Subskrybuj
Redaktorka miesięcznika „Znak”, socjolożka, absolwentka MISH UJ. Przez rok studiowała na rzymskim uniwersytecie La Sapienza. Stypendystka Fulbrighta, laureatka grantu badawczego Narodowego Centrum Nauki. Napisała rozprawę doktorską Upamiętnianie społeczności żydowskich w byłych sztetlach we współczesnej Polsce....

Wspólnota przemocy

Dokładna rekonstrukcja pogromu z 4 lipca 1946 r. w Kielcach skazana jest na niepowodzenie, przekonuje w najnowszej książce Joanna Tokarska-Bakir. Obfite źródła przedstawiają nierozstrzygalnie sprzeczne relacje.

Autorka z dostępnych dokumentów robi inny użytek: tworzy portret społeczny pogromu kieleckiego. Pokazuje, który scenariusz wydarzeń był prawdopodobny, a który – jak ten o prowokacji ubeckiej – trzeba wykluczyć. Wielogłosowość, uzyskana m.in. dzięki przywołaniu relacji ofiar, sprawców czy świadków, daje złożony, ale jednak zaskakująco spójny obraz mordowania Żydów w Kielcach po wojnie. Znacznie odbiega on od wyobrażenia o chwilowym wybuchu zbiorowej nienawiści, nagromadzonej przez wojenne i powojenne doświadczenia strachu, biedy i cierpienia. Antropolożka przekonuje, że o antyżydowskiej przemocy zadecydowało podłoże społeczne – coś trwalszego niż skutki wyniszczającej okupacji. To był ten „społeczny dynamit”, o którym w kontekście pogromu kieleckiego pisała Krystyna Kersten. Mieszankę wybuchową, jak dowodzi Tokarska-Bakir, tworzyły: „antysemityzm tradycyjny, którego trzon stanowiły legendy o krwi, łatwy do mobilizacji zasób doświadczenia, jakim było powszechne wojenne mordowanie Żydów, a także dwa zasoby lęku: strach przed powrotem właścicieli »pożydowskich« kamienic i obawa związana z »panoszeniem się Żydów«” (s. 415), jak postrzegano równouprawnienie żydowskich Polaków i ich obecność na wysokich stanowiskach administracji państwowej.

Tego dnia w mieście panował upał. Stefan Sędek, przedwojenny organizator kieleckiego ONR-u (!), ówczesny pracownik milicji, po przyjęciu zgłoszenia o porwaniu chrześcijańskiego dziecka wysłał pierwsze patrole na Planty. Zabijanie Żydów rozpoczęło się rano i trwało długie godziny. Po południu do mordujących kielczan i współdziałających z nimi przedstawicieli służb mundurowych („dwutakt munduru i tłumu”) dołączyli robotnicy kieleckich fabryk, przemaszerowując przez całe miasto z żeberkami od kaloryferów, młotkami, kluczami francuskimi w ręku – późniejszymi narzędziami zbrodni. „Masakra low-tech” – jak określi wydarzenia autorka. Przemocy na Plantach 7, Sienkiewicza 72, Piotrkowskiej 72, Leonarda 15 towarzyszył tłum ludzi, który zmobilizowało wyobrażenie o „żydowskim kidnaperze”. Wznoszono okrzyki: „Bić Żyda, mamy rząd żydowsko-rosyjski, a polskiego nie mamy!”, „Precz z Żydami! Na pohybel im!”. Słychać było oklaski. Na ulicach dało się odczuć piknikową, sielską atmosferę, „jak po jakimś wielkim wstrząsie”. Spośród sprawców wyrył się w pamięci obraz niskiej, tęgiej 40-letniej kobiety, która w sukni w kwiaty zaciekle biła żydowskiego mężczyznę. W tym samym czasie życie innych nieżydowskich mieszkańców toczyło się jakby nigdy nic – obok pogromu.  Tego dnia zginęły 42 osoby, a ponad 80 zostało rannych. Atmosfera pogromowa nie znikła po 4 lipca. Ocalali Żydzi musieli zostać przewiezieni do szpitala w Łodzi, bo w Kielcach narażeni byli na dalsze cierpienie. Lektura tej książki nie daje spokoju: na ile pogromowe Kielce to mikrokosmos (po) wojennej Polski?

 

Z bliska i od dołu
Podczas spotkania autorskiego w Krakowie Tokarska-Bakir zgodziła się z sugestią, że zestawiając razem Legendy o krwi, Okrzyki pogromowePod klątwą, można powiedzieć, że pisze wciąż tę samą książkę. Jej lejtmotyw to antyżydowska przemoc. Wspólny jest też poziom mikrohistorycznego szczegółu, opracowany dzięki materiałom z badań etnograficznych i kwerend historycznych: pojedyncze okupacyjne historie wraz z ich (anty)bohaterami, odkrywane krok po kroku w kolejnych książkach. To podążając za losami Antoniego Jarosza z Przewłoki, odpowiedzialnego za śmierć wielu sandomierskich Żydów, autorka trafia na pogrom w Kielcach. Dzieje się to za sprawą relacji Zelmana Bauma (w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego), gdzie mężczyzna mówi o zbrodniach Jarosza i jego brata i wspomina, że obaj wstąpili po wojnie do milicji. Tokarska-Bakir odnajduje Jarosza na stanowisku kwatermistrza Wydziału Administracyjno-Gospodarczego Komendy Wojewódzkiej MO w pogromowych Kielcach. Dość łatwo go zidentyfikować, bo stracił rękę pomyłkowo postrzelony przez kolegów z Batalionów Chłopskich, gdy wracał z napadu na Żydów. W Pod klątwą badaczka opisuje pozycję Jarosza jako jedną z wielu w polu władzy powojennego regionu, „mafii milicyjno-ubecko-wojskowej”, jak ją określi, zajmującej się m.in. szabrem i przejmowaniem żydowskich nieruchomości. Zjawisko to rzuca nowe światło na przyczyny, przebieg i następstwa przemocy antyżydowskiej w Kielcach. Aktorzy i to, co się wydarza między nimi, jest – za Bruno Latourem – głównym przedmiotem uwagi książki oraz jej największym osiągnięciem.

Odkrycie gęstej sieci transakcji społecznych między kluczowymi postaciami stało się możliwe dzięki szeroko zakrojonym kwerendom w Instytucie Pamięci Narodowej oraz w innych lokalnych i zagranicznych archiwach. Cenne pozostają relacje żydowskie. Tokarska-Bakir pisze, że odnalazła niemal 100 świadectw, które pokazują wydarzenia od wewnątrz zaatakowanego przez milicjantów i wojskowych domu na Plantach 7/9. Wśród nich wymienia: zeznania złożone przez ocalałych w 1946 r., zapisy przesłuchań świadków w Izraelu z drugiego śledztwa kieleckiego, rozmowy z ocalałymi zdeponowane w IPN przez reżysera Andrzeja Miłosza oraz inne wspomnienia. Bożena Szaynok, badająca pogrom na początku lat 90., dysponowała jedynie kilkoma takimi świadectwami. Podobnie rozległy materiał dotyczy nieżydowskich kielczan, w tym niewykorzystane nagrania do filmu Świadkowie Marcela Łozińskiego. Z tych i innych licznych źródeł dostajemy obraz mentalności, dyspozycji kulturowych i emocji zbiorowych pogromowych Kielc. Chyba to ma na myśli autorka, gdy pisze o „historii niezdarzeniowej” tego szczególnego okresu w Polsce.

 

Wyjęci spod prawaNa portret pogromu spoglądamy wpierw z perspektywy Żydów. Autorka dołożyła starań, by odzyskać imiona i nazwiska ofiar oraz ocalałych z pogromu, poznać stojące za nimi historie – przywrócić im podmiotowość. Większość Żydów pochodziła z Kielc bądź z pobliskich miejscowości. Przeżyła Zagładę w obozach lub w ukryciu. Część była repatriantami ze Związku Radzieckiego. Niektórzy przygotowywali się do wyjazdu z Polski. Tokarska-Bakir „rekonstruuje przedwojenną żydowską obecność” w Kielcach przed II wojną światową na przykładzie ul. Sienkiewicza, głównej ulicy miasta. Pod numerem 32 przywołuje Hotel Polski, budynek w pewnym sensie symboliczny dla opowiadanej historii. Krótki opis miejsca mieści zarówno tragedię ofiar pogromu kieleckiego, jak i niezwykły splot biografii znanych z wcześniejszych książek autorki. Czytamy: „Teatr Ludwika i Hotel Polski (…). Przed wojną część udziałów odkupił od rodziny Winnickich Szlomo Zelinger, syjonista, w czasie wojny w AK, zginął w powstaniu warszawskim, ojciec dwudziestoletniej Danusi, zabitej przez partyzantów »Barabasza« wiosną 1944 roku. (…) Resztę udziałów zachowała rodzina Prajsów, którzy w 1942 roku zginęli w getcie kieleckim. Ich syna Icchaka Prajsa, (…) zabito w trakcie pogromu niedaleko stąd, na Sienkiewicza 72” (s. 283–284). Książka pokazuje, jak osamotnieni i bezbronni – wbrew powszechnemu wyobrażeniu – byli po wojnie żydowscy Polacy. Na kieleckiej prowincji Żydzi pozostawali wyjęci spod prawa – „zachowanie legitymujących polskich żołnierzy nie różni ich od ich niemieckich poprzedników” (s. 146), mocno stwierdza autorka (a przecież daleko im było od organizowania Zagłady). Gdy zwraca uwagę na trwałość okupacyjnej rzeczywistości, cytuje słowa Henryka Pawelca, dowódcy grupy podziemnej w 1945 r.: „przyszli Sowieci, ale w powietrzu odczuwało się ciągłość. Na ulicach Kielc, w kolejkach, w urzędach nieustannie wpadałem na kolegów. Mówiło się, że wkrótce będzie kolejna wojna. Ale ponieważ ta wojna nie następowała, stawało się jasne, że poprzednia wcale się nie skończyła” (s. 318). Zarówno nowa władza, jak i organizacje żydowskie były świadome licznych przypadków przemocy antyżydowskiej (autorka zebrała odkryte przez nią przypadki w Apendyksie 4), których sprawcami byli też członkowie lokalnych służb mundurowych. Mordercy w większości pozostawali bezkarni, a wokół powojennego antysemityzmu uformowała się zmowa milczenia, którą potwierdzą oficjalne reakcje na pogrom w Kielcach. Milczy, a w niektórych przypadkach dementuje doniesienia o antysemityzmie Centralny Komitet Żydów Polskich, najprawdopodobniej z powodu słabej pozycji organizacji w polu władzy oraz doraźnych interesów jego członków. O klimacie społecznym panującym przed pogromem mówią przywołane w książce relacje żydowskie. Rafael Blumenfeld, wspominając życie w kibucu Ichudu przy Plantach 7, przyznaje, że jedynie w murach kamienicy czuli się bezpiecznie. Wtargnięcie do środka milicjantów i wojskowych 4 lipca 1946 r. musiało brutalnie zburzyć to poczucie. Okazało się, że nikt nie jest…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Polskie Mistrzynie