Subskrybuj
Redaktor miesięcznika „Znak”, dr nauk społecznych, tłumacz i popularyzator współczesnej włoskiej filozofii politycznej.

Barykady bez filozofów

Najlepszym obrazem francuskich wydarzeń maja 1968 r. jest wywiad, jaki Jean-Paul Sartre przeprowadził z Danielem Cohn-Benditem: 63-letni światowej sławy filozof zajął miejsce pytającego, a 23-letni student udzielał mu odpowiedzi.

Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści? – to pytanie, stanowiące tytuł książki Franka Furediego, można by zasadnie postawić, przyglądając się francuskim wydarzeniom 1968 r. Intelektualiści nie odegrali w ich trakcie szczególnej roli. Wskoczyli po prostu do pędzącego pociągu. Nie wynikało to tylko z bezsilności, ale też z przemian społeczno-kulturowych i z samej ich woli: „Kiedy część z nas brała udział w wydarzeniach maja 1968 roku – wspominał Maurice Blanchot – marzyła, by ustrzec się przed jakąkolwiek aspiracją do pojedynczości i w pewnym sensie, nie będąc traktowanymi na szczególnych warunkach, ale jak wszyscy inni, to się udało”. Z jednej strony mogłoby to nie dziwić: wydarzenia te opisuje się przecież w kategoriach buntu młodzieży, ale z drugiej – pojawia się pytanie: czyż nie rozgrywały się one przede wszystkim wokół uniwersytetów?

Oczywiście intelektualiści mieli na temat zajść z 1968 r. różne opinie. Rozpiętość ich sądów obrazują głosy Theodora W. Adorna oraz Herberta Marcusego. Podczas gdy pierwszy z nich sprzeciwiał się demonstracjom na uniwersytecie i wzywał policję, kiedy studenci okupowali jego biuro, drugi replikował: „[J]eśli stawiasz mnie przed alternatywą albo policja, albo lewacy, biorę stronę tych ostatnich”. Po pierwsze jednak, zróżnicowane percepcje intelektualistów odzwierciedlały po prostu naturalne dla ludzi zróżnicowanie w ocenie konkretnych wydarzeń. Po drugie, formułowane przez nich opinie stanowią papierek lakmusowy, określający ogólniejsze różnice światopoglądowe. W końcu zaś ich postawy wskazywać będą na akceptację lub jej brak odnośnie do nowej roli intelektualisty we współczesnym świecie.

O co właściwie chodziło w 1968 r.?

Protesty, do jakich w różnych miejscach świata (Czechosłowacji, Francji, Meksyku, Niemczech, Polsce, Stanach Zjednoczonych, Włochach) doszło w 1968 r., były niejednolite. Bo choć można wyróżnić między nimi pewne punkty wspólne i choć wzajemnie się one napędzały (zabójstwo Martina Luthera Kinga i strzały oddane w Niemczech do Rudiego Dutschke wzbudziły oburzenie i doprowadziły do manifestacji w Paryżu), to u podstaw każdego z nich leżał unikalny splot okoliczności, a na ich przebieg złożył się zestaw akcydensów i napięć, które były właściwe dla danego miejsca. Sformułowania ogólnej odpowiedzi na pytanie, co się stało na świecie w roku 1968, podjęli się Immanuel Wallerstein i Sharon Zukin.

Wallerstein i Zukin przyjmują, że wydarzenia roku 1968, rozgrywające się w różnych częściach globu i stanowiące krystalizację długo dojrzewających strukturalnych trendów, złożyły się na rewolucję. Nie miejsce tu na długi spór, czy rzeczywiście była to rewolucja. Bez trudu znaleźć można opinie przeciwne.

Na przykład Jean Baudrillard, w roku 1968 chadzający na paryskie barykady niespełna 40-letni pracownik uniwersytetu w Nanterre, stwierdził, że cała towarzysząca tym wydarzeniom energia zniknęła i nie pozostawiła po sobie poważnego emancypacyjnego osiągnięcia: „Maj ‘68 to wydarzenie, którego nie można było zracjonalizować lub spożytkować (…). Niczego nie zwiastowało”.

Wystarczy zresztą przypomnieć, że w wyborach z 22 czerwca 1968 r. bezapelacyjne zwycięstwo odniósł obóz gen. de Gaulle’a – po raz pierwszy w historii V Republiki jedna partia zdobyła w Zgromadzeniu Narodowym większość absolutną, a komuniści i socjaliści osiągnęli najgorszy wynik w historii parlamentarnej lewicy. Istotniejsze niż rozstrzygnięcie tego sporu jest tu jednak to, co – zdaniem Wallersteina i Zukina – zaszło w 1968 r.

