Subskrybuj
Pisarz i fotograf. Autor cykli reporterskich oraz książek tłumaczonych na angielski, niemiecki, rosyjski i węgierski. Współtwórca festiwalu literackiego MiedziankaFest. Razem z Julią Fiedorczuk założył Szkołę Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu. Ostatnio opublikował Dwunaste: Nie myśl, że...

W ślad za Bułhakiem

Krajobraz – pisał jeszcze przed wojną – czyli widomość lądu i wody, zespół składników topograficznych, poziomy płaszczyzn, kontury wzgórz, pojemność dali, wszystko, co się składa na oblicze ziemi i wyraża się przestrzenią, linią, zarysem, barwą, światłem, atmosferą, wszystko to wywiera na człowieka wpływ głęboki i nieustanny.

Droga delikatnie faluje, nie ma piachu, rower aż rwie do przodu. Właśnie dlatego z Mrągowa do Rynu wolę jeździć przez Kosewo i Użranki. Tak jest wolniej niż pięćdziesiątką dziewiątką, ale bezpieczniej i ładniej. W Notyście Wielkim można odbić kawałek na południe i z wysokiej skarpy popatrzeć na Tałty. Ale nie trzeba, można po prostu mocniej depnąć za wsią i po chwili być już pod ryńskim zamkiem.

Często tam jeżdżę, żeby wyobrażać sobie, jak Jan Bułhak staje na szczycie wzniesienia, spogląda w głąb widoku i próbuje dociec, skąd będzie najlepsze ujęcie. Za nim podąża syn Janusz, z drewnianym statywem na ramieniu, objuczony torbami, zasapany, nieco zmęczony i obojętny na to, co dookoła (gdy tylko Bułhak umarł Janusz od razu rzucił fotografię i zajął się ukochaną muzyką). Jan idzie dziarsko, zatrzymuje się co kilka kroków, węszy. W końcu daje znak. Będzie fotografował.

Fot. Filip Springer

Tak to sobie wymyślam, stojąc na skraju niecki Jeziora Ryńskiego i próbując odnaleźć miejsce, z którego Bułhak sfotografował je 70 lat wcześniej. Wiem, że to beznadziejne zadanie, ale nie umiem się powstrzymać. Na tamtym zdjęciu widać ołowianą taflę jeziora, pola schodzące aż na sam jego brzeg i kilka obłoków na niebie. Pusto tam jest, słonecznie, bezludnie. Sielsko. Teraz to wszystko wygląda zupełnie inaczej. Szukam tego bułhakowego ujęcia, bo chcę, żeby jednak było tu tak jak wtedy. Od tego, co jest teraz trochę bolą oczy.

###banner###

Bułhak przyjechał tu w II poł. lat 40. Jeździł wtedy głównie po ziemiach zachodnich i północnych, tych, które włączono do Polski w 1945. Fotografował na zlecenie kilku ministerstw, ale też dla Instytutu Ziem Zachodnich. Jeszcze przed wojną wypracował swój sposób studiowania krajobrazu i fotografowania go.
„Krajobraz – czytam w jednej z jego książek – czyli widomość lądu i wody, zespół składników topograficznych, poziomy płaszczyzn, kontury wzgórz, pojemność dali, wszystko, co się składa na oblicze ziemi i wyraża się przestrzenią, linią, zarysem, barwą, światłem, atmosferą, wszystko to wywiera na człowieka wpływ głęboki i nieustanny. Najsilniejszy jest ten wpływ w dzieciństwie, kiedy wrażenia zapisują się w duszy rylcem szczególnie ostrym i pozostają w niej na całe życie jako złoża niewidzialne, często nieuświadomione, jako węzły subtelne a mocne, tworzące podstawy pojęcia ojczyzna. Krajobraz ojczysty ma zatem oblicze własne, wytworzone przez fakt istnienia ziemi i trwania na niej ludzi przez mnogie stulecia. Te rysy twarzy ojczyzny są liczne, wymowne i wieczne, mimo ich ustawicznej zmienności, jak twarz osoby ukochanej, której wspomnienie przechowuje rodzina w pamiątkowych wizerunkach”.

Tak pisał w latach 30.

Ale potem przyszła wojna i rok 1944. Wileńska kamienica, w której mieściły się jego pracownia i mieszkanie, spłonęła. Wraz z nią całe fotograficzne archiwum. 10 tys. szklanych klisz z widokami II Rzeczpospolitej – od morza do Tatr. Czasem próbuję sobie wyobrazić i tę chwilę – gdy stoi przed płonącym budynkiem i patrzy, jak dorobek 30 lat życia ulatuje pod niebo. Rok później opuścił Wilno, przyjechał do Warszawy i niemal od razu zaczął fotografować jej ruiny. A później ruszył w Polskę i jeździł po niej razem z synem aż do śmierci w 1950 r.

Fot. Filip Springer

To jego ówczesne fotografowanie miało konkretny cel. Miał spolszczać tzw. Ziemie Odzyskane przy pomocy aparatu. Dlatego unikał tematów, które mogłyby to działanie osłabiać.

Jeśli ujęcia miast, to raczej w ruinach, żeby pokazać cośmy po tych Niemcach zastali. Żadnych fabryk, dworców, reprezentacyjnych gmachów – niczego, co by świadczyło o tym, że przynajmniej część tych ziem była doskonale rozwinięta. Gotyku unikał jak ognia. Jeśli fotografował kościoły, to najlepiej romańskie. W sztuce wyszukiwał motywów odwołujących się do wątków piastowskich, od biedy jagiellońskich. Nawet jeśliby to miała być sztuka sakralna. Preferowane tematy to wieś i pejzaż wiejski. Musiał się więc nauczyć pewne rzeczy pomijać. W Mikołajkach zaczynam rozumieć, że uczę się od niego właściwie tego samego. Jadąc tu z Rynu, muszę przejechać przez cały ciąg miejsc pohańbionych. Pensjonat na pensjonacie, jeden ośrodek wczasowy przechodzi płynnie w drugi….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką