Subskrybuj
Z wykształcenia ukrainistka i polonistka. Redaktorka, autorka, tłumaczka. Promotorka kultury ukraińskiej. W „Gazecie Wyborczej” producentka i wydawczyni podcastów

Element zmiany

Część teologów zakłada, że monoteizm to ostatni, najwyższy poziom rozwoju religii. Jednak nie jest on tak etyczny, jak mogłoby się zdawać. Religie uniwersalistyczne tylko teoretycznie neutralizują przemoc.

Jakie znaczenie ma przemoc w wierzeniach religijnych?

Proponowałbym zacząć od zdefiniowania przemocy, ponieważ to termin szeroki i różnorodnie rozumiany. Zazwyczaj myśli się o niej w kategoriach relacji międzyludzkich – ludzie oddziałują gwałtownie na ludzi. W praktyce przemoc może być skierowana przeciwko zwierzętom, światowi przyrody, wytworom kultury (np. niszczenie posągów Buddy w Afganistanie). Istnieje oczywiście podstawa biologiczna przemocy – mamy skłonność do agresji wobec innych ludzi i otoczenia. Może być ona mniej lub bardziej kulturowo zorganizowana.

Związek religii i przemocy rozumiałbym dwojako. Z jednej strony religia jest używana do legitymizacji przemocy albo nawet do jej stymulacji – nakazem wiary staje się gwałtowne działanie w stosunku do czegoś lub kogoś. Religia może być też widziana jako układ skanalizowania przemocy – a więc żeby nie rozlała się po całej strukturze społecznej, wprowadzono pewien wycinek, w obrębie którego może się ona pojawić. Wtedy się rytualizuje. Część badaczy przypuszcza, że w obrębie takiego rozumienia pojawiają się wszystkie idee ofiarnicze i narracje religijne, w których przemoc jest obecna. Z drugiej strony systemy religijne mogą działać jako zadośćuczynienie za przemoc, kiedy pomagają powrócić do stanu równowagi.

Kiedy systemy religijne sięgają po pierwszy, a kiedy po drugi model działania?

Zarysujmy plan ogólny – społeczności mają różne cele, dążą zatem w odmienne strony. Systemy religijne służą do ich konsolidacji. Jeżeli w system religijny wpisuje się zasadę ekskluzywną, czyli „tylko my jesteśmy ludźmi, którzy postępują właściwie”, to walczy on z konkurencyjnymi systemami, które twierdzą tak samo. Muzułmanie w VII w. zdobyli północną Afrykę i Azję, a później Europę. Wprowadzili jedyną prawdziwą religię. XV w. to czas rekonkwisty, kiedy chrześcijanie usiłowali innych uczyć właściwej religii. Później znów reagują muzułmanie itd. Religie wzmacniają wówczas tożsamość członków grupy i dążą do ekspansji, również z użyciem przemocy.

Systemy religijne dają pewną gwarancję istnienia czegoś poza doczesnością (mówię to z dozą ostrożności). Wskazują, że to, co się dzieje obecnie, nie jest ostateczne. Nakreślają dalszą perspektywę. Rzeczy, które się zdarzyły np. w wyniku wojny, są straszne, ale istnieje możliwość ich uzdrowienia, pocieszenia, ucieczki.

Co symbolizuje przemoc w systemach religijnych?

Zacznijmy od modelu świata. W różnych religiach mamy rozmaite wizje zorganizowanej rzeczywistości, w której żyje dana społeczność. Poddaje się ona zasadom, działa według praw, funkcjonuje tak, a nie inaczej, ponieważ to zostało jej dane. Istnieje nadprzyrodzona sankcja: przodkowie, duchy, bogowie, bóg podają przepis na życie, model świata, w obrębie którego można działać. Ich zadaniem jest ustrukturyzowanie świata, czyli przekształcenie chaosu w kosmos. Przebiega ono na wiele sposobów, przy użyciu różnorakiej symboliki, zasadą pozostaje twierdzenie, że chaos musi przestać istnieć. Idee, które się pojawiają najczęściej w obrębie mitów kosmogonicznych, czyli tworzenia świata, to idee ofiary. Nieporządek jest przekładalny na byt, postać, np. potwora chaosu, który musi zostać zabity albo unieszkodliwiony przez reprezentantów pierwiastka twórczego. Ważna jest gwałtowna śmierć (chaos stawia opór), do walki często potrzebna jest konsolidacja wszystkich sił boskich albo zapewnienie sobie sojuszników. Walka chaosu z kosmosem zaczęła się w czasach pierwotnych, ale się nie skończyła, ponieważ siły nieporządku nie zostały całkowicie zniszczone. Wobec tego potrzebni są strażnicy – ludzie, istoty sakralne, bogowie, którzy będą pilnować porządku. Tu pojawia się miejsce dla wszystkich istot wojowniczych, bogów wojny, bogów burzy (u Indoeuropejczyków), którzy będą zmagać się z siłami nieładu.

W wielu systemach religijnych nadrzędnym programem konstrukcji rzeczywistości jest walka chaosu z kosmosem. Konsekwencją tego stanu rzeczy pozostaje twierdzenie, że każde działanie zaburzające struktury społeczności, jej funkcjonowanie, dobrobyt czy próbujące jej zaszkodzić fizycznie zostanie zinterpretowane w kategoriach walki.