Po pierwsze, autorzy ci uznają, że główne ostrze protestów było skierowane przeciw amerykańskiej hegemonii i jej akceptacji przez Związek Radziecki. Amerykanie zbudowali w powojennym świecie sojusze z państwami Europy Zachodniej i Japonią, a ich stosunki z Moskwą zostały oparte na ostrym konflikcie ideologicznym, wykluczającym jednakże możliwość otwartej militarnej konfrontacji. Na terenach Azji i Afryki planowali nadzorowanie stopniowej i możliwie bezkrwawej dekolonizacji, która włączyć miała nowo powstałe państwa w struktury porządku międzynarodowego. W polityce wewnętrznej Waszyngton usiłował zredukować konflikt klasowy i rasowy, ustanawiając ekonomiczne koncesje na rzecz robotników i rozszerzając prawa ludności afroamerykańskiej. W latach 50. udało się osiągnąć stabilność w tych obszarach, dekadę później nastąpiło jednak zaburzenie. Wzmocnione kraje europejskie zaczęły przejawiać ambicję autonomii (np. Francja gen. de Gaulle’a), równowaga w stosunkach ze Związkiem Radzieckim została naruszona wskutek procesów „destalinizacji i desatelityzacji”, dekolonizacja uwikłała Amerykanów w długotrwałe wojny (zwłaszcza w Wietnamie), a ustępstwa na rzecz grup dyskryminowanych społecznie i ekonomicznie nie spełniały oczekiwań zainteresowanych.

Po drugie, protesty były skierowane przeciwko „ruchom antysystemowym starej lewicy”. Wallerstein i Zukin zauważają, że w powojennym świecie istniały trzy rodzaje ruchów antysystemowych: komunistyczne partie III Międzynarodówki (ZSRR i jej satelity), socjaldemokratyczne partie II Międzynarodówki (w krajach tzw. wolnego świata, wliczając w nie również USA z Partią Demokratyczną) oraz ruchy narodowowyzwoleńcze w Afryce, Azji czy Ameryce Łacińskiej. W roku 1968 wszystkie miały już za sobą okres sprawowania władzy państwowej – młode pokolenie uznawało ich osiągnięcia za niezadowalające i interpretowało je jako zdradę lub wypaczenie ideałów. Odnosi się to równie mocno do studenckich buntów w Paryżu, jak i do Praskiej Wiosny. Liderzy starej lewicy zaklasyfikują zaś działania młodych (tzw. nowej lewicy lub goszystów we Francji) do kategorii awanturnictwa i anarchizmu.

Rok 1968 przypieczętował też koniec idei „podstawowej grupy uciśnionej”: klasy robotniczej (lub narodu w państwach kolonialnych) i podporządkowania jej wszelkich innych grup (np. kobiet, mniejszości rasowych i seksualnych, ekologów), oraz ich problemów jako mniej istotnych (czy też nawet takich, których przezwyciężenie miało nastąpić samoistnie w wyniku rozwiązania problemów pierwszoplanowych). Oznaczało to, że potrzeba było więcej niż jednego politycznego reprezentanta – dotychczas funkcję tę pełniła partia robotnicza lub związek zawodowy. W obliczu nieskuteczności tradycyjnych ruchów lewicy i pożytku ze sprawowanej przez nią władzy politycznej pojawiło się (a właściwie powróciło) pytanie, czy do dokonania zmiany potrzeba w ogóle władzy politycznej, czy nie warto raczej zabiegać np. o władzę kulturową.

Poza tym autorzy ci uznają, że – wbrew temu, co mogłoby się wydawać – zjawiska kontrkultury nie miały w 1968 r. fundamentalnego znaczenia. Były one raczej częścią rewolucyjnej euforii, pojawiającej się także w innych sytuacjach po wyraźnym naruszeniu porządku społecznego (jako przykład podają „wolną miłość” w Rosji tuż po roku 1917).

Interpretacja Wallersteina i Zukina jest bardzo pojemna. Tłumaczyć nią można właściwie wszystkie wydarzenia roku 1968. Z konieczności jednak, właśnie ze względu na swoją uniwersalność, powoduje, że traci się z oczu konkretne przyczyny protestów w poszczególnych miejscach oraz wiele przygodnych zdarzeń, które zaważyły na fakcie, że protesty w ogóle mogły nastąpić.

Francuskie akademiki, policja i rząd

Warto więc przyjrzeć się uważniej jednemu – najgorętszemu chyba – przypadkowi z 1968 r.: Francji, włączając także stopniowo do refleksji temat intelektualistów. Owszem, za preludium paryskiego Maja uznaje się protesty przeciwko wojnie w Wietnamie: 20 marca aresztowanych zostało kilku aktywistów z Nanterre, którzy rozbili szyby lokalnego oddziału American Express. W proteście przeciwko tym zatrzymaniom inni zaangażowani politycznie studenci postanowili zająć budynek administracyjny uniwersytetu w Nanterre, co w konsekwencji doprowadziło do zamknięcia uczelni, a następnie do przeniesienia zamieszek z przedmieść do centrum Paryża, a więc na Sorbonę. Jednakże równoległą przyczyną niezadowolenia były purytańskie z ducha przepisy panujące w podparyskich akademikach (protesty te rozpoczęły się w Antony, a swoją kontynuację znalazły w Nanterre na długo przed akcją okupacyjną z 22 marca), a całość wydarzeń była napędzana nietrafnymi decyzjami władz uniwersyteckich oraz ministerstwa i rządu. Paryski Maj wynikał więc po części ze strukturalnych – globalnych być może – trendów, ale był także efektem lokalnych napięć i zbiegiem unikalnych okoliczności.

Po pierwsze, francuskim problemem były przeludnione uczelnie. Dane mówią same za siebie. Po wojnie liczba studentów zwiększyła się we Francji radykalnie, uzyskując w 1966 r. potrojenie w ciągu zaledwie dekady (co prawda, wciąż – jak tuż po wojnie – studiowało ok. 10% danego rocznika, ale w kraju trwał boom demograficzny). O ile w latach 1939 i 1945 było ok. 60 tys. studentów (ogólna liczba obywateli wynosiła wtedy ok. 42 mln), o tyle w roku 1958 grupa ta liczyła już 175 tys., a w 1968 r. aż 500 tys. (wszystkich Francuzów było wówczas 50 mln). Liczbę tę jednak należałoby uzupełnić o wszystkich tych studentów, którzy pobierali naukę w instytucjach wyspecjalizowanych, np. w najbardziej prestiżowych tzw. grands écoles oraz na uczelniach prywatnych; w sumie chodziło o grupę ok. 100 tys. osób. W Wielkiej Brytanii i w Niemczech, a więc w krajach o większym potencjale gospodarczym, liczbę studentów w tym samym czasie szacowano na ok. 300–350 tys. Problem ten, a także kwestię dwukrotnie mniejszej w porównaniu do Wielkiej Brytanii i Niemiec ilości wykładowców na 100 słuchaczy, próbowano rozwiązać poprzez wprowadzenie dodatkowych egzaminów wstępnych (wcześniej liczyła się tylko zdana matura), a następnie, już w czasie studiowania, poprzez obowiązkową obecność na zajęciach. Zarówno nauczyciele akademiccy, jak i studenci, a także ich rodzice oczekiwali od reformy czegoś innego: dodatkowych kadr, rozbudowanego systemu stypendiów, bardziej demokratycznego sposobu zarządzania uczelniami.

Studenci zaczęli też obawiać się bezrobocia. Co prawda, wynosiło ono wówczas zaledwie 2,3%, ale dotykało przede wszystkim młodych. W latach 1962–1968 liczba osób bezrobotnych poniżej 25. roku życia potroiła się. Było to we Francji zjawisko nowe, ponieważ wcześniej, po II wojnie światowej, obserwowano tam tzw. przerost zatrudnienia. Dodatkowo uwzględnić należy fakt, że ze względu na inflację dyplomów wielu młodych pracowało poniżej kwalifikacji, co wywoływało poczucie niezadowolenia i frustracji. Tworzył się w ten sposób – jak pisał Pierre Bourdieu – „strukturalny rozziew” między aspiracjami wynikającymi z osiągniętego statusu a rzeczywiście dostępnymi możliwościami.

Po drugie, znaczenie miał fatalny wizerunek francuskiej policji i brutalny sposób, w jaki traktowała studentów. Warto pamiętać, że wojna w Algierii, trwająca w latach 1954–1962, była de iureinterwencją wewnętrzną, nadzorowaną nie przez wojsko, ale oddziały policyjne. Nie brakowało więc głosów, że brutalność wobec studentów to dla policjantów kontynuacja represji stosowanych poza metropolią. Wśród społeczeństwa panowało powszechne przekonanie, że działania policji podjęte w stosunku do studentów były nieadekwatne: argumentowano, że bije się i aresztuje dyskutantów. W obronie młodzieży w różnej formie stawali m.in. laureat Nagrody Nobla Alfred Kastler, profesorowie Paul Ricoeur, Alain Touraine, Henri Lefebvre i przyszły arcybiskup Paryża Jean-Marie Lustiger. Solidarność ze studentami wyrazili w liście opublikowanym w „Le Monde” m.in. Jean-Paul Sartre, Jacques Lacan, Pierre Klossowski i Maurice Blanchot. Aż 80% mieszkańców stolicy Francji popierało studentów w ich żądaniu otwarcia Sorbony (zamkniętej wskutek zamieszek z 3 maja, gdy studenci odmówili jej opuszczenia i zniszczyli mienie uniwersyteckie) oraz amnestii dla uwięzionych po tych zajściach kolegów. O nadmiernej przemocy policji pisała prasa po tzw. pierwszej nocy barykad (starciach ulicznych studentów z policją w nocy z 10 na 11 maja). Według oficjalnych statystyk tylko wówczas aresztowano ponad 500 osób, prawie 300 policjantów zostało rannych (studenci nie zgłaszali się do szpitali, bo groziło to…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Bosko i przykładnie. Seks i religia