Pan Stefan powtarza: odpoczynek polega na zmianie rodzaju pracy.
Pierwszy raz usłyszałem te słowa z ust szefa Fundacji Kultury Chrześcijańskiej Znak, kiedy skończył 80 lat. Któregoś dnia zapowiedział, że udaje się na tygodniowy urlop. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że „urlop” jest w jego ustach tylko figurą retoryczną. Spotkaliśmy się ponownie już po kilku dniach. Wyglądał na bardziej zmęczonego niż poprzednio. Oczywiście zamiast odpocząć, zajął się nowymi, a jakże – pilnymi i ważnymi sprawami.
Takich spraw Pan Stefan – jak mówią o nim ci, którzy go znają – ma na głowie mnóstwo. Jego życiorys świadczy o tym jasno: wieloletni naczelny miesięcznika „Znak”, członek założyciel Klubów Inteligencji Katolickiej w Warszawie i Krakowie, członek Papieskiej Rady ds. Świeckich, wiceprzewodniczący Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, a także Polskiego Komitetu ds. UNESCO oraz Krajowej Rady Katolików Świeckich…
Wyliczać można dalej, ale i tak będzie to tylko szczyt góry lodowej. Dlatego że Pan Stefan uznaje za swoje wszystkie troski tego świata. A wobec nich nie można pozostać obojętnym ani zwlekać. Nawet gdy ma się, jak on, 90 lat. Na przykład teraz Stefan Wilkanowicz jest całkowicie pochłonięty popularyzacją pontyfikatu Franciszka i wciąż kursuje pomiędzy swoim mieszkaniem a siedzibą Fundacji, by nie tracić kontaktu nie tylko z pracą, ale też z ludźmi.
Medytacja: stworzenie świata
Tajemnica miłości Boga – dlaczego stworzył świat?
Tajemnica świata.
Poznawanie go – zadanie.
W duchu tajemnicy – pokornie.
We współpracy z innymi.
Z miłością.
Pan Stefan powtarza: chrześcijanin to człowiek osobiście związany z Jezusem.
Tę definicję wiary, którą jak mantrę wypowiadają Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek, Stefan Wilkanowicz usłyszał już w roku 1946 z ust ks. Władysława Lewandowicza. To ta definicja zaważyła na tym, kim jest – człowiekiem naśladującym Jezusa: aktywnym w życiu publicznym, społecznym i kościelnym, ale też dbającym o rozwój duchowy, choćby przez poranną lekturę i rozważania czytań liturgicznych oraz wieczorny rachunek sumienia; codziennie.
Ówczesny student, warszawiak urodzony 3 stycznia 1924 r., stał się z biegiem czasu jedną z ważniejszych postaci polskiego życia publicznego, zwłaszcza w kontekście Kościoła i szeroko pojętego dialogu. Kiedy w minionym roku odbierał z rąk prezydenta Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, składane mu przez przyjaciół gratulacje zbywał krótkim: „Nie ma co przesadzać”. Jednak sama tylko świadomość, że to właściwy czas, by wysokie państwowe odznaczenie trafiło do zasłużonego społecznika i utalentowanego mediatora, wynika choćby tylko z faktu, że to dzięki mądrości Stefana Wilkanowicza Tadeusz Mazowiecki mógł przygotować tekst preambuły do polskiej konstytucji – rozwiązanie wyjątkowe i wzorcowe dla wszystkich szukających wspólnej drogi do wyrażenia jednego fundamentu wartości dla osób wierzących i niewierzących.
Bo kiedy Stefan Wilkanowicz mówi „dobro wspólne”, nie jest to w jego ustach pustosłowie. To człowiek, który od ponad pół wieku czynnie wpływa na kształt (nie tylko) katolickiej opinii publicznej, jego dłużnikami są liczne konstruktywne dyskusje, jak chociażby dialog chrześcijańsko-żydowski, a nawet trialog z włączonym doń islamem, rola świeckich w Kościele i Kościoła w demokracji, relacje między państwem a Kościołem oraz wiele innych.
Wiosną ubiegłego roku Pan Stefan otrzymał Nagrodę im. ks. Stanisława Musiała SJ przyznawaną dorocznie przez Klub Chrześcijan i Żydów Przymierze. Zwyczajowo laureatów jest dwóch. Tego roku uhonorowana została też Grupa Przyjaciół z Olkusza działająca na rzecz ocalenia pamięci o lokalnej społeczności żydowskiej. Wilkanowicz odbierał nagrodę jako pierwszy. Miał czas na krótką przemowę. To, jak ona brzmiała, przybliża do jego sposobu myślenia. Krótkie wystąpienie Stefana Wilkanowicza składało się z dwóch punktów: w pierwszym całkowite pominął przeszłość – to, co dokonane, a za co otrzymał wyróżnienie, skoncentrował się zaś na tym, co wciąż jest do zrobienia, w drugim punkcie całkowicie pominął swoją osobę i… wygłosił laudację na temat drugiego laureata nagrody.
Do tego wszystkiego Stefan Wilkanowicz inspirację czerpie ze swojej wiary. Rozumie ją jednak bardzo dynamicznie. Uznaje, że trzeba ją bezustannie pielęgnować, bo choć jest łaską, to jednak jako relacja wymaga stałej dbałości o jej dwukierunkowość: mówienia i słuchania, działania i przyjmowania krytyki. Kluczem do zrozumienia Pana Stefana jest bowiem idea rozwoju – jesteśmy wezwani do rozwijania się, niezależnie od naszego indywidualnego położenia.
Medytacja: dusza pragnie Boga
„Dusza moja pragnie Boga Żywego”.
Codziennie ponawiać to pragnienie.
Aby nie zapominać.
Pragnąć dla siebie i innych.
Zwłaszcza dla tych, którzy przeżywają troski i niepokoje.
Aby Go coraz bardziej pragnęli.
W każdych okolicznościach.
Pan Stefan powtarza: ja rzucam myśl, a wy ją łapcie.
Były naczelny „Znaku” nie wynalazł Facebooka chyba tylko z braku czasu. Już pół wieku temu Pan Stefan działał w sposób, który dziś stanowi o sukcesie portali społecznościowych. Tworzy bazy kontaktów, pisze listy, dzieli się swoimi uwagami z wieloma odbiorcami, prosi o ich komentarze, uwzględnia je przy dalszej pracy – buduje sieć relacji i jest zainteresowany wymianą zdań. Tak jest do dziś. W nagromadzonych przez lata papierach to właśnie rzuca się w oczy: listy, kontakty, nazwiska, telefony. A że Facebooka wymyślił akurat ktoś inny? Pan Stefan już wcześniej znajdował pewne rozwiązania, jeszcze zanim ktoś je zrealizował, np. miny morskie spuszczane z samolotów. Jego techniczne zainteresowania nie były tylko hobby: Wilkanowicz jest z wykształcenia inżynierem. A także filozofem. Pracował jako mechanik samochodowy, był też nauczycielem matematyki i fizyki. Od drugiej połowy lat 50. do dziś aktywnie tworzy swoją pracą środowisko Znaku, „Tygodnika Powszechnego” i KIK-ów – również tu był „łącznikiem”.
Jego niezmordowane dążenie do celu i nieustający optymizm sprawiają, że bywa traktowany jak człowiek naiwny. Mimo wszystko dalej robi swoje: „Różne szalone pomysły przychodzą mi do głowy, ale może nie należy bać się szaleństwa, bo w zwariowanym świecie może się ono okazać całkiem rozsądne” – mówi. Jednocześnie ujawnia się w tym charakter Wilkanowicza. Z jednej strony nazywany „Wulkanem”, bo wprost eksploduje pomysłami, z drugiej – określany jest jako „łagodny”.Nic dziwnego, że tak wszechstronne wykształcenie i tak specyficzny charakter sprawiły, że Stefan Wilkanowicz stał się w swojej społecznej i dziennikarskiej pracy człowiekiem budującym porozumienie między stronami na pozór dożywotnio skonfliktowanymi. To dzięki jego mediacjom, o które poprosił go premier Mazowiecki, udało się rozwiązać patową sytuację z przeniesieniem klasztoru Sióstr Karmelitanek w Oświęcimiu do nowego budynku. Choć jego rola bywała kwestionowana ze względu na jej nieformalny charakter, to prywatny list od Jana Pawła II z podziękowaniami, jaki znajduje się w jego dokumentach, ucina wszelkie wątpliwości. No i cóż, Panu Stefanowi nigdy nie przyszło na myśl, żeby ów list upublicznić…
Medytacja: nauczajcie narody
Nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom.
To mamy głosić.
Wszelkimi sposobami.
Jak tym, którzy nie chcą słuchać?
Jak mówić o Chrystusie?
Może najpierw o człowieku?
Kim jest i do czego dąży.
Pan Stefan powiedział tylko jeden raz: czy byłabyś gotowa zamieszkać w Polsce?Maria Teresa Trân Thi Lāi z Wietnamu, córka mandaryna, zanim usłyszała tę propozycję, spędziła w sumie ledwie kilka dni w towarzystwie młodego Polaka, który na fali tzw. postalinowskiej odwilży mógł wyjechać z kraju. Gdy padło pytanie-propozycja, spotkali się w Paryżu tylko na chwilę. Wydawałoby się, że dzieli ich wszystko. Kraje, kultura, plany. Łączy w zasadzie wyłącznie katolicka wiara – chociaż Pani Teresa zapamięta natarczywość Polaka pytającego o konfucjańskie tradycje w Azji. Obiektywnych przeszkód dla tego związku było bez liku, subiektywne przekonanie nie miało zaś zbyt mocnych podstaw. A jednak stało się. Narzeczeni musieli wystarać się dzięki wsparciu abp. Bolesława Kominka o specjalne błogosławieństwo ślubne od papieża Jana…