Małgorzata Lebda w miesięczniku odpowiada na pytania z krótkiego kwestionariusza:
Czego szuka Pani w literaturze?
Olśnień, zachwytu, piękna, pragnienia,odpowiedzi, ale też pytań,wątpliwości, napięć, brudu życia. Szukam pracy w języku, która potrafi zredefiniować moje nawyki zarówno pisarskie, jak i czytelnicze. Szukam fragmentów jak te z Inger Christensen: „antonówki istnieją, antonówki istnieją”, czy z Michaela Ondaatje’ego: „Całuję brzuch / całuję twoją pokrytą bliznami/ łódkę skóry. Płynęłaś /z nurtem historii / i ją weźmiesz ze sobą // Brzuch każdego z nas / całowały usta/obce drugiej osobie // co do mnie / błogosławię każdemu / kto ucałował cię właśnie tutaj”, i jeszcze z Tomasa Tranströmera: „(…) Bałtyk szumi także na środku wyspy, w głębi lasu człowiek jest / na pełnym morzu (…)”. Mogłabym tak bez końca.
W jaki sposób Pani pracuje?Z każdym rokiem w sposób coraz bardziej planowy. Nie potrzebuję do tego laboratoryjnych warunków, najlepiej – a może słowo „najprzyjemniej” jest właściwsze – pracuje mi się blisko natury. Lubię też mieć w zasięgu głosu bliską mi osobę. Warunkiem koniecznym jest dla mnie głowa pozbawiona wielkich obowiązków, stan idealny to brak…