Subskrybuj
Łemkini z Zachodu, doktorantka na Wydziale Filologicznym UJ, zajmująca się Łemkami zawodowo. Współpracuje m.in. z Ministerstwem Edukacji, Centralną Komisją Egzaminacyjną, organizacjami i stowarzyszeniami łemkowskimi / rusińskimi i mniejszościowymi w Polsce i za granicą. Pracę badawczą...

Brawura ignorancji

Użycie cudzej krzywdy jako oręża w walce z systemem nie wymaga wielkiego charakteru. Ale rzetelne przekopanie się przez archiwa, empatia wobec bohaterów i przyznanie się do bezsilności wobec podejmowanego tematu już tak. Paweł Smoleński jednak jako reporter postanowił się tym nie kłopotać.

W 70. rocznicę akcji „Wisła” Smoleński postanowił odtworzyć ze swojej pamięci to, czego się na temat akcji wysiedleńczej z 1947 r. przez lata dowiedział, co przeczytał, usłyszał, czego sam się domyślił na podstawie analiz (często także psychoanaliz) wypowiedzi, zachowań, statusu materialnego ofiar. Konsekwentnie podążał logiką pamięci i nie chciał burzyć jej rzetelną pracą badawczą i reporterską. Zamiast przynajmniej przejrzeć setki pozycji dotyczących tematu, którego się podjął, żeby zweryfikować i uporządkować swoją wiedzę, zjadł flaczki z pulpecikami w knajpie na warszawskim pl. Bankowym i ruszył w teren, na biedne i zacofane (co nieustannie podkreśla) północny i południowy kraniec wschodniej granicy, gdzie podawano mu kawę sypaną w szklankach i goszczono na małym metrażu (jednej ze swoich rozmówczyń wymierzył precyzyjnym rzutem oka mieszkanie) wśród meblościanek i portretów Tarasa Szewczenki. Ruszył jednak symbolicznie, bo choć trudno to jednoznacznie wywnioskować z toku narracji, wywiady (albo ich część) zbierał na długo przed napisaniem tej książki.

*

Syrop z piołunu. Wygnani w akcji „Wisła” to reportaż, który swoją premierę miał w listopadzie 2017 r. W tym roku przypadała okrągła rocznica tego wydarzenia, jednak, co ważniejsze z punktu widzenia atrakcyjności tematu, rząd polski nie przyznał żadnych dotacji na jej obchody stowarzyszeniom skupiającym i reprezentującym mniejszości, które były głównymi ofiarami akcji wysiedleńczej – etniczną łemkowską i narodową ukraińską. I właśnie ten aspekt stał się wiążący dla głównej tezy i osi narracji w książce Smoleńskiego. Bo reportaż o tytułowych wygnanych w akcji „Wisła” traktuje tylko przy okazji. Bardziej jest on komentarzem do obecnej sytuacji w Polsce, zamkniętym rozdziałem wyliczającym przykłady agresji i dyskryminacji Ukraińców nasilające się po zmianie władzy (warto zaznaczyć, że wymienione w tym rozdziale przykłady dotyczą także imigrantów z Ukrainy, którzy osiedlili się w Polsce w ostatnich latach, zaś ofiary akcji „Wisła” były / są obywatelami Polski, więc ich poczucie krzywdy, niesprawiedliwości oraz strach mają inne źródła, co można było rozgraniczyć i wyjaśnić, by słowa jednego z bohaterów: „W życiu nie byłem na Ukrainie, a za Ukrainę byłem ścigany”, nie pozostawały zawieszone w próżni). W blurbie Adama Michnika (który moim zdaniem opisuje z precyzją, czym ten reportaż nie jest) można przeczytać: „I oto powstało doniosłe świadectwo polskiego pisarza, który pojmuje swój polski patriotyzm jako obowiązek mówienia prawdy w oczy własnemu narodowi”. Owszem, mówienie prawdy w oczy narodowi jest w obecnej sytuacji politycznej na pewno bardzo popularne. Z lubością wytyka się Polsce wszystkie przewiny, żeby zdemaskować fasadowy patriotyzm w polskim wydaniu. I słusznie. To ważne i potrzebne, bo alternatywa proponowana przez nową politykę historyczną Polski wydaje się nie do zniesienia. Jednak czuję w sobie duży opór przed popieraniem głosów, które są nierzetelne, niesprawdzone, wyrosłe z przekonania, że krytyka sama w sobie okazuje się aktem ogromnej odwagi. Albowiem użycie cudzej krzywdy jako oręża w walce z systemem nie wymaga wielkiego charakteru. Ale rzetelne przekopanie się przez archiwa, empatia wobec bohaterów i przyznanie się do bezsilności wobec podejmowanego tematu już tak. Paweł Smoleński jednak jako reporter postanowił się tym nie kłopotać.

Wydaje mi się aktem brawury, żeby reportaż poświęcony akcji „Wisła” (czyli wydarzeniu, które jest uwikłane w wiele domysłów i spekulacji, ważnemu dla zrozumienia skomplikowanych relacji polsko-ukraińskich), którego autor dużo miejsca poświęca cytowaniu źródeł historycznych, pozostawić bez żadnego przypisu. W książce nie ma także podanej bibliografii, oprócz jednej smętnej strony na końcu książki opisanej jako „Źródła” i zawierającej 11 pozycji, w tym wcześniejszą książkę autora. Brak w niej wstępu, w którym Smoleński wytłumaczyłby, o czym właściwie pisze (sam niejednokrotnie sugeruje, że temat akcji „Wisła” jest w Polsce raczej nieznany, przemilczany, zapomniany, więc musiał mieć świadomość, że potencjalny czytelnik może błądzić po omacku w szeptach i niedomówieniach dalszych rozdziałów), oraz doprecyzował, jakim aspektem akcji „Wisła” się zajmuje, jaką i dlaczego narrację o niej wybiera. Ponadto ten wstęp mógłby określić, kim są tytułowi wygnani, i uratować ten reportaż przed kompromitującymi uproszczeniami, w które autor brnie z zaskakującą dezynwolturą.

Książka Smoleńskiego jest oparta na wypowiedziach ofiar (o nich dalej) oraz źródłach historycznych cytowanych głównie za zbiorem dokumentów opracowanym przez Eugeniusza Misiłę. Cytaty są jednak niewystarczająco opisane, co utrudnia ich lokalizację w publikacji źródłowej (np. „Biuletyn Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, siedem lat po ustawie przepraszającej Ukraińców za wysiedlenia”). Często także nie są w żaden sposób skomentowane. Jako że reportaż nie jest wolny od błędów – od kłujących w oczy niedopatrzeń (jak np. pomylenie Wiesława Gołasa z Januszem Gajosem jako odtwórcy głównej roli w Ogniomistrzu Kaleniu), po poważne błędy merytoryczne (wyłapane m.in. przez Damiana Markowskiego na łamach „Nowej Europy Wschodniej”), przez zbyt uproszczone, ale przekazywane jak prawdy objawione wnioski – można odnieść wrażenie, że jest to raczej opowiadanie czy esej. Z pokaźną literaturą na temat akcji „Wisła” Smoleński rozprawia się krótko: „Strzępy opowieści, łaty, kawałki. Tak zszywa się tę historię, choć na półkach bibliotek stoją opasłe książki napisane przez uznanych historyków, pełne dokumentów, polskich i ukraińskich, oraz wielce prawdopodobnych tez, które badacze uzasadniają mechanizmami dziejów i zapisanym w pamiętnikach nastrojem tamtych czasów”. Z doświadczenia wiem, że nie jest się skazanym na takie „zszywanie” tej historii, na pewno w przypadku Łemków jest ona dokładnie opisana i zarejestrowana, nawet już opracowana metodologicznie. To Smoleński wybrał taką formę, bo pasowała do przyjętej przez niego manierycznej narracji i była lepszym tłem dla wtrętów niczym „mądrości z kalendarza”, którymi autor sypie jak z rękawa: „Jak kto pamięta, że dawno temu spotkało go coś takiego, widać nie miał w życiu ani chwili szczęścia”. Już tylko na podstawie tego zdania można by było przeprowadzić analizę rażących uproszczeń forsowanych przez Smoleńskiego. W przypadku części reportażowej rzecz ma się podobnie chaotycznie. Właściwie trudno określić, jaki stosunek ma Smoleński do swoich rozmówców. Wczytując się w sposób, w jaki o nich mówi i w jaki ich przedstawia, ma się wrażenie, że ustawia siebie ponad nimi, jako osobę mądrzejszą, bo obiektywną, „człowieka z zewnątrz”, który nie tylko doskonale ich rozumie, ale też potrafi spojrzeć z boku na ich traumę, trafnie ponazywać ich uczucia i zdefiniować doświadczenia. Opisy miejsc życia bohaterów, zarówno przed wysiedleniami, jak i po nich, są wręcz turpistyczne, czasem groteskowe, jak przywołane już meblościanki, makatki i trudna do pojęcia przez Smoleńskiego kawa podawana w szklankach. Takie podejście ustawia tytułowych wygnanych jako wyblakłe postaci bez właściwości, które od lat powtarzają to samo o swojej traumie. * Nadużyciem jest także poczynione przez Smoleńskiego założenie, że wspomnienia przesiedleńców są na przestrzeni 70 lat, które minęły od tych tragicznych wydarzeń, takie same, że nie uległy doprecyzowaniu…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wierzyć w naukę, (nie) wątpić w Boga