiejszych przemian społecznych. Także i ta opozycja nie ogranicza się jednak tylko do historycznych różnic dzielących dwa odmienne, następujące po sobie porządki społeczne, ale ujawnia się w łonie samej płynnej nowoczesności, stając się jeszcze jednym źródłem niepewności i konfliktów. W społeczeństwie mieszczańsko-przemysłowym XIX i I poł. XX w. dążenie do indywidualizmu cechowało niemal wyłącznie elity intelektualne oraz artystyczne. Odbywało się pod hasłami emancypacji, a więc wyzwolenia jednostki z gęstej sieci społecznych uwarunkowań, spowijającej całość jej życiowych zatrudnień i w równym stopniu krępującej swobodę ruchów, co zapewniającej poczucie bezpieczeństwa. O ile ówczesny indywidualizm był przede wszystkim formą buntu przeciwko nadzorczej kurateli instytucji państwowych i społecznych, o tyle dzisiaj, wobec powszechnego osłabienia zinstytucjonalizowanych form sprawowania władzy i stopniowej…