Praca kostiumografa wciąż pozostaje jedną z najbardziej niedocenianych. Ubrać się przecież każdy potrafi – mówią sceptycy niewidzący sensu w tym, by do filmu, którego akcja dzieje się współcześnie, zatrudniać ludzi dobierających garderobę bohaterom. Sens łatwiej odnaleźć przy produkcjach historycznych, jako że funkcją stroju (tak samo jak scenografii) jest określenie czasu akcji. O pomyłkę w tej kwestii wyjątkowo łatwo, więc nieodzowna jest współpraca z konsultantami historycznymi, zajmującymi się daną epoką. Myliłby się jednak ten, kto twierdzi, że wiedza, z którego dokładnie okresu pochodzi dany bibelot czy ornament, załatwia sprawę. Kostiumografia jest częścią gramatyki filmu, która rozwija się nieustannie, tak jak choćby efekty specjalne czy zdjęcia, na które wpływa fakt używania coraz mniejszych kamer. Na kostiumografię oddziałuje wiedza z obszaru psychologii człowieka, umożliwiająca lepsze rozumienie, odczytywanie i interpretowanie wysyłanych sygnałów. Strój jest bez wątpienia jednym z najważniejszych. Współczesna kostiumografia koncentruje się więc przede wszystkim na rozwoju psychologicznym postaci za pomocą stroju.
Szata umacnia
O tym, jak kostium wpływa na interpretację postaci, często mówią wcielający się w nie aktorzy. Sebastian Fabijański, który w debiucie Michała Otłowskiego Jeziorak (2014) zagrał policjanta, wspomina, że odkąd przywdział uniform, otoczenie zaczęło traktować go inaczej. „Wcześniej nikt się mną specjalnie nie przejmował. Byłem nowicjuszem, prawie nieznanym, więc niespecjalnie zwracano na mnie uwagę. Sytuacja zmieniła się, kiedy zacząłem przechadzać się w mundurze. Ludzie nagle poważnieli, nabierali do mnie szacunku. Już nie byłem niewidzialny”.
Poziom rozpoznawalności aktora nie jest najbardziej istotny – podobnym wrażeniem dzieli się Justin Theroux podczas dnia prasowego serialu HBO Pozostawieni (2014–2017), w którym zagrał główną rolę próbującego poukładać sobie życie gliniarza. „Kiedy w przerwie wychodziłem w mundurze do baru z kanapkami, ludzie natychmiast się spinali, zaczynali się pilnować, zachowywali się nienaturalnie. Dotąd, kiedy pojawiałem się tam jako Justin Theroux, od razu się wygłupiali, próbowali zwrócić na siebie moją uwagę, zagadywali i nawiązywali kontakt. Kiedy byłem w mundurze, takie zachowania nie występowały”.
W stereotypach
Na różnicę w kształtowaniu charakteru bohaterki poprzez strój zwraca także uwagę Katarzyna Herman. Aktorka zagrała w będących rozwinięciem Moralności pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej Paniach Dulskich Filipa Bajona. Na ekranie nosiła zwiewne suknie, wzbogacone dodatkami, które widzowi uzmysławiają przede wszystkim estetyczny gust jej postaci i zainteresowanie modą. „Na sam widok tego, co przygotowali dla mnie kostiumografowie, aż się uśmiechnęłam. Która aktorka nie lubi być na planie ubrana w kostium z epoki?! Szybko jednak okazało się, że suknie i dodatki ważą na tyle dużo, że zupełnie zmienił się mój sposób poruszania się – zwłaszcza chód. Zrobienie kroku wymagało ode mnie nienaturalnego wyprostowania się, co przekładało się na to, że wyglądałam na wyniosłą i zarozumiałą. Dzięki temu zrozumiałam, dlaczego kobietom z przeszłości przypisujemy takie cechy jak zadzieranie nosa”.
