Subskrybuj
Publicystka, wieloletnia redaktorka „Tygodnika Powszechnego”, w którym pełniła m.in. funkcje sekretarza redakcji i zastępcy redaktora naczelnego, członkini zespołu miesięcznika „Znak”. W latach 1989–1993 – posłanka na Sejm z ramienia Solidarności, a potem Unii Demokratycznej. Ostatnio opublikowała...

Coraz bliżej albo coraz mniej

Dom górali nazywał się „Na skale”, a wszystko działo się kiedyś, dziesiątki lat temu. Dziś nie ma już tam ani mieszkańców, ani przyjezdnych, pozostała tylko tablica pamiątkowa, czasem dająca okazję do obchodów.

5 marca 2019 r.Jesteśmy gdzie indziej niż miesiąc temu. Inny czas, inna pamięć. A przecież to ciąg dalszy tego samego wtajemniczania w życie. Życie, które ma swoją siłę i przede wszystkim swoją nieusuwalność. Nie tylko z pamięci i pamiątek, ale z rzeczywistości. A ta już nie podlega ani dyskusjom, ani tym bardziej wątpieniom. Patrzę na zdjęcie, które jest bardzo stare. Dziw tylko, że się przechowało. Na tym zdjęciu jestem w stroju góralskim i trzymam na rękach bardzo małe dziecko, mojego syna. Pamiętam, że wizytę w Gorcach zaproponowali gospodarze domu – niestety, na zdjęciu go nie widać. Właśnie w nim żyli bardzo rodzinni ludzie, którzy otworzyli jego drzwi na odważną i pełną wiary realizację zupełnie nowego duszpasterstwa. Pod tym samym dachem trwały i rekolekcje, i pełne rozpędu kursy narciarskie, a także msza św. odprawiana cichutko i śpiewanie młodzieży odnajdującej w nowym kapłanie-przewodniku i w starych gospodarzach tę samą wspólnotę życia. Dom górali nazywał się „Na skale”, a wszystko działo się kiedyś, dziesiątki lat temu. Dziś nie ma już tam ani mieszkańców, ani przyjezdnych, pozostała tylko tablica pamiątkowa, czasem dająca okazję do obchodów. Mój syn jest dziś dorosły i w nowym domu buduje pełen ufności i nadziei plan: wspólnoty i wędrowania ku światłu życia. Założył rodzinę, ale Dawca Życia zdawał się odmawiać prawa do jego realizacji. Odwiedziłam kiedyś razem z nim i jego żoną mały kościelny cmentarz obok góralskiej parafii. Zaprowadzili mnie do tej kwatery, gdzie leżą dzieci zmarłe wkrótce po urodzeniu. Wiedziałam, że stoimy nad…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Samo dobro