Subskrybuj
Agata Puwalska fot. Piechnik Production / Biuro Literackie
Pisarka, poetka, tłumaczka, wykładowczyni w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Wydała sześć tomów wierszy, dwa zbiory opowiadań i dwie powieści, w tym nominowaną do nagrody Nike Nieważkość. Jest popularyzatorką ekopoetyki i członkinią ASLE (Association for the...

Bunt królików doświadczalnych

Puwalska balansuje między „masz” a „nie masz”. Spora część ludzkiego istnienia na Ziemi – biało pożyłkowanej marmurowej kulce – sprowadza się właśnie do tego.

Pierwsze zdjęcie Ziemi z kosmosu zostało wykonane w 1946 r. przez wystrzeloną z Nowego Meksyku rakietę V-2. Osiągając wysokość 104 km, pocisk przekroczył umowną granicę atmosfery. Zamontowana w nim kamera dostarczyła widok Ziemi, jaką zobaczyliby „przybysze z innej planety”, jak to ujął dziennikarz piszący wówczas dla „National Geographic”. Nie było to jeszcze zdjęcie „całej” planety, o które ktoś w wierszu pyta. Ziemię jako kulę zobaczyliśmy trochę później dzięki misjom kosmicznym z 1968 i 1972 r. Wszyscy znamy zdjęcie „błękitnego koralika” wykonane przez załogę statku Apollo 17. Ziemia wygląda na nim jak kulka z błękitnego marmuru z białymi żyłkami. Jest bardzo gładka, chciałoby się ją wziąć do ręki. Jest piękna i krucha.

Sporo pisano o tym, w jaki sposób ten obraz wpłynął na zbiorową wyobraźnię, przyczyniając się do popularności tzw. hipotezy Gai (zgodnie z którą Ziemia wraz ze wszystkim, co na niej żyje, ma cechy jednego organizmu). Ten sam obraz sugerował jednak, że planeta jest czymś w rodzaju statku kosmicznego, wędrującego przez kosmiczne przestworza i zarządzanego przez mądrych ludzi. Błękitny koralik zdawał się prosty w obsłudze.

Frazę „błękitna kula na tle czarnej / otchłani” w wierszu Puwalskiej czytam jako aluzję do słynnego zdjęcia, przy czym nie chodzi o sam obraz, ale o to, w jaki sposób odbierają go zmysły. W końcówce wiersza mnożą się kuliste kształty: kulista jest Ziemia, rejestrująca jej obraz pulsująca źrenica oraz nieco tajemnicze „ziarno rozszerzone w ziemi”. Te kształty odbijają się w sobie, rymują się ze sobą, tworząc skondensowaną mikroopowieść o istnieniu życia na Ziemi.

Ludzkie życie rozgrywa się gdzieś pomiędzy „wrażeniem” i „rzeczywistością”. W wierszu nie stanowią one przeciwieństw, składnia sugeruje wręcz, że są tożsame. To, co nazywamy „rzeczywistością”, bazuje na „wrażeniu”, bo podstawowym instrumentem, za pomocą którego dowiadujemy się czegokolwiek o świecie, jest nasze ciało. „Przybysze z innej planety”, gdyby ich narządy zmysłów znacząco różniły się od naszych, w obu obrazach, tym z 1946 i tym z 1972, mogliby zobaczyć coś zupełnie innego – albo nic.

Wiersz w pierwszym zdaniu deklaruje dostępność. Przymiotnik „dostępny” opisuje coś występującego na tyle powszechnie, że nie ma problemu, aby tę rzecz dostać. „Dostępny” to także tani, a w każdym razie niezbyt drogi. W…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Odczarowanie Jezusa