Sześć lat po strajku pracownic Zakładu Przemysłu Bawełnianego im. J. Marchlewskiego, które wywalczyły cofnięcie podwyżek cen żywności. Cztery lata przed głodowym marszem, podczas którego robotnice niosły transparenty: „3 zmiany, jeden głód” czy: „Dziecku potrzeba kalorii i mleka”. Od I poł. XIX w. maszyny włókiennicze obsługiwały niemal same kobiety. Dlaczego do dziś nie doczekały się upamiętnienia? „Będzie w tej opowieści mnóstwo wrzecion, ale żadnej królewny i ani jednego księcia” – pisze autorka. I nie jest to chwyt retoryczny, bo historię łódzkiego przemysłu włókienniczego przedstawia z perspektywy tworzących go kobiet. Ich relacje zagłuszała do tej pory oficjalna opowieść o dziedzictwie, w której pierwsze skrzypce grały pofabryczne budynki – wszak „można [je] jeszcze wprzęgnąć w nowe strategie promocji i rozwoju łódzkich…
Doktorantka na Wydziale Polonistyki UJ. Publikowała m.in. w „Res Publice Nowej”, „Opcjach”, „Nowej Dekadzie Krakowskiej” i na portalu „Popmoderna”. Interesuje się problemem reprezentacji traumy poholokaustowej i estetyzacją śmierci. Nie stroni od popkultury.