Wspomnieć można Olgi Tokarczuk historie z pogranicza jawy i snu czy dosłowne zapisy śnienia Michela Leirisa zawarte w Nocach bez nocy i kilku dniach bez dnia. Poetyka marzeń sennych pozwala na rozluźnienie apodyktycznych ciągów przyczynowo-skutkowych w prozie, a także uwolnienie się z rygorów praw fizyki i prawdopodobieństwa opowieści. Jednak wielką sztuką jest uczynić z sennej wizji niebanalną treść literatury, bo czyż nie wszyscy opowiadamy własne sny?
Wielkie to szczęście – zapewne z pisarską samodyscypliną związane – że Elizie Kąckiej wspomnienia nocnej nierzeczywistości nie rozpierzchły się tuż po otwarciu oczu. Po drugiej stronie siebieto płynne przejście między śnieniem a narracją, między nocą a literaturą, między przeczuciem i wyobrażeniem a ich…