Stereotypizacja to zresztą jedna z największych pułapek przygotowanego stroju, który kategoryzuje bohaterów ze względu na płeć, status społeczny, wiek, a nawet rasę. O tym, dlaczego odbiorcy filmów i seriali, ale także ich twórcy nie zawsze chcą się postarać, by te pułapki omijać, mówi Martyna Harland, psycholog Uniwersytetu SWPS: „Ludzie są skąpcami poznawczymi. Nie jesteśmy w stanie przetwarzać wszystkich bodźców ze świata odbieranych przez nasz mózg. Z powodu ekonomii stosujemy uproszczenia we wnioskowaniu. Inaczej nasz mózg by zwariował. Widok samego stroju wpływa na to, jak odbieramy daną osobę. Wykorzystujemy w tej sytuacji heurystykę zakotwiczenia. Informacja o wyglądzie – jak np. krótka spódnica – odgrywa rolę punktu wyjścia do następnych ocen tej osoby. A stąd już niedaleka droga do stereotypów i schematycznego myślenia”.
W sukurs idzie jej Joan Bergin, kostiumografka serialu historycznego Wikingowie (2013–), która zwraca uwagę, że w tego typu produkcjach pozytywny bohater jest zawsze lepiej ubrany niż sam król. „W życiu to byłoby niedopuszczalne, ale w kinie i telewizji w taki właśnie sposób zwykło się określać osobę dobrą, czyli poprzez wyposażanie jej we wrażliwość estetyczną, a także pewien romantyzm – przecież dobrze skrojony strój świadczy także o romantycznych tęsknotach”. Zaraz potem wyraża ubolewanie, że nacisk na realizm w takich produkcjach jak Wikingowie wciąż wymaga od niej pracy na naturalnych materiałach, czyli tych pozyskiwanych ze zwierząt. Na planie pod Dublinem napotykamy wiele szali i okryć z lisów, fretek i innych zwierząt futerkowych, których życia nadal nie chroni międzynarodowe prawo.
Strój rasowy
O ile przypisywanie charakteru postaci poprzez strój, a także kategoryzowanie przez niego kobiet i mężczyzn, nastolatków i seniorów, ubogich i zamożnych jest dość oczywiste, o tyle korelacja między strojem a rasą może zastanawiać. Piotr Dobry, krytyk filmowy zajmujący się kinem afroamerykańskim, związany na co dzień z Dziennik.pl, jest zdania, że taka korelacja występuje i jest nie tylko wyraźna, ale często mocno dyskusyjna. „Szczególnie zachodnim filmowcom rzadko kiedy udaje się uniknąć krzywdzącego stereotypu. Dobry przykład to niedawna Wonder Woman (2017) Patty Jenkins, skądinąd wspaniały film w aspekcie emancypacji kobiecej, jednak rażący typowo hollywoodzkim, postkolonialnym paternalizmem w nakreśleniu (również dosłownym – przez kostiumografów) pomagierów bohaterki. Są to postaci bez mała karykaturalne: usłużny Turek w fezie, Szkot w kilcie, rdzenny Amerykanin wyposażony w atrybuty trapera. I to wszystko na froncie I wojny światowej!”․
Z podobnym problemem zmagają się nie tylko duże produkcje kinowe nastawione na masowego widza, a więc też najczęściej posiłkujące się uproszczeniami, ale też seriale o zacięciu artystycznym czy kino gatunkowe. Dobry mówi: „Ta kostiumowa tendencyjność uwidacznia się w amerykańskich thrillerach i serialach kryminalnych. Jeśli Afroamerykanin nie występuje jako umundurowany gliniarz lub nie jest Denzelem Washingtonem w doskonale skrojonym płaszczu, to zazwyczaj przemyka ubrany w luźne hiphopowe ciuchy, czapki z daszkiem odwrócone do tyłu, złote łańcuchy i inne wyróżniki tego typu. Nie twierdzę, że ten stereotyp nie ma zakorzenienia w rzeczywistości, ale w kinie powiela się go na tyle często, że zdążył obrosnąć pejoratywnym skojarzeniem »czarny – getto«”. Bardzo jaskrawy przykład to hit Netfliksa Bright(2017) z Willem Smithem, gdzie ciekawy, choć dość kontrowersyjny koncept „Orc is the New Black” został strywializowany do tego…