Subskrybuj
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.

Człowiek z klasą

O ludziach takich jak Jacek Baluch mówi się, że są do tańca i do różańca. Ten wybitny uczony, poeta i tłumacz świetnie sprawdzał się także jako człowiek czynu: dyplomata i organizator.

Jesienią 2018 r., w trakcie uroczystości odnowienia doktoratu Jacka Balucha na Uniwersytecie Jagiellońskim, wygłaszający laudację prof. Jerzy Kapuścik nazwał jubilata „pełnokrwistym filologiem, tropicielem słowa, niepospolitym erudytą i poszukiwaczem subtelnych znaczeń”.

Ów nakreślony przez uczelnianego kolegę portret okazał się na tyle trafny i wiernie odzwierciedlający osobowość prof. Balucha, że ponad pół roku później – na wieść o jego śmierci (3 lipca 2019) – ten właśnie fragment laudacji zamieszczono w nekrologu opublikowanym przez pracowników Instytutu Filologii Słowiańskiej UJ, z którym (również jako jego dyrektor) związany był zmarły slawista.

Znałem go słabo – właściwie tylko z widzenia. Widywałem głównie w redakcji „Tygodnika Powszechnego”, gdzie w latach 80. ubiegłego wieku często zaglądał. Był tam też 5 czerwca 1989 r. – nazajutrz po przełomowych wyborach do parlamentu. Tę jego wizytę tak oto zapamiętali autorzy Kręgu Turowicza: „do redakcji wbiega podekscytowany Jacek Baluch, bohemista, mocarnie dzierżący wielkie plastikowe wiaderko (właśnie udało mu się je kupić po znajomości w domu towarowym na św. Anny) oraz znany działacz Solidarności (…) Stefan Jurczak. Krzyczą coś do siebie i wymachują rękoma, trudno pojąć, o co chodzi. Lecz na to zjawia się Krzysztof Kozłowski i wtedy wszyscy padają sobie w ramiona, jak chłopcy po strzeleniu bramki. A to obejmują się, a to podskakują wariacko w górę. A to tańczą. Tak, już jest jasne… Wygraliśmy!!!”.

Oczywiście nie wszystkie wizyty prof. Balucha w „Tygodniku” miały tak widowiskowy charakter. Ten znakomity slawista przychodził na Wiślną zwykle po to, by przynieść do druku swój artykuł i pogadać z ludźmi myślącymi podobnie jak on.

Już wówczas lubiłem czytać jego teksty. Z każdym kolejnym rosło we mnie zaufanie do ich autora i przekonanie, iż rzeczywiście jest on „pełnokrwistym” filologiem, „poszukiwaczem subtelnych znaczeń” i erudytą wprost niepospolitym.

Jacek Baluch wielokrotnie to udowadniał: jako uczony i popularyzator, m.in. autor quasi-słownika Powiedz coś po czesku. Igraszki językowo-literackie, jako tłumacz…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Migawki z frontu