Subskrybuj
Dr hab. nauk prawnych i dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, adiunkt w Katedrze Filozofii Prawa i Etyki Praktycznej na Wydziale Prawa i Administracji UJ. Stypendystka Fulbrighta, laureatka Nagrody „Polityki” dla młodych naukowców. Ostatnio opublikowała...

Zdecydowane „nie”

Zbiór poglądów przedstawiony przez Harariego sprowadza się do wniosku, iż żadnych sądów, włącznie z prezentowanymi przez niego, nie można uznać za prawdziwe, bo nasze myślenie, podejmowanie decyzji i nawet nasze „ja” są czystą fikcją.

„Jedną z najbardziej uderzających cech naszej kultury jest ogromna ilość wciskanego kitu” – tymi słowami Harry Frankfurt rozpoczyna swój słynny, napisany jeszcze w latach 80. XX w. esej. Przez „wciskanie kitu” amerykański filozof rozumie wypowiedzi, które są formułowane bez najmniejszej troski o prawdę. Zjawisko to jest groźniejsze niż kłamstwo, bo o ile zarówno kłamca, jak i człowiek prawdomówny odnoszą się do prawdy, o tyle komuś wciskającemu kit jest ona obojętna. Znosząc odwołanie do prawdy, odbiera się więc możliwość oceny wypowiedzi i prowadzenia polemiki.

Zjawisko to jest szczególnie istotne u autorów, którzy roszczą sobie pretensje do naukowości, mimo że – co samo w sobie nie jest przecież złe – jedynie naukę popularyzują. Ich reprezentantem jest bez wątpienia dobrze znany także w Polsce Yuval Noah Harari. Po lekturze jego książek mam wrażenie, że obcuję z autorem tej samej kategorii co krytykowani przez Gilberta K. Chestertona na początku ubiegłego stulecia materialiści. Zdaniem Chestertona w przypadku podobnych publikacji mamy do czynienia z „połączeniem ekspansywnego i wyczerpującego rozumowania z zanikiem zdrowego rozsądku”. Autorzy tacy jak Harari – mówiąc słowami Chestertona – „przyjmują jedno naciągane wyjaśnienie i naciągają je, ile się tylko da”.

Przystępowałam do napisania tego tekstu, by przeanalizować to, co Harari pisze nt. sekularyzacji, transhumanizmu i koncepcji szczęścia, ale po chwili namysłu postanowiłam zatrzymać się na poziomie bardziej zasadniczym, bo już w kwestiach ogólnych jego wizja wydała mi się pełna absurdów. Schodzenie na poziom szczegółu, gdy ogólne założenia są nie do przyjęcia, nie ma w moim przekonaniu sensu.

Używając określenia Charlesa Taylora, można powiedzieć, iż każdy z nas żyje w pewnym horyzoncie znaczeń, który określa naszą moralną topografię (ustala, co ma dla nas znaczenie większe, a co mniejsze i do czego warto dążyć). Patrzymy na świat przez pryzmat światopoglądu, więc powinien on dawać nam możliwie najlepszą interpretację naszych doświadczeń, umożliwiającą samozrozumienie. Zbiór poglądów przedstawiony przez Harariego sprowadza się do tego, iż żadnych sądów, włącznie z prezentowanymi przez niego, nie można uznać za prawdziwe, bo nasze myślenie, podejmowanie decyzji i nawet nasze „ja” są czystą fikcją (ubocznym efektem ewolucji, utrudniającym, a nie ułatwiającym przetrwanie). To twierdzenia samoobalające się: jeśli wszystkie poglądy mają charakter fikcji, to nie ma powodu, by przyjmować to, co głosi sam Harari. Jak słusznie zauważył Chesterton, ten, kto twierdzi, że jego myśl jest przypadkowym produktem ukształtowanej przez ewolucję biochemii mózgu, dyskredytuje wszystkie własne myśli.

***

Harari rozważa w Homo deus różne koncepcje szczęścia, by ostatecznie unieważnić samą jego ideę, sprowadzając szczęście do doznań cielesnych:

„Nikt nie cierpi dlatego, że stracił pracę, że się rozwiódł albo że jego kraj przystąpił do wojny. Jedynym czynnikiem, który sprawia, że człowiek jest nieszczęśliwy, są nieprzyjemne doznania w jego ciele”. Abstrahując od tego, iż autor myli przyczynę ze skutkiem, to jeśli jedynym, co ludzi uszczęśliwia, byłyby przyjemne doznania ciała, to życie narkomana na wiecznym haju byłoby ideałem szczęścia. Do problemu tego – znanego co najmniej od Sokratesa – nawiązał także Robert Nozick w słynnej pracy Anarchia, państwo, utopia. Odnoszę się tu do jego eksperymentu myślowego z „maszyną przeżyć”, dzięki której „arcyzwodziciele neuropsychologii” stymulowali mózg człowieka tak, by myślał i czuł, że pisze wielką powieść lub zakochuje się. Nozick, będący rzecznikiem liberalizmu, twierdził, że nikt nie chciałby spędzić życia w laboratoryjnej wannie, bo chcemy robić pewne rzeczy, a nie jedynie ich doznawać. Sztuczne doznania różnią się od autentycznych przeżyć tym, że tylko te drugie są rezultatem naszego intencjonalnego i wolnego działania. Wolność zakłada zaś nie tylko możliwość realizacji pragnień, ale przede wszystkim możliwość ich kształtowania, czyli „wolność pragnienia tego, czego chce się pragnąć”, jak pisał z kolei Frankfurt. Harari z jednej strony zdaje sobie sprawę, że tradycja filozoficzna poświęciła różnym koncepcjom szczęścia dużo miejsca, ale z drugiej, wpisując się w silnie redukcjonistyczny nurt współczesnego naturalizmu, przyjmuje, że nauka problem szczęścia już „rozwiązała”, więc koncepcje te można pominąć. *** Harari odrzuca…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Harari. Czy możemy mu zaufać?