Subskrybuj
Autorka opowieści reporterskich Marlene, Papusza, Stryjeńska. Diabli nadali, współautorka książki Krótka historia o długiej miłości.

Romski pałac

Romowie przez wieki byli opisywani, obrazowani i stereotypizowani przez innych. Małgorzata Mirga-Tas walczy o ich własny głos.

Mieszka na romskim osiedlu w  Czarnej Górze, pod Tatrami. Tu się wychowała. Tutaj mieszkali jej dziadkowie i  pradziadkowie. Kiedyś żyło w tej miejscowości prawie 400 Romów, dzisiaj – ok. 80. Wielu wyjechało za granicę w poszukiwaniu pracy. Niektórzy wracają. Rodzi się nowe pokolenie.

Kiedy matka zauważa u małej Małgosi talent (dużo rysuje), mieszkają jeszcze w  Zakopanem. Zapisuje dziewczynkę na zajęcia plastyczne w młodzieżowym domu kultury. Po skończeniu podstawówki dziewczyna zdaje do technikum tkactwa artystycznego, dawnych Szpulek zakopiańskich. Szybko okazuje się, że ma alergię na wełnę, nie może tkać gobelinów, puchną jej ręce, pojawiają się trudności z oddychaniem. Przenosi się do Liceum Plastycznego im. Antoniego Kenara. Po maturze zdaje na ASP w Krakowie. Wybiera rzeźbę. Na trzecim roku zaczyna robić prace z  tektury, używa do tego piły mechanicznej. W tej technice zrealizowała swój dyplom. Powstał cygański wóz. Podczas obrony przeczytała na głos bajkę Na szlaku wolności, którą napisał jej wuj Jan Mirga. Dyplom miał polski tytuł, ale większość prac Mirgi-Tas nosi tytuły w języku romskim. Romski jest zresztą jej pierwszym językiem. Kiedy dziennikarze pytają Małgorzatę Mirgę-Tas, czy nie chciałaby uciec od romskiej tożsamości, odpowiada krótko: nie, nigdy. „Dla mnie tożsamość romska jest bardzo ważna: nie można się od niej oddzielić, nie można mówić o poważnych sprawach, nie będąc w środku. Trzeba być również bardzo ostrożnym i  wrażliwym wobec innych, rozumieć, co czują i  jak chcą być reprezentowani”. I dodaje: „Zawsze myślałam, że artysta to artysta, nie ma koloru skóry ani wyznania. Robi to, co lubi. Jednak to nie do końca tak. Był taki moment, że inspiracją stał się dla mnie Harlem Renaissance. Moment, kiedy czarni artyści z USA wzięli sprawy w swoje ręce i zawalczyli o własny głos nie tylko w sztukach wizualnych, ale też w muzyce i innych dziedzinach”.

Chodź, zobacz

Rok 2007.  Na Biennale w Wenecji pojawił się pierwszy Pawilon Romski. Kuratorką była Romka Timea Junghaus z  Węgier. Nie zaprosiła nikogo z Polski. Małgorzata Mirga-Tas właśnie urodziła pierwszego syna. Całe dnie spędza z nim w domu, trochę odizolowana od świata. A chce coś robić. Razem z  dwojgiem artystów: Bogumiłą Delimatą i  Krzysztofem Gilem, zakładają romski kolektyw twórczy Romani Art. Dostali dofinansowanie, zrobili kilka wystaw. Nie było łatwo. „Często kiedy próbowałam coś zorganizować, odsyłano mnie do muzeum etnograficznego. Kiedy tłumaczyłam, że jesteśmy profesjonalistami, którym marzy się wystawa w dobrej galerii, słyszałam, że może powinnyśmy tworzyć inną sztukę”. Po dwóch latach zaczyna organizować letnie plenery. Do Czarnej Góry przyjeżdżają twórcy z całego świata. Z mężem, również artystą Marcinem, zakładają fundację Jaw Dikh! (Chodź, zobacz). Do dziś pracują na osiedlach romskich z dziećmi, ostatnio też z romskimi kobietami.

Powtarza, że trudno jest oddzielić działalność aktywistyczną od sztuki. Przenikają się, wpływają na siebie, uzupełniają.

„Ja nie potrafię krzyczeć – mówi. – Pomyślałam, że to, co mogę robić, to opowiadać o swojej społeczności, pokazywać, jak sami siebie widzimy. A narzędziem, które wykorzystuję, jest sztuka”.

