Szczerze mówiąc, jestem zdumiony, że o sprawie Jeana Vaniera jak dotąd piszą w Polsce jedynie publicyści. Że milczą na jej temat teologowie. Że nabrali wody w usta biskupi. A przecież raport ogłoszony przez liderów L’Arche wstrząsnął wiarą wielu chrześcijan na całym świecie, wywołał szok, stał się dla ludzi przyczyną zwątpienia i utraty zaufania do autorytetów. Trudno się temu dziwić. Wszak dotyczy on człowieka do tej pory przez niemal wszystkich uważanego za „jednego z najważniejszych proroków współczesności” i (być może ostatniego?) „sprawiedliwego w Sodomie”. Za wiarygodnego świadka Ewangelii, przypominającego światu, że ubodzy i zranieni są – powinni być! – w samym sercu Kościoła.
Cóż, jeszcze za jego życia uważaliśmy go za świętego, „sól ziemi”, „dobre drzewo”, które rozpoznawaliśmy po owocach, a on tymczasem…
I nie chodzi tylko o to, że Vanier został zdemaskowany jako kłamca prowadzący podwójne życie. Sprawa jest dużo poważniejsza. Jak bowiem w liście do członków „Arki” napisał bp Gérard Daucourt, Vanier „naruszył wolność i integralność wielu kobiet. Wykorzystał je w ramach towarzyszenia duchowego”. To oznacza, że ludzie, którzy mu zaufali, stali się dlań przedmiotem manipulacji. A Bóg, o którym potrafił tak pięknie mówić, w tych konkretnych sytuacjach stał się dla niego pretekstem do zaspokojenia pożądań.
Moim zdaniem ma rację Tomasz Terlikowski, kiedy pisze, że „istotą problemu z Jeanem Vanierem (…) wcale nie jest seks ani nadużycia seksualne, ale władza, i to władza duchowa”. I tę właśnie kwestię – wykorzystywania Boga i religii do rozciągania władzy nad drugim człowiekiem i jego sumieniem – musi dziś dogłębnie i na nowo przemyśleć Kościół.
To dotyczy zresztą nie tylko sprawy Vaniera, ale także relacji Kościoła do polityki oraz jego stosunku do wszelkiej inności. Przypomniał o tym niedawno abp Grzegorz Ryś, cytując słowa byłego generała dominikanów o. Timothy’ego Radcliffe’a: „Walka z różnorodnością nigdy nie jest walką o prawdę, jest zawsze walką o władzę”.
Przeciwstawianie się bezczeszczeniu Boga poprzez łączenie Go z władzą, jaką niektórzy chcieliby sprawować nad ludźmi, wymaga, w moim przekonaniu, powrotu do podstaw. Do Dekalogu. A zwłaszcza do II…