Mity, które się tu pojawiają, pochodzą z bardzo odległych tradycji. Jałochowska odrzuca chronologię, nie szufladkuje, a już na pewno daleka jest od oceniania i wartościowania. Stąd też nie ma problemu, żeby obok wyobrażeń chińskiego piekła pojawiły się hinduskie mity o stworzeniu świata czy baśnie cygańskie. Uczynienie dziewięcioletniego chłopca interlokutorem pozwala na zmianę optyki – zamiast (autorytarnej) książki dla dzieci otrzymujemy niesztampową opowieść o dziecięcym potencjale mitotwórczym. Figura dziecka – a warto zaznaczyć, że choć jawną inspiracją jest syn autorki Jędrek, to jednak mamy do czynienia z kreacją literacką – zmusza do porzucenia truizmów, o które tak łatwo w dorosłym…