Subskrybuj
Campus novel na ekranie. Katie Holmes i Michael Douglas w filmie "Cudowni chłopcy" (2000) stanowiącej adaptację powieści Michaela Chabona pod tym samym tytułem, opowiadającej o starzejącym się wykładowcy literatury, który zmaga się z kryzysem twórczym i romansem na uniwersytecie fot. BE&W
Pisarka i krytyczka literacka. Za swój debiut książkowy pt. Żywopłoty otrzymała Nagrodę im. Cypriana Kamila Norwida oraz Nagrodę Literacką KMLU. W 2022 r. opublikowała powieść Ucichło (Wyd. W.A.B)

Heroizm małych życiorysów

Kampus tworzy idealny fabularny sztafaż, ponieważ jest odzwierciedleniem wszystkiego, co kuleje w każdej zamkniętej wspólnocie.

Przepis na typową campus novel wydaje się prosty. Oto zagubiony, niesforny bohater płci męskiej wiedziony wiarą w ideały decyduje się na życie w zamkniętym systemie, swoistym akwarium o ściśle określonych zasadach i hierarchii. W przypadku powieści Nabokova ów bohater Timofiej Pnin „wjeżdża” w fabułę niewłaściwym pociągiem, spiesząc na odczyt; w przypadku książki Johna Williamsa tytułowy William Stoner w jednej z pierwszych scen odbywa długą podróż na studia linijką ciągniętą mułem, następnie pieszo i furmanką; zaś protagoniści klasyki gatunku, czyli Zamiany Davida Lodge’a, dwaj profesorowie uczestniczący w wymianie międzyuczelnianej, „wlatują” w akcję w mijających się samolotach, konkretnie: Boeingach 707. Dynamiczne pojawienie się głównego bohatera na pierwszych stronach książki kontrastuje z jego trybem życia, którego właśnie mamy być świadkami – trybem osiadłym, o powolnym i powtarzalnym rytmie wyznaczonym przez harmonogram wykładów w świątyni wiedzy i mądrości: na uniwersytecie.

Mały światek

Książki z gatunku campus novel stały się popularne w poł. XX w. głównie w literaturze anglosaskiej, co nie powinno dziwić – to właśnie w tym kręgu kