Subskrybuj
Amerykański filozof, polityczny aktywista, intelektualista publiczny, wykładowca uniwersytetów Princeton, Harvard, Yale. Autor m.in.: Race Matters, Keeping Faith, The Future of American Progressivism (wspólnie z Roberto Ungerem), Democracy Matters

Być człowiekiem, być nowoczesnym, być Amerykaninem

Pozostaję chrześcijaninem przede wszystkim dlatego, że konkretny przykład miłości i współczucia Jezusa przedstawiony w Ewangelii tworzy najbardziej absurdalny i pociągający sposób bycia w naszym tragikomicznym świecie.

Gdy zbliżamy się do kresu tego upiornego stulecia, powinno nawiedzać nas niepokojące poczucie grozy i nadziei. Niczym na pełnym smutku pogrzebie kochanej osoby wspominamy okrutne okoliczności i heroiczną energię tych, którzy stanowią odtąd przysmak dla robactwa. Moja twórczość i moje życie zawsze rozwijały się w mrocznym cieniu śmierci, lęku i rozpaczy oraz na drodze do miłości, dialogu i demokracji. Przede wszystkim czuję się bluesmanem w świecie idei i jazzmanem w życiu umysłu – oddanym podtrzymywaniu migotliwego światła intelektualnej pokory, międzyludzkiego współczucia i społecznej nadziei w naszym barbarzyńskim stuleciu. W pierwszym rzędzie jestem dramaturgiem filozoficznych pojęć i historycznych narracji, uczestniczących w krwawych bitwach na tym padole łez, w bitwach, w których stawką jest nasze życie i śmierć.

Moja praca stanowi skromną próbę zrozumienia i odpowiedzi na ten gardłowy płacz, który wydobywa się z głębi duszy każdego z nas. W centrum mojej myśli znajdują się egzystencjalne poszukiwanie sensu i polityczna walka o wolność. Moje pisma koncentrują się na specyficznych, współczesnych sposobach zmagania się z konkretnymi i uniwersalnymi sprawami życia i śmierci, opresji i oporu, radości i smutku.

Jestem czechowowskim chrześcijaninem, głęboko oddanym demokracji.

Rozumiem przez to fakt, że obsesyjnie konfrontuję się z rozlewającym się złem nieuzasadnionego cierpienia i zbędnej społecznej nędzy w naszym świecie. I to, że jestem zdeterminowany, aby sięgać do intelektualnych i egzystencjalnych źródeł, które mogą zasilić naszą odwagę do bycia, do miłości, do walki o demokrację. Trzy powiązane ze sobą i podstawowe pytania motywują moje prace: Co znaczy być człowiekiem? Co znaczy być nowoczesnym? Co znaczy być Amerykaninem?

Być człowiekiem

Moje odwieczne zmaganie z tymi przytłaczającymi kwestiami, odbijające się w esejach zamieszczonych w tym tomie, jest zakorzenione w przerażającym doświadczeniu i stałej świadomości radykalnej przygodności i kruchości życia. Niezrównane dzieła Antona Czechowa – najlepszy korpus tekstów stworzony przez nowoczesnego artystę – uważam za najmądrzejszą i najgłębszą interpretację tego, z czym istoty ludzkie konfrontują się w swoich codziennych zmaganiach. Życzliwe, choć smutne, portrety blisko 8 tys. postaci z jego opowiadań i sztuk – porównywalne jedynie do różnorodności postaci u Szekspira – zapewniają niezbędną podstawę, odpowiednie tło dla jakiejkolwiek akceptowalnej wizji tego, co znaczy być człowiekiem. Jego autorytatywny opis zimnego kosmosu, obojętnej natury, druzgoczącego losu oraz okrutnych historii określających zdesperowanych, znudzonych, zdezorientowanych, ogarniętych lękiem, ale i głodnych miłości ludzi, którzy próbują przetrwać pomimo wszelkich przeciwności, brzmi dla mnie prawdziwie. Co więcej, inspiruje mnie jego odmowa ucieczki od bólu i nędzy życia, która dokonuje się przecież poprzez zanurzenie się w dogmaty, doktryny, marzenia czy też abstrakcyjne systemy, filozoficzne teodycee bądź polityczne utopie.

Mówiąc w skrócie: dostarcza wzorcowe utwory tragikomiczne, przedmiot rozlicznych interpretacji, służące poważnemu myśleniu i mądremu życiu. Jego sztuka niesie z sobą zarówno najinteligentniejszą refleksję, jak i opis ograniczeń tejże krytycznej refleksji w konfrontacji z naszą ziemską egzystencją. Jego przenikliwe wyczucie niespójności w naszym życiu jest ugruntowane w wielkim współczuciu dla każdego z nas. Czechow rozumie, czym kieruje się cynik, samemu nie popadając w cynizm. Docenia dziecięce fantazje sentymentalisty, samemu nie poddając się infantylności sentymentalizmu. Niczym najlepsi artyści bluesa i jazzu formułuje melancholijne, a zarazem meliorystyczne oskarżenia wobec naszej niedoli, bez ukrywania ran i bez obietnic trwałego zwycięstwa. Trzyma się codziennego życia zwykłych ludzi i oświetla nasze osobliwe zmagania, które toczymy z pozorem i rzeczywistością, mniemaniem i wiedzą, iluzją i prawdą – prawdą piękna, miłości i zbiorowej walki o dobre społeczeństwo.

Jak jego wielcy literaccy poprzednicy Sofokles i Szekspir oraz XX-wieczni następcy: Kafka i Beckett, Czechow prowadzi nas przez współczesne piekło z miłością i smutkiem, bez taniego współczucia bądź obietnicy ostatecznej radości.

Pozostaję chrześcijaninem – pomimo agnostycyzmu Czechowa – przede wszystkim dlatego, że konkretny przykład miłości i współczucia Jezusa przedstawiony w Ewangelii tworzy najbardziej absurdalny i pociągający sposób bycia w naszym tragikomicznym świecie. W ten sposób sytuuję się w tradycji sceptycznego chrześcijaństwa Montaigne’a, Pascala i Kierkegaarda – postaci dotkniętych (a często wręcz męczonych) przez nieuchronnego demona wątpliwości wpisanego w ich skromną wiarę. Ta tradycja łagodnie zachęca mnie do tego, abym pokochał moją drogę wiodącą przez absurd życia i mrok historii. Ich śmiała myśl i odważne życiowe świadectwo mają niewiele wspólnego z dużą częścią, a może większością, instytucjonalnego chrześcijaństwa i wszelkiej zorganizowanej religii. W rzeczywistości Erazm z Rotterdamu jest z jedną z niewielu wybitnych postaci chrześcijaństwa, które były przykładem takiej myśli i świadectwa, a jednocześnie pozostawały częścią Kościoła instytucjonalnego swojej epoki.

Zgodnie z moją koncepcją czechowowskiego chrześcijaństwa bycie człowiekiem oznacza postawienie na wyróżnionym miejscu śmierci i odwagi. Być człowiekiem znaczy cierpieć i drżeć, ale też z odwagą stawiać czoło nieuchronnej śmierci. Myśleć głęboko i mądrze żyć jako istota ludzka oznacza rozmyślać o śmierci i przygotowywać się na nią. Poszukiwanie ludzkiej mądrości wymaga od nas nauczenia się, jak umierać: najpierw w codziennej śmierci złych nawyków i okrutnych punktów widzenia, a w końcu w upadku naszych ziemskich, doczesnych ciał. Być człowiekiem na najgłębszym z możliwych poziomów to uczciwie mierzyć się z nieuniknionymi okolicznościami, które nas ograniczają, a jednocześnie mieć odwagę do pełnych współczucia zmagań o własną niepowtarzalną indywidualność i bardziej wolne i demokratyczne społeczeństwo. Ta odwaga zawiera ziarna żywej historii: pamięci, dojrzałości, doskonalenia, choć nie gwarantuje żadnych zbiorów. Dlatego też patrzę na to, co znaczy być człowiekiem, przede wszystkim z perspektywy egzystencjalnej, koncentrując się na konkretnych, pojedynczych osobach z krwi i kości, zmagających się z dramatycznymi okolicznościami śmierci, strachu, beznadziei, choroby i rozczarowania. Nie jestem jednak egzystencjalistą na wzór młodego Sartre’a, który ludzką egzystencję ujmował w systemowy sposób. Jestem czechowowskim chrześcijaninem, który oparł wszystko na radykalnym – a nie racjonalnym – wyborze i odwadze do miłości ustanowionej przez konkretnego palestyńskiego Żyda, noszącego imię Jezus, ukrzyżowanego przez ówczesną władzę, zdradzonego przez tchórzliwych towarzyszy, niezrozumianego przez zepsute i opierające się mu sfery kapłańskie, a jednocześnie zapamiętanego przez tych z nas, których owładnęła i uwiodła niemożliwa możliwość Jego miłości.

Czechowowskie chrześcijaństwo jest idosynkratyczne oraz ikonoklastyczne. Moje poczucie absurdalności i bezsensowności świata ma więcej wspólnego z gnostycyzmem Walentyna, Lurii czy Monoimosa niż z historycznie ukształtowaną religijną ortodoksją, ale inaczej niż oni zachowuje jednocześnie głęboki sens historii. Mój intelektualny rodowód to Schopenhauer, Tołstoj, Rilke, Melville, Lorca, Kafka, Celan, Beckett, Soyinka, O’Neill, Kazantzakis, Morrison i przede wszystkim Czechow (wszyscy oni są wielkimi dramatycznymi poetami śmierci, odwagi i współczucia) – bardziej niż większość teologów i filozofów. I powinienem dodać, że osiąga on najwyższy wyraz w muzyce takiej jak Requiem Brahmsa i album A Love Supreme Coltrane’a. Muzyka w swoich najlepszych odsłonach osiąga te szczyty, ponieważ stoi u podstaw naszego gardłowego płaczu i przekształca go. Wyraża wielki wysiłek człowieka, by poprzez najbardziej ulotną ze wszystkich sztuk pochwycić w czasie, którego więźniami jesteśmy, nasze najgłębsze namiętności i tęsknoty. Głęboka muzyka prowadzi nas – przekraczając język – do ciemnych korzeni naszego krzyku oraz niebiańskich uniesień naszej ciszy.

Być nowoczesnym

Być nowoczesnym oznacza mieć odwagę do korzystania z własnej krytycznej inteligencji, ażeby kwestionować i podważać dominujące autorytety, siły i hierarchie świata. Pomimo mojego wypływającego z czechowowskiego chrześcijaństwa rozumienia tego, co oznacza bycie człowiekiem – perspektywy, która przywołuje przednowoczesne biblijne narracje – jestem typowo nowoczesnym myślicielem w tym sensie, że snuję różne opowieści w sposób, który skutkuje nowymi formami badania i doświadczania siebie.

Być nowoczesnym to żyć niebezpiecznie i odważnie w obliczu bezlitosnej autokrytyki i nieuniknionego fallibilizmu, to porzucić arcyludzką pogoń za pewnością i niepodważalnością naszych doczesnych twierdzeń.

Jednak uleganie w takim kontekście dziecinnemu relatywizmowi spod znaku „wszystko jest dozwolone” lub „wszystkie poglądy są równie ważne” to przejaw tchórzostwa, a poddanie się masowemu sceptycyzmowi wyrażanemu w formule „prawda nie istnieje” to dla mnie przykład słabości woli i wyobraźni. Wyróżniającą cechą nowoczesności jest za to podążanie pełną niebezpieczeństw ścieżką dialogu, postawienie na dorodne, choć potencjalnie trujące owoce omylnych poszukiwań, które wymagają podjęcia komunikacji, ryzykownych dyskusji, a nawet zbudowania bliskich relacji. Istotą mojego rozumienia tego, co znaczy być nowoczesnym, jest dialog – wolne spotkanie umysłów, dusz i ciał, wchodzących w relacje z innymi, aby doświadczyć niepewności, rozchwiania i braku schronienia. To doświadczenie dialogu – relacji Ja–Ty z innym niepodlegającym naszej kontroli – może skutkować oszołomieniem, zawrotami głowy, dreszczami, które wyrwą nas z naszej przystani lub oderwą od naszej kotwicy. Ta całkowicie nowoczesna lekkość bycia wytworzona (przynajmniej w części) przez innowacje współczesnej nauki i technologii bądź improwizacje współczesnej muzyki i sztuki jest jednocześnie przerażająca i pociągająca. Utrata fundamentów i uzyskanie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czego szukamy w Kosmosie?