Subskrybuj
Pisarka, poetka, tłumaczka, wykładowczyni w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Wydała sześć tomów wierszy, dwa zbiory opowiadań i dwie powieści, w tym nominowaną do nagrody Nike Nieważkość. Jest popularyzatorką ekopoetyki i członkinią ASLE (Association for the...

Jeż na autostradzie: Gerardo Beltrán

Wiersz to maszynka zrobiona ze słów” – napisał kiedyś William Carlos Williams. Ta chwytliwa definicja zdaje się wybijać na pierwszy plan kilka interesujących z naszego punktu widzenia kwestii.

Po pierwsze, przypomina o z pozoru tylko oczywistym fakcie, iż jedynym budulcem poezji są słowa, które poeta układa na kartce papieru nie inaczej niż malarz komponujący obrazy z barw. Po drugie, podkreśla dynamiczny charakter procesów zachodzących pomiędzy słowami. Wiersz nie jest statyczną, zamkniętą całością, tylko „maszynką” (a little machine), systemem składającym się z wzajemnie na siebie oddziałujących elementów. Chociaż Williams formułował swoją poetykę w pierwszych dekadach XX w., kiedy fascynacja postępem technologicznym i wynikającym z niego nowym tempem życia była częścią Zeitgeistu, to jednak zdrobnienie wprowadza dystans wobec dominujących narracji: „maszynka” to nie to samo co maszyna, to raczej zabawka, czyli coś nie do końca poważnego, a mimo to – twórczego.

Wyżej wymienione cechy awangardowej poetyki autora Patersonamożna odnieść do twórczości Gerarda Beltrána, meksykańskiego poety i tłumacza m.in. literatury polskiej, skupionej na słowach i ich światotwórczej mocy (lub niemocy). W jego wierszach często daje się odczuć silny wpływ kabały, czerpią one swoją energię z oddziaływań zachodzących pomiędzy słowami ułożonymi na stronie w określonym, bardzo precyzyjnym porządku, który jednak nie wyklucza zabawy, jak w prezentowanym tu wierszu, gdzie sprawczość słów podlega daleko idącej animizacji. Słowa i litery często bywają u Beltrána porównywane do cząstek elementarnych, stanowią budulec wszechświata, aspekt jego materii, wchodzą w nieoczekiwane związki, bawią się możliwościami. ###banner### Ale temu przekonaniu o twórczym potencjale języka towarzyszy cień. Często jest to obawa, że jakiejś fundamentalnej ludzkiej sprawy nie da się jednak wyrazić, że doświadczenie bezpowrotnie umyka, tonąc w czasie i ciszy, jak wesołe miasteczko, w którym kiedyś roiło się od ludzi, zapewne rozbawionych, a teraz jest pustka. Co ciekawe, pustka nie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kościół bez Jezusa?