Romskie tematy wkroczyły na dobre do jej prac dopiero, kiedy z fotografką Martushką Fromeast, czyli Martą Kotlarską, oraz grupą aktywistów zaczęli odwiedzać osiedla romskie w Małopolsce. W tym czasie na pierwszych stronach gazet pisano o konflikcie polsko-romskim w Andrychowie. Przy użyciu fotografii otworkowej robili ilustracje do baśni i wierszy tworzonych przez Romów. Na początku ludzie, których odwiedzali, nie ufali im. Później zapraszali ich sami. „Przekonali się, że nie pokażemy publicznie niczego, czego oni sami by pokazać nie chcieli”.

Małgorzata Mirga-Tas jest też współzałożycielką Romskiego Stowarzyszenia Oświatowego „Harangos” („Dzwonek”).

„Zaczęliśmy działać i właśnie wtedy poczułam, że powinnam zacząć eksponować swoją romską tożsamość. Że to ważne nie tylko dla innych, ale też dla mnie samej, bo wpisuje się w walkę z wykluczeniem”. Stowarzyszenie powstało, żeby pomagać romskim dzieciom i młodzieży w edukacji. Organizuje kolonie, warsztaty, wystawy, konferencje, koncerty. Jego członkowie między sobą dyskutują o historii i sytuacji Romów w Polsce, perspektywach, jakie mają młodzi ludzie. Później działania się umiędzynarodowiły, Mirga-Tas zaczęła pracować w projektach z młodzieżą romską z całej Europy.

Od 2010 r. Harangos jest partnerem w międzynarodowym projekcie na temat zagłady Romów.

Pochłonięcie

Romów zabijano z zazdrości. Tak głosiła pierwsza legenda przekazywana w taborach. Niemcy chcieli podbić świat, lecz podobno brakowało im bystrości. Nie mogli zaakceptować, że Żydzi i Romowie są od nich mądrzejsi. Postanowili więc ich wymordować. Według drugiej legendy wszystkiemu winna była wróżba. W Niemczech przed wojną żyła Romka Marfa. Jej przepowiednie zawsze się sprawdzały. Hitler chciał mieć pewność, że to on wygra wojnę. Przywołał Marfę do siebie. Rozłożyła karty i powoli, nie bez strachu, powiedziała: „Führera czeka klęska i zginie z własnej ręki”. Hitler kazał ją zamknąć w więzieniu, a Romów zabić.

Z historii i badań wiadomo, że podstawą zagłady Romów była ideologia rasy, maskowana często innymi „uzasadnieniami”, np. „aspołecznością” tej grupy. Szacuje się, że w czasie II wojny światowej wymordowano nawet 75% europejskich Romów. To dla nich przeznaczony był Zigeunerlager – obóz romski w Auschwitz-Birkenau, który został zlikwidowany w nocy z 2 na 3 sierpnia 1944 r. Romowie ginęli również w lasach, tam gdzie zazwyczaj zatrzymywał się tabor.

Zagłada Romów nazywana jest „niemym Holocaustem”. „To wynika też z romskiej natury – mówi Mirga-Tas. – Jeśli coś złego się wydarzy, Romowie wypierają to ze świadomości. Lepiej o tym nie mówić, trzeba się cieszyć tym, co jest teraz”. Romowie używają też słowa „Porajmos”, które oznacza pochłonięcie, lub „Samudaripen” – ludobójstwo.

Kiedy wybuchła wojna, babcia Małgorzaty Mirgi-Tas miała 17 lat. Przeżyła ją w Czarnym Dunajcu. Kilka razy uciekła z łapanki. Raz niemiecki żołnierz ją złapał. Lecz zamiast zabić, kazał się jej ukryć. Niemcy zmuszali wtedy młodych ludzi z romskich osiedli do budowania drogi. „Babcia prawie całą wojnę tłukła kamienie”. Wielu Mirgów zginęło w Auschwitz.

W 1996 r., na przełomie lipca i sierpnia, kilka dni przed Dniem Pamięci o  Zagładzie Romów, Adam Bartosz, ówczesny dyrektor Muzeum Okręgowego w Tarnowie, zorganizował pierwszy Międzynarodowy Tabor Pamięci Romów. Małgorzata Mirga-Tas jeździ tam co roku. Uczestnicy, nie tylko Romki i Romowie, odwiedzają wspólne miejsca zagłady ich społeczności z czasów II wojny światowej w okolicach Tarnowa: w Szczurowej, Żabnie, Borzęcinie i Bielcz.

