Moje pierwsze spotkanie z twórczością Anne Carson miało miejsce pięć lat temu. Znudzony tym, co oferowała polska eseistyka, zacząłem szukać czegoś nowatorskiego w literaturze światowej. Natknąłem się, zupełnie przez przypadek, na jej esej Decreation (Dekreacja) z tomu pod tym samym tytułem – i się zachwyciłem. Kanadyjska pisarka olśniewająco łączy w tym eseju biografie i teksty trzech kobiet: antycznej poetki Safony, średniowiecznej mistyczki Małgorzaty Porete oraz XX-wiecznej filozofki Simone Weil. Całość koncentruje się na ich miłosnej relacji z Bogiem (lub bogiem), wątek dominujący stanowi zaś zazdrość. Jak się okazało, esej uzupełnia opera, za sprawą której Carson przeniosła wysoce teoretyczny tekst w zupełnie inną sferę, rozpisała go na głosy i podporządkowała zaawansowanemu poetyckiemu eksperymentowi. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak innowacyjnym rozwiązaniem w literaturze.
Słowo „innowacyjność” trafnie zresztą określa twórczość Anne Carson, która z każdą kolejną książką łączy światy – wydaje się – nieprzystające, wprowadza nowe rozwiązania formalne, tworzy gatunki literackie.
Harold Bloom, słynny amerykański krytyk literacki, stwierdził, że „niemal nic w książkach [Carson] nie powinno działać, ale ona sprawia, że działa” i określił ją mianem „pisarki mądrości”. Nie był w tym zresztą osamotniony – książki tej autorki znalazły uznanie wśród najważniejszych współczesnych pisarek i pisarzy, m.in. Susan Sontag, Michaela Ondaatje, Jorie Graham czy Alice Munro.
*
Anne Carson debiutowała w wieku 42 lat. Jej pierwsza literacka książka, Short talks (Krótkie mowy), zawiera kilkadziesiąt próz poetyckich napisanych w sposób erudycyjny i inteligentny, językiem niezwykle klarownym i melodyjnym. Każdy z tekstów stanowi krótki wykład, a nawet traktat, przykładowo: O rektyfikacji poświęcone jest planowanemu małżeństwu Franza Kafki z Felicją Bauer, O uśpionych kamieniach dotyczy Camille Claudel, zaś O rzeczach ważnych i pomniejszych przedstawia owe rzeczy następująco (wszystkie fragmenty książek podaję we własnym przekładzie): „Do rzeczy ważnych zaliczyć trzeba wiatr, zło, dobrego konia bojowego, zaimki, miłość niewyczerpaną, sposób, w jaki ludzie obierają króla. Do rzeczy pomniejszych należy dodać kurz, nazwy szkół filozoficznych, poczucie humoru i brak humoru, odmierzany prawidłowo czas. Ostatecznie więcej jest rzeczy ważnych niż rzeczy pomniejszych, choć więcej jest rzeczy pomniejszych aniżeli rzeczy, które tu zapisałam, jakkolwiek przygnębiające byłoby wymienianie ich wszystkich. Kiedy myślę o tobie, gdy to czytasz, nie chcę cię mieć za więźnia, odgrodzonego od życia drutem i zbrojonym szkłem, niby jakaś Elektra”
Carson będzie regularnie powracać do tych próz, czy to korzystając z tej formy w kolejnych książkach, czy to rozpoczynając nimi kolejne spotkania, w których niezmiennie biorą udział tłumy czytelniczek i czytelników. W tych prozach swobodnie połączy akademicki wykład z poezją, ścisłość myślenia z metaforycznym przekazem, notatki czytelniczki z osobistym doświadczeniem. Tak zrobi m.in. w wydanym 20 lat później, rozpisanym na 59 paragrafów pamflecie na Marcela Prousta, w którym skoncentruje się na postaci Albertyny z W poszukiwaniu straconego czasu. Umieści tam komentarz zatytułowany O teorii snów: „Od czasu Heraklita filozoficznym cliché jest twierdzenie, jakoby istoty ludzkie były na ogół lunatykami. To znaczy, że większość ludzi, jak mówi Heraklit, spędza swoje życie we śnie. Jedynie szczególny typ człowieka, czyli pewien typ myśliciela, czyli Heraklit, jest w pełni przebudzony i czujny. Nie takie jednak rozróżnienie chce poczynić Proust. Budzi się zapomniany przez rzeczy minione. Na nie tym co trzeba brzegu, ze złamanym sercem. Leży zdumiony, po czym wstaje, żeby napisać list. Drogi Heraklicie, pisze Proust, teoria jest dobra, nie chroni jednak rzeczy przed życiem”.
Twórczość Anne Carson uchodzi za wymagającą, zwłaszcza jeśli chodzi o znajomość filozofii i literatury (zwłaszcza antycznej). Książki kanadyjskiej autorki mają jednak jedną zasadniczą zaletę – świetnie się je czyta. Niech za przykład posłuży wydana w 1998 r. powieść wierszem Autobiography of Red (Autobiografia czerwonego), która pod względem konstrukcji i intertekstualnych gier jest skomplikowana, a zarazem operuje klarownym i obrazowym językiem. Carson korzysta w tej książce z pochodzącego z III w. p.n.e. poematu Gerioneida poety Stezychora, żeby opowiedzieć w niej wielowymiarową historię o miłości i poszukiwaniu samego siebie. Całość podzielona jest na siedem odrębnych gatunkowo części. Otwiera ją esej poświęcony Stezychorowi i jego umiejętności posługiwania się przymiotnikami (to dzięki nim potrafimy określać wyjątkowość rzeczy). Dalej pojawiają się tłumaczenia zachowanych fragmentów poematu, następnie próba wyjaśnienia – na modłę arcylogicznych tekstów Ludwiga Wittgensteina –legendy o oślepieniu antycznego poety przez Helenę Trojańską oraz fikcyjny wywiad ze starożytnym twórcą. Główna i najdłuższa część książki składa się z 47 wierszowanych rozdziałów poświęconych homoseksualnej historii miłosnej między Gerionem (skrzydlatym potworem) a Heraklesem (herosem). Carson dokonuje rzeczy niebywałej, mianowicie przepisuje tragiczny mit o zwycięstwie kultury nad potwornością w poruszającą opowieść o zawiedzionej miłości. Poniżej fragment 23. rozdziału:
„Na dole w salonie wszystko stało nieporuszone. Zasłony zaciągnięte, krzesła uśpione.
Wielkie kłęby ciszy wypełniały powietrze.
Rozejrzał się za psem i wtedy zdał sobie sprawę że od lat nie mają już psa. Zegar
w kuchni wybił kwadrans na szóstą.
Stał wpatrując się w zegar, bez mrugnięcia dopóki duża wskazówka nie spadła
na następną minutę. Minęły lata
zanim oczy nabiegły mu łzami i tysiąc myśli opadło jego umysł – Jeśli świat skończy się teraz będę wolny i
Jeśli świat skończy się teraz nikt nie zobaczy mojej autobiografii – w końcu spadła. Dostrzegł w błysku dom Heraklesa zatopiony we śnie i zaraz o nim zapomniał. Wyjął puszkę z kawą, odkręcił kran i zaczął płakać. Na zewnątrz natura napawała się chwilą nieskrępowanej niczym potęgi. Wiatr pędził po ziemi jak morze i walił w załomy budynków, kubły na śmieci pomknęły ulicą za nimi ich dusze. Przesunęły się olbrzymie słupy deszczu otwarte na przebłysk światła i zawarte na powrót tak, że zegar kuchenny zaczął bić jak szalony. Gdzieś trzasnęły drzwi. Liście…