Wróg napada na kraj albo plemię – w konsekwencji jest demoniczny, reprezentuje świat nieludzki, który próbuje zniszczyć organizację, i trzeba go pokonać na wzór procesu kosmogonicznego. Dobrym symbolem będzie smok – możemy wziąć za przykład wawelskiego. Kadłubek określa go mianem holofagus, czyli wszechpożerca, ponieważ próbuje pochłonąć zorganizowaną rzeczywistość. Niszczy on kwintesencję dobrobytu społeczności – bydło, kobiety (smoki zjadają dziewice) i wodę (smok wypija wodę z Wisły). Te trzy oznaki płodności wegetacyjnej i rozwoju społeczeństwa zostają zagrabione przez smoka. Trzeba go zabić, żeby powrócić do spokoju społecznego.

Walczymy z chaosem, ale też między sobą.

Z jednej strony wszyscy wyznawcy są reprezentantami kosmosu. Z drugiej – potrzebna jest pewna delegacja walczących, trzeba więc podzielić społeczność. Podziały widoczne są np. w kwietnych wojnach toczonych przez Azteków w XV w. Punkt wyjścia był dokładnie taki sam: walka kosmosu z chaosem. Bogini ziemi została przepołowiona przez dwóch bogów – Tezcatlipokę i Quetzalcoatla – w ten sposób powstało miejsce dla ludzkości. Bogini ziemi odczuwała jednak ból i zagrożenie na skutek zniszczenia jej cielesności. Wobec tego żądała zadośćuczynienia. U Azteków były to serca ofiar, a konkretnie: krew płynąca w ich sercach. Musiała ona zwilżyć ziemię, by ta wydawała plony, którymi mieli się żywić ludzie. Potrzebne okazały się zatem ofiary. W imię dobrobytu całej społeczności trzeba było kogoś wybrać i złożyć w ofierze. Mogli to być wolontariusze, którzy chcieli zostać zabici. W praktyce zdarzało się to rzadko, wobec tego wprowadzono zasady wyboru ofiar. Społeczności mezoamerykańskie organizowały sakralną grę, rodzaj gry w piłkę (pelota). Polegała na podbijaniu piłki kauczukowej, tak by przeszła ona przez wysoko zawieszoną obręcz. Kapitan przegrywającej drużyny był wybierany na ofiarę (mogła się nią stać też cała drużyna). Istniało również rozwiązanie polegające na uznaniu części własnej społeczności za wrogów. U Azteków najlepsi wojownicy należący do dwóch bractw, Jaguarów (symbolizujących noc) i Orłów (dzień), walczyli między sobą albo atakowali własne miasta czy wioski, brali jeńców, którzy służyli za ofiary. Na tym właśnie polegały kwietne wojny.

Legitymizuje się przemoc w odniesieniu jej do bogów, którzy mają zaprowadzić porządek?

W imię utrzymania kosmosu, a więc dla dobrobytu większości, zostaje poświęcona mniejszość.

Czyli każdy system będzie związany z przemocą?

Tak, oczywiście.

Jeżeli wprowadzamy zasadę organizującą rzeczywistość, pojawia się konieczność stosowania się do niej. Kto się nie stosuje, reprezentuje chaos.

To jak sprawić, by system nie stygmatyzował, nie był przemocowy?

Najprościej jest nadać odrzuceniu przemocy sankcję ostateczną, czyli stwierdzić, że to są zasady, idee, prawa narzucone przez siły sakralne, które mają najwyższy status poza wszelkimi możliwościami i mocami ludzkimi. Odwołujemy się do zewnętrznego statusu sakralnego i porządek ulega sakralizacji.

Czy istnieje zestaw cech określających ofiarę?

Tak widziałby to René Girard. Twierdzi on, że istnieje „przepis na ofiarę”, że posiada ona stygmaty, tj. obcość, wyłączenie z porządku, brak przynależności do grupy głównej, przekształcenia cielesne… Jeżeli założeniem systemu jest dobrobyt własnej społeczności, to musi istnieć zestaw cech tworzących „swojego”. Powtórzę: kto się wyróżnia, należy do świata chaosu. Obcy może stać się ofiarą.

Co z ofiarami, które nie są składane dobrowolnie?

Znów – trzeba uznać, że istnieje wyższy porządek, w stosunku do którego trzeba się poświęcić, sankcja zewnętrzna pokazuje wartość ofiary. Weźmy np. sytuację ze starożytnego Sumeru. Młodzi mężczyźni rywalizowali w zawodach, zwycięzcę składano  w ofierze. Kapłanka reprezentująca boginię ziemi i płodności kładła się na polu, w bruździe, zwycięzca miał z nią obcować seksualnie, ale w trakcie czy po stosunku zostawał zabity. W tym momencie traktowany był jako reprezentant całej społeczności. Miał najwyższy status, przez obcowanie z kapłanką wszedł do świata bogów. W konsekwencji jego dusza pozostawała w świecie bogów, stała się elementem boskie rzeczywistości.

Czyli słabość nie stygmatyzuje?Podstawowym stygmatem jest inność, nie słabość. Ofiarą może być też ktoś nadmiernie silny. Nadmierna siła oznacza np. skłonność do agresji. Australijczycy znają mit opowiadający o matce, która tak bardzo kochała swojego syna, że nie oddała go przedstawicielom starszyzny, by przeszedł przez obrzędy inicjacyjne. W konsekwencji wyrósł na tyrana, był bardzo silny i lekceważył wszystkie zasady – kradł mięso myśliwym, zabierał im żony. Dlatego cała społeczność uznała, że trzeba go usunąć, zabito go w imię…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kiedy zaczyna się przemoc?