Wodziński utożsamia trans z doświadczeniem przeszywającej wszystko nicości. Nie chce, by przybrała ona jakikolwiek kształt, gdyż grozi to ukonstytuowaniem mocnego podmiotu, który filozof zamierza w imię nicości i transu rozsadzić. Ów podmiot ma być dziedzictwem myślenia metafizycznego, uprzedmiotowiającego świat i drugiego człowieka, z którego wyprowadzić ma nas wejście w ekstatyczny trans. Problem jednak w tym, że trans z założenia zaciera wszelkie granice, również między dobrem i złem. Jak zatem ustanowić wspólnotę w oparciu o zdestabilizowane struktury? Wodziński snuje projekt alternatywnej wspólnoty politycznej, wspólnoty przyjaźni. Nie jest to jednak przyjaźń klasyczna, Arystotelesowska. Jego wspólnota jest raczej ekstatyczna, dionizyjska, niczym jaśniejąca nicością „prze-jaśń”. Warto zadać pytanie,…
Pracownik Katedry Metafizyki i Ontologii UP w Krakowie. Redaktor kwartalnika „Kronos”. Tłumacz Uczty Platona i Zachodniej eschatologii Taubesa. Pracuje nad przekładem Timajosa.