Nie mamy obiektywnej definicji ciszy, a jednak bywa ona przedmiotem poważnych sporów, potrafimy się jej domagać, zachowywać ją i łamać, a przynajmniej raz w ciągu doby przez odpowiednio długi czas potrzebujemy jej doświadczać, aby móc poprawnie funkcjonować. Wszyscy jesteśmy w praktyce użytkowniczkami i użytkownikami różnych rodzajów ciszy, a powiązana z wypoczynkiem i snem cisza nocna jest zagadnieniem o szczególnym znaczeniu dla każdej wspólnoty.
Środowisko ciszy
Trudno byłoby wskazać profesję lub dziedzinę wiedzy, w której kompetencjach mieściłoby się całościowo zagadnienie ciszy nocnej. Akustyka pozwoli zbadać poziom głośności poprzez pomiar ciśnienia akustycznego w określonym miejscu i czasie wyrażony w decybelach; prawo ogranicza się do zwięzłych formuł w kodeksach i sztuki ich interpretacji na potrzeby konkretnego sporu; architektki czy urbaniści mogą rozważać projektowanie przestrzeni mieszkalnych pod kątem tłumienia hałasów i ograniczenia emisji dźwiękowych zanieczyszczeń itd. Pełnej odpowiedzi nie udzieli też z pewnością ekologia akustyczna, z perspektywy której piszę te słowa – w jej ujęciu suma wszystkich dźwięków w danym otoczeniu stanowi rodzaj środowiska (pejzaż dźwiękowy, soundscape), które jest brzmieniowym odzwierciedleniem akcji podejmowanych przez wszystkie działające w jego obrębie osoby. Wyrosła na gruncie współczesnej teorii muzyki koncepcja pejzażu dźwiękowego przedstawia metaforycznie totalność otaczających nas brzmień jako rodzaj kompozycji lub też kolektywnej improwizacji, w której wszystkie źródła dźwięku są instrumentami, zaś odpowiedzialne za poszczególne odgłosy osoby są jednocześnie wykonawcami i kompozytorkami tej globalnej symfonii. To konkretne ujęcie w sposób szczególny podkreślałoby więc społeczny wymiar ciszy nocnej jako owocu skomplikowanych negocjacji i czynnej współpracy całej zbiorowości.
Wobec założeń klasycznej ekologii akustycznej pierwszym krokiem na drodze do ukształtowania lepszego i bardziej przyjaznego dla ucha pejzażu dźwiękowego jest edukacja, trening wyobraźni i wzrost świadomości społecznej w dziedzinie uważnego słuchania, rozumienia i odpowiedzialnego kształtowania odgłosów naszej codzienności. (Pisałem o tym w 737. numerze „Znaku” w tekście Pięć ćwiczeń z kształcenia słuchu). Stąd pomysł, by do zagadnienia ciszy nocnej podejść nie z perspektywy odgórnych regulaminów, nakazów i zakazów, a kładąc nacisk na znaczenie oddolnej organizacji stosunków sąsiedzkich w ramach zbiorowości współdzielącej określoną przestrzeń akustyczną. Jeśli potraktujemy ciszę nocną ekologicznie – jako rodzaj środowiska dźwiękowego – będziemy zmuszeni podać w wątpliwość proste sformułowania pokroju: „Cisza nocna obowiązuje od 22.00 do 6.00” (taki komunikat wywieszony jest na tablicy ogłoszeń w moim bloku). Bo czy powyższe oznaczałoby, że kwadrans po szóstej wypada mi puszczać w mieszkaniu symfonie Haydna na pełen regulator albo zacząć drążyć wiertarką dziury w ścianach? W pierwszej kolejności powinno się jednak zadać pytanie o granice przestrzeni, w których obowiązuje cisza, dalej o zamieszkujące je osoby, łączące je więzi społeczne, ich potrzeby i obyczaje, wreszcie, czym właściwie wyróżnia się interesujący nas „uśpiony” pejzaż dźwiękowy. Z perspektywy ekologii dźwięku granice danego obszaru definiowalibyśmy nie poprzez bariery administracyjne czy fizyczne, ale wyznaczając zasięg oddziaływania interesujących nas brzmień. Należy więc określić ramy przestrzeni akustycznej, którą współdzielimy z innymi, przemyśleć, jak daleko sięgają dźwięki, które produkujemy, i skąd dobiegają do nas odgłosy, które słyszymy.
Pomocna może być tu technologiczna metafora: wyobraźmy sobie zamieszkany obszar jako najeżony mikrofonami (uszami), rejestrującymi sygnały dźwiękowe dobiegające z różnych źródeł. Taka sieć powiązanych ze sobą „odbiorników” i „nadajników” składałaby się na sąsiedzką przestrzeń akustyczną. Trzeba zaznaczyć, że każda para uszu zlokalizowana w tej przestrzeni (w zależności od położenia i wyczulenia słuchu) odbierała będzie dane brzmienie jako cichsze lub głośniejsze. Następnie możemy przeanalizować pojawiające się w naszej sieci sygnały. Przeważająca większość z nich to neutralne brzmienia codzienności (np. kroki, odgłosy drzwi czy kanalizacji), inne gotowi jesteśmy z różnych powodów akceptować nawet pomimo ich uciążliwości (np. płacz niemowlęcia lub syrenę karetki pogotowia), tylko nieliczne hałasy zakwalifikujemy jako szkodliwe i uznamy za niedopuszczalne. Warto też wyróżnić nieoczywistą i wysoce subiektywną kategorię przyjemnych sąsiedzkich brzmień – od pewnego czasu ciszę nocną w moim mieszkaniu ubarwia co godzinę dobiegające z jednego z okolicznych mieszkań bicie zegara, naprawdę polubiłem ten dźwięk, czasami wprost go wyczekuję. Można by poprowadzić tę technologiczną metaforę dalej i wyobrazić sobie, że do rozmieszczonych w przestrzeni uszu-mikrofonów dołączone są lampki sygnalizujące stosunek danej osoby do odbieranych sygnałów akustycznych. W porze wypoczynku dźwięki neutralne świeciłyby na zielono, nieakceptowalne hałasy na czerwono, odgłosom akceptowanym mimo pewnego stopnia uciążliwości przyporządkujmy zaś światełko żółte. W poprawnie funkcjonującej społeczności wszyscy użytkownicy sieci dbaliby, aby ich zachowania dźwiękowe wywoływały tylko zielone (w wyjątkowych sytuacjach żółte) światełka u pozostałych.
