„Masz przyjaciół?”
– „Tak. Wielu”.
Albo:
„Masz przyjaciela?”– „Tak. Jednego”.
„A Ty masz przyjaciół?”– „Nie. Żadnego”.
„Dlaczego?”[1].
Niezdolność do przyjaźni jest, moim zdaniem, jeszcze większym defektem niż niezdolność do miłości. Kochać można bez wzajemności. Przyjaźń jest ze swej istoty wzajemnością. Kochający cierpi z powodu braku wzajemności, ale kocha. Ten niekochany, ale kochający, jest jednak w dużo szczęśliwszej sytuacji niż niekochany i niekochający. Ostatni żyje poza miłością, tzn. niemal nie żyje. Uskarżając się na to, że jest niekochany, nie rozumie, że problemem pierwotniejszym jest to, iż to on nie potrafi kochać. Nie potrafi, bo nie umie się otworzyć i zobaczyć ludzi miłości godnych, bo nie umie się zaofiarować i zbyt boi się ryzyka czy nawet śmieszności. Poza tym bywa, iż na tyle jest zaprzątnięty swą karierą czy choćby tzw. robieniem pieniędzy (nigdy nie rozumiałem tego marzenia, by umrzeć możliwie najbogatszym), że w jego życiu nie ma miejsca na miłość.
A przyjaźń? Przyjaźń nie jest koleżeństwem, nie jest wspólnotą interesów ani też nie jest stowarzyszeniem rozrywkowym. Przyjaźń nie jest też „słodka”. Czymś naturalnym jest w niej spór, a wręcz obowiązkiem surowość oceny. „Karć, poprawiaj, skoro tylko zostaniesz przyjacielem”[2] – pouczał już jeden z siedmiu mędrców greckich. Właśnie dlatego że jesteś przyjacielem, masz prawo i obowiązek mówienia gorzkiej prawdy. Przyjaciel się nie obrazi, bo wie, że mu sprzyjasz. Kto przyjacielem nie jest, prawa takiego nie ma. Wtedy owo wygarnianie prawdy pozostaje bez usprawiedliwienia, jest czystą złośliwością bądź wywyższaniem się.
Tak jak warunkiem szanowania drugiego człowieka jest szanowanie siebie samego, a z kolei szacunek do siebie samego jest warunkiem dla szacunku wobec drugiego, tak i przyjacielem może być tylko ten, kto pozostaje przyjacielem samego siebie. Kto wrogiem sam sobie jest, nie będzie godny przyjaźni. Kto zdradza sam siebie, zdradzi i przyjaciela. Choć zdrada w przyjaźni czymś innym jest niż zdrada w miłości. Tu nie zawsze trzeba „tego trzeciego”. Przyjaciela najczęściej nie tyle zdradza się z kimś, ile wobec kogoś. Pascal uważał, iż „niewiele ostałoby się z przyjaźni, gdyby każdy wiedział, co przyjaciel mówi o nim, kiedy go nie ma”[3]. Zdradzony nie musi jednak o zdradzie wiedzieć, by zdrada była faktem. A wtedy przyjaźni już nie ma, jest fałsz.
Również rozłąka w przyjaźni czymś innym jest niż rozłąka w miłości. Ta ostatnia bywa dotkliwym cierpieniem z powodu fizycznej nieobecności osoby ukochanej. W przyjaźni natomiast, gdzie bliskość fizyczna nie odgrywa tak istotnej roli, oddalenie przyjaciela nie musi powodować tego rodzaju cierpienia.
Potrafimy zadowolić się jego duchową obecnością. Do przyjaciela inaczej się bowiem przytulamy niż do ukochanej czy ukochanego.
Ta różnica widoczna jest też w tak dramatycznych sytuacjach jak wspólne samobójstwo pary kochanków. Znamy takie przypadki i niekiedy potrafimy zrozumieć ich motywy. Trudno mi natomiast wyobrazić sobie wspólne samobójstwo pary przyjaciół. Wydaje się, iż w przyjaźni nie ma miejsca na tak drastyczny krok.
*
Odnosząc się do naszych początkowych pytań, powiedzieć trzeba, iż ów przyjaciel „jeden z wielu” jest zgoła czymś innym niż ten jedyny. Nie twierdzę, iż przyjaźń jak miłość domaga się wyłączności, ale jako relacja może nie intymna, lecz głęboka, angażująca całą naszą osobowość, nie może być relacją z wieloma. Kto wielu „ma” przyjaciół, nie „ma” przyjaciela. Owo grono, w którym czujemy się dobrze, w którym z przyjemnością spędzamy czas, to towarzysze czasu wolnego, to często schronienie przed samotnością czy pustką. Potrzebujemy tych ludzi, ale pamiętajmy, że „wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”[4].
Tymczasem, parafrazując formułę Ericha Fromma, przyjaciel nie jest przyjacielem, dlatego że go potrzebuję, lecz potrzebuję go, bo jest przyjacielem. Żadna potrzeba życiowa, żaden „interes” nie mogą być fundamentem przyjaźni. Dlatego myli się Khalil Gibran, kiedy przypowieść o przyjaźni zaczyna od twierdzenia: „Twój przyjaciel jest odpowiedzią na Twoje potrzeby”[5]. Zawiązanie się przyjaźni jest tajemnicą. Platoński Sokrates, rozważając, czy przyjaciół pociąga ich podobieństwo czy też może…