Jedyne, czego autorka Pustego lasunie potrafi sobie wyobrazić, to strachu – żydowskiego, łemkowskiego, cygańskiego. Tego strachu przed „wielkim, rosnącym tłumem ludzi z kilofami, szpadlami” (fala pogromu Żydów pod koniec XIX w.); strachu przed głodem, chorobami i śmiercią w pociągach towarowych, w zatęchłych kajutach statków, którymi wywożono przesiedlanych i którymi za chlebem emigrowali do Ameryki dawni mieszkańcy Wołowca, Glinika Średniego, Mariampolu, Pustego lasu. Ci, których już nie ma, a o których upomina się wspaniałe, zmysłowe pióro Sznajderman – ich „sąsiadki” od dwudziestu kilku lat mieszkającej w tym, jak pisze, „osieroconym krajobrazie”. Czyta…