W praktyce powyższy model prościej jest zrealizować na kempingu lub wśród podróżnych w bezprzedziałowym wagonie nocnego pociągu niż na poziomie wspólnoty mieszkaniowej lub osiedla. W pierwszej kolejności złożona akustyka przestrzeni architektonicznych sprawia, że trudno jest poprawnie oszacować, jak dane brzmienia roznoszą się w otoczeniu (mój sąsiad najprawdopodobniej nie wie, że słyszę jego zegar). Drugim problemem jest oczywiście to, że przewidując cudze reakcje, opieramy się na subiektywnej intuicji. Nie wiemy tak naprawdę, jak produkowane przez nas odgłosy oddziałują na osoby, z którymi współdzielimy ciszę nocną, i trudno jest się w tym względzie komunikować (mój sąsiad nie miał jak dotąd okazji dowiedzieć się, że uwielbiam bicie jego zegara). Ponadto wielu spośród najbardziej uciążliwych zakłóceń ciszy nocnej, takich jak hałas drogowy czy budowlany, nie produkują bynajmniej stali uczestnicy naszej wspólnoty akustycznej. Wreszcie w wielu miejscach przeplecenie przestrzeni o funkcji mieszkalnej z gastronomią, instytucjami kultury, turystyką, handlem czy lokalami usługowymi wywołuje poważne konflikty interesów między tymi, którzy chcą spokojnie spać, a tymi, którzy chcą zarabiać pieniądze lub prowadzić działalność kulturalną.
Im mniej zintegrowana jest nasza wspólnota akustyczna, tym łatwiej o konflikty. Podobne spory eskalują nieraz w trwające miesiącami wojny administracyjne, lawiny skarg i oficjalnych pism, ostatecznie sprawy sądowe. Zaburzanie ciszy nocnej jest formą symbolicznej przemocy i nie ma powodu bronić stron odpowiedzialnych za uciążliwe zakłócenia. Przynajmniej w części przypadków sposobem na załagodzenie konfliktów mogą być jednak negocjacje i serie umiejętnych ustępstw zmierzające do przywrócenia dobrosąsiedzkich relacji w sferze dźwięku.
Negocjowanie ciszy
Wyobraźmy sobie, że organizujemy otwarte spotkanie poświęcone tematyce ciszy nocnej dla mieszkańców bloku, grupy kamienic czy osiedla domów. Pomyślmy: jakie wypowiedzi mogłyby paść na takim zgromadzeniu? Jakimi obserwacjami podzieliliby się ze sobą sąsiedzi? Jakie kwestie mogłyby wzbudzać kontrowersje, a w jakich sprawach panowałaby jednomyślność? Czy są jakieś tematy, które sami chętnie byśmy poruszyli w takich okolicznościach? Rozmaite spotkania sąsiedzkie mogą być okazją do dyskusji na temat dźwięku, rozładowania napięć i uzgodnienia pojęć w tak delikatnej kwestii, jaką jest cisza nocna. Zapoznanie się z osobami, z którymi współdzielimy przestrzeń akustyczną, sprawia też, że – odwołując się do metafory sieci mikrofonów i światełek – dowiadujemy się, jakimi kolorami inni użytkownicy środowiska dźwiękowego reagują na poszczególne brzmienia.
Negocjowanie ciszy jest też procesem ściśle powiązanym ze stanem ogólnych relacji panujących w sąsiedztwie. Dobiegające nocą zza ściany głośne Sto latz nieznośnego hałasu może stać się wszak całkiem akceptowalne, jeśli tylko wiemy, że świętuje ktoś nam znany, z kim pozostajemy w poprawnych stosunkach, i nas o tym odpowiednio wcześnie uprzedzono. Na marginesie dodam tylko, że zwyczajowe życzenia bynajmniej nie stracą na znaczeniu, jeśli zostaną wyśpiewane w dynamice piano, przyciszonymi głosami (warto spróbować przy nadarzającej się okazji, efekt artystyczny jest absolutnie wzruszający). Jeśli decydujemy się na organizację spotkania towarzyskiego, wykonanie hałaśliwych prac czy remontu w miejscu zamieszkania, bezwzględnie powinniśmy poinformować o tym sąsiadów. Grzeczna zapowiedź przewidywanego złamania reguł ciszy nocnej może, paradoksalnie, pozytywnie wpłynąć na nasze stosunki z innymi mieszkańcami, stanowiąc dobry pretekst do krótkiej rozmowy. Organizując pierwszą w życiu parapetówkę, właśnie w ten sposób poznałem najbliższe sąsiedztwo. W autentyczne zdumienie wprawiła mnie wówczas dystyngowana starsza pani zamieszkująca piętro niżej, która, gdy usłyszała, z czym przychodzę, oświadczyła stanowczo, że jej to w ogóle nie przeszkadza,…