Subskrybuj

Gaworzyć do rytmu

W edukacji muzycznej nie chodzi o to, żeby produkować geniuszy, ale żeby dać wszystkim równe szanse. Dążymy do stworzenia społeczeństwa otwartego na muzykę. Inaczej nie byłoby sensu inwestować w instytucje kultury, bo nie miałby kto w niej uczestniczyć.

Łukasz Kraj: W jednym ze swoich tekstów poświęconych roli muzyki w najwcześniejszym etapie rozwoju człowieka Ewa Klimas-Kuchtowa mówi, że „każda matka może poczuć się Pigmalionem, rzeźbiącym doświadczenie własnego dziecka”. Czy podczas zajęć umuzykalniających „Smykowe granie” i Państwo czują się Pigmalionami? A może bliżej Państwu do nauczycieli lub terapeutów?

Jolanta Gawryłkiewicz: Jestem matką, więc najbliżej mi do Pigmaliona [śmiech]. Każdy z nas jest odpowiedzialny za to, ile da swojemu dziecku, w jaki sposób przekaże mu pozytywne cechy, ukształtuje go, ale też zostawi mu wystarczająco wolności, żeby mogło się rozwijać samodzielnie. Na naszych zajęciach umuzykalniających staramy się niczego nie narzucać, nie kształtować za wszelką cenę, proponujemy tylko bardzo różnorodny pokarm muzyczny, a dziecko może wziąć z tego tyle, ile chce, ile potrafi, a potem przetworzyć to i samemu wcielić do swojego życia.

Miłosz Gawryłkiewicz: Naszą rolą jest podążanie za dzieckiem i towarzyszenie mu w jego rozwoju. Nie da się nauczyć muzyki, możemy jedynie kierować dziecięcym rozwojem, zwłaszcza na jego najwcześniejszym etapie – do trzeciego roku życia. Im bardziej różnorodne bodźce odbierają dzieci – szczególnie te najmłodsze – tym szerzej pojmują one muzykę i tym łatwiej uczą się jej później.

Mówimy przede wszystkim o bodźcach dźwiękowych?

MG: Tak, chodzi o muzykę. O każdym z koncertów „Smykowego grania” w krakowskiej filharmonii mówimy, że jest z innej beczki. Opieramy je na jak najbardziej różnorodnym materiale muzycznym – polskim, klasycznym, ludowym, na muzyce z całego świata: bałkańskiej, irlandzkiej, chińskiej, hinduskiej.

Mamy nadzieję zaszczepić pragnienie poszukiwania różnych stylów także w rodzicach, tak by mogli oni odczuwać i przeżywać muzykę razem ze swoimi dziećmi.

I mam tutaj na myśli również te w łonie matki, ponieważ wiemy z badań, że już w momencie narodzin człowiek może znać konkretne struktury muzyczne, które wcześniej słyszał.

Czy istnieje klucz, według którego wybierają Państwo określone muzyczne style czy tematy?

JG: Podczas każdego koncertu pokazujemy jeden określony styl, aby można było go lepiej poznać i w ten sposób pogłębić swoje uczestnictwo w kulturze. Dobieramy różne instrumentarium, dbamy o rozmaitość brzmień, harmonii – do tego stopnia, że koncerty zapraszanych muzyków są ciekawe nawet dla nas.

MG: Zróżnicowanie etniczne to także różnorodność materiału dźwiękowego, to różne tonalności i rytmy. Staramy się wyławiać z danej kultury muzycznej najbardziej charakterystyczne dla niej cechy i je właśnie opisujemy podczas koncertów. A koncerty to nie tylko granie, ale i działania słuchowo-głosowe czy ruchowe. Są one inicjowane przez nas, lecz zapraszamy do nich rodziców i dzieci. Uczestnictwo ma oczywiście charakter wokalny, a też motoryczny. Poprzez poruszające się, kołyszące ciała swoich rodziców dzieci mogą odczuć i puls, i charakter słyszanych utworów.

Skąd taka koncentracja na ruchu?

JG: Muzyka i ruch są jednością, o czym często zapomina się w salach filharmonicznych – dzieje się tak nawet w przypadku jazzu, w którym te dwa czynniki zawsze były połączone.

MG: Należy pamiętać, że ruch i odbieranie strukturyzowanych bodźców dźwiękowych są ze sobą sprzężone i przetwarzane jednocześnie w tym samym ośrodku w naszym mózgu. Dzieci bezwiednie ruszają się, słysząc puls muzyki.

JG: A na naszych zajęciach mogą swobodnie poruszać się po wykładzinie. Ponadto mają bezpośredni kontakt z muzykami, którzy znajdują się wśród nich, na tym samym poziomie.

Mówimy o dźwiękach i o ruchu, ale podczas zajęć używacie także kolorowych materiałów, bibuły, konfetti, pierza. W jakim celu?

MG: To wszystko stanowi przedłużenie ciała, pozwala na ukazanie płynności ruchu.

JG: Każdy z tych elementów pomaga nam rozwijać u dzieci koordynację ruchową oraz świadomość swoich mięśni i oddechu. To wiąże się z rytmem i pulsem: korzystamy z płynności ruchu ciała, jego ciężaru i przestrzeni. Muzyk, który nie ma świadomości tych czynników, nie będzie grał dobrze w pulsie, nie będzie się czuł swobodnie. Żeby poczuć rytm, dzieci muszą najpierw poczuć grawitację. Opieramy się tutaj na teorii ruchu Rudolfa Labana.

Czy tak rozumiana edukacja muzyczna służy jedynie umuzykalnieniu, czy przynosi też inne korzyści: intelektualne, emocjonalne, interpersonalne?

MG: Muszę zaznaczyć, że naszym celem jest głównie muzyka. Widzimy jednak, że wielu dorosłych ludzi ma na tym polu ogromne kompleksy: nie chcą śpiewać, nie wierzą, że są w stanie zrobić to dobrze. Myślę, że to wiąże się z ogólnym brakiem pewności siebie. Oczywiście dość powszechne są także twierdzenia, że rozwój muzyczny ma wpływ na inne sfery, np. na myślenie przestrzenne czy zdolność do nauki języków obcych. Nie znam badań, które mogłyby z całą pewnością potwierdzić taki związek, ale wydaje mi się, że jest on naturalny.

JG: Koncentrujemy się na muzyce, ponieważ rozwój uzdolnień muzycznych trwa do dziewiątego roku życia. Ważną kwestią, o której często się zapomina, jest to, że muzyka zawsze była formą funkcjonowania w społeczności. W tym zakresie niewiele daje nam muzyka odtwarzana z radia czy z Internetu, ponieważ nie ma wówczas mowy o bezpośrednim kontakcie, o wspólnocie. Dlatego tak bardzo zależy nam, by tradycja muzyczna była kultywowana w domach.

O więziotwórczym aspekcie muzyki rzeczywiście rzadko się myśli!

JG: To, co poza samą muzyką może wydarzyć się na koncercie, to komunikacja dzieci, które zupełnie swobodnie rozpoczynają…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Stoicyzm na nowo odkrywany