How to Look Natural in Photos to jedna z najważniejszych książek fotograficznych powstałych w ostatnich latach. Beata Bartecka i Łukasz Rusznica wykorzystali w niej zdjęcia pochodzące z archiwów PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa, przechowywanych dziś w zbiorach Instytutu Pamięci Narodowej. Stworzyli z nich wizualną opowieść o tym, jak system totalitarny wykorzystywał fotografię. Jest to także opowieść poprzez zdjęcia o Polsce Ludowej, odmienna od tej, która dominuje dziś w oficjalnym przekazie IPN-u.
Fotografie na służbie
Dla Służby Bezpieczeństwa fotografie były jednym z narzędzi „rozpracowywania” osób – przypomina Tomasz Stempowski, historyk pracujący w IPN-ie, w artykule zamieszczonym w zbiorze. Jego tekst – o znamiennym tytule Fotografie na służbie – wprowadza niezbędny, historyczny kontekst do zdjęć zebranych przez Bartecką i Rusznicę.
Na potrzeby Urzędu Bezpieczeństwa, a następnie od 1956 r. Służby Bezpieczeństwa, podkreśla Tomasz Stempowski, nieustannie i w bardzo różnych celach fotografowano. Wiele mówią same typy fotografii pojawiające się w rozdziałach jego tekstu: sygnalityczne, operacyjne, „z punktów zakrytych”, „z modeli fotograficznych”, robione „pod legendą”, a nawet fotografie-trofea, na których przedstawiono tych, którzy wystąpili przeciw władzy ludowej. Podobnie zaskakująca jest liczba rodzajów aparatów wykorzystywanych przez SB, nie mówiąc już o liczbie zdjęć wykonanych przez tę służbę. Do dziś zresztą nie dokonano pełnych szacunków, ale Biuro „B” MSW, które zajmowało się obserwacją operacyjną osób i obiektów, tylko w 1966 r. wykonało ponad 51 tys. zdjęć, a wydziały „B” komend wojewódzkich MO prawie 39 tys. Natomiast w warszawskim archiwum IPN-u zachowało się ponad 680 tys. negatywów zdjęć osób wchodzących i wychodzących z punktów obserwowanych przez służby.
Skala tych fotograficznych zasobów, zachowanych przecież tylko częściowo, jest ogromna. Jednak, co najważniejsze, „obrazy wielu banalnych sytuacji zarejestrowanych przez SB nie mówią nic o tym, czym naprawdę były te zdjęcia – podkreśla Stempowski. – Dla nieuprzedzonego widza to po prostu pejzaże, portrety czy fotografie reporterskie. Niektóre mogą wydawać się absurdalne lub zabawne, budzić zdumienie i śmiech”.
###banner###
W 2014 r. we wrocławskiej galerii Miejsce przy Miejscu miała miejsce wystawa Jak fotografować?. Rusznica (we współpracy z Bartecką i Hubertem Kielanen) po raz pierwszy pokazał zdjęcia z archiwum IPN-u. Później z Bartecką zaczęli wybierać zdjęcia do publikacji. Ostatecznie z wyjściowego, obszernego zbioru ok. 3 tys. fotografii w How to Look Natural in Photos znalazło się ok. 150. Starannie zreprodukowanych, ale niepoddanych żadnym przeróbkom, retuszom, dodatkowemu kadrowaniu ani innym artystycznym zabiegom, których celem miałoby być dodanie im „artystycznej atrakcyjności”.
Sama książka została bardzo pieczołowicie wydana – jej projekt przygotowała Joanna Jopkiewicz z Grupy Projektor. Twarda, elegancka oprawa, z fragmentem zdjęcia i oszczędnym geometrycznym wytłoczonym wzorem sprawia, że praca może wydawać się wysmakowanym fotobookiem.
Pułapka na widza
Większość książki wypełniają zdjęcia. Czarno-białe zazwyczaj, kolorowych jest tu niewiele. Układają się one w wizualną, pełną meandrów opowieść. Na jednym ze zdjęć otwierających książkę chłopiec siedzi na krześle, w tle piętrzą się puste skrzynki po coca-coli. Na kolejnych są: pancerna szafa z wyważonymi drzwiami oraz trzy osoby sfotografowane na dworcowym peronie. Widzimy PRL-owski świat w pojedynczych, pozornie niezwiązanych ze sobą odsłonach. Niektóre fotografie są dramatyczne: spalone samochody, młodzi, bezwładni mężczyźni podtrzymywani przed upadkiem na ziemię czy zwłoki wrzucone do drewnianego wozu. Ale są też inne, czasami zabawne, a nawet groteskowe, jak powtarzające się ujęcia ćwiczących milicjantów z zakreślonymi na kolorowo linami do kadrowania, jakby ktoś próbował dobrać najlepsze ujęcie.
W wyborze Barteckiej i Rusznicy znalazły się bezludne pejzaże i zdjęcia pustych pokoi. Ujęcia banalne, nieudane, ale też uwodzące swym pięknem, jak młodej dziewczyny w świetle padającym z niewielkiego, zakratowanego okna, czy fotografia czterech orzechów, przypominająca swą oszczędnością i prostotą formy minimalistyczne studia wielkich fotografów I poł. XX w. Karla Blossfeldta czy Alberta Rengera-Patzscha.
W tej wizualnej opowieści zaburzeniu uległy czas i przestrzeń. Nie ma tu zdjęć powszechnie znanych osób ani rozpoznawanych miejsc. Tylko czasami, przyglądając się szczegółom, jak kroje ubrań czy modele samochodów, można się domyślić, czy jesteśmy w czasach…