W lesie koło Borzęcina, gdzie w 1942 r. niemiecka żandarmeria z pomocą polskiej policji granatowej zastrzeliła 29 Romów, stał tylko krzyż.

W 2011 r. Adam Bartosz zaproponował artystce zaprojektowanie pomnika. Budżet był niewielki. Po kilku miesiącach na Cygańskich Górkach – jak od czasu zbrodni okoliczni mieszkańcy nazywali ten teren – blisko drogi stanął pomnik z modrzewia. Prosta forma. Pionowa płyta z informacją o zbrodni i cytatem z wiersza Papuszy: „Nie było życia dla Cyganów w mieście i na wsi zabijali nas. Co robić? Szły z dziećmi Cyganki w las, daleko w las, by nie znalazły nas niemieckie psy”. Oraz dwie postacie: mężczyzna, który upada. I skulona, ukrywająca się kobieta. „Pomyślałam, że skoro tam umarło 21 dzieci, powinna być kobieta, która reprezentuje wszystkie kobiety i matki świata. Sama byłam w szóstym miesiącu ciąży, kiedy to rzeźbiłam”.

Pomnik był ciężki, montowano go z pomocą dźwigu, całość trzymała się na metalowych prętach zabetonowanych głęboko w ziemi.

Pięć lat później, w kwietniu, pomnik zniszczono. „Sprawcy niemal wyrwali płytę, próbowali ją przeciąć maczetą: przez środek przebiega pręga, odcięli boki i litery inskrypcji – opowiadała artystka w wywiadzie. – Najbardziej uszkodzone były postacie: odcięta głowa, pokawałkowane ciała, skrawek ręki, straszne. To nie pęknięcie czy uszkodzenie kamieniem, ale równe cięcia, wygięte metalowe pręty. Nie mogę powiedzieć, że to sprawka zwyczajnych wandali – zrobił to ktoś, kto nienawidzi Romów. Zresztą to jest pomnik, który upamiętnia zagładę ludzi, nie ma znaczenia, czy byli to Romowie czy nie. Kiedy zadzwonił do mnie Adam Bartosz z informacją, co się wydarzyło, rozpłakałam się.  Ogarnął mnie strach, w jakim kraju żyję”.

Sprawców nigdy nie ujęto.

Małgorzata Mirga-Tas wspomina: „W Taborze Pamięci Romów, kiedy odbierałam szczątki od Adama Bartosza, podchodziło do mnie wielu Romów, pytali, co zamierzam zrobić z pociętymi postaciami, czy zabieram ze sobą do domu, czy mogłabym się z nimi podzielić. Traktowali te szczątki jak relikwie”.

Pod listem do prezydenta z prośbą o wsparcie rekonstrukcji pomnika podpisali się m.in. Agnieszka Holland, Karol Modzelewski, Anna i Wilhelm Sasnalowie, Henryk Wujec. Muzeum w  Tarnowie dostało pieniądze. Nowy pomnik odsłonięto podczas kolejnego Taboru w lipcu 2016 r.

Żaden nacjonalista już tego nie zniszczy

Potrzaskane części pomnika Małgorzata Mirga-Tas przywiozła do Czarnej Góry. Nie od razu chciała trzymać je w domu. „Wiedziałam, że te szczątki pochodzą z miejsca, gdzie dwukrotnie wydarzyła się przemoc: raz w 1942, drugi w 2016, i może lepiej, żeby były osobno, oddzielone” – tłumaczyła. Zaczęła jednak pracować nad ich odtworzeniem. Odlewała je w mniej opornej, lekkiej materii – w wosku, porcelanie i mydle. „Jeżeli położy się je obok siebie albo spróbuje dopasować do drewnianych szczątków pomnika, tam gdzie zostały oderwane, udaje się zobaczyć całość. Pojedyncze odlewy wyglądają jak małe dzieła sztuki, można dostrzec fakturę drewna, odbite słoje i pourywane elementy, pojedyncze brakujące drzazgi. Porcelana oddała nawet to, że pierwszy pomnik został pomalowany złą lakierobejcą i widać odbite płaty odpadającego…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Filozofowie Doliny Krzemowej i przyszłość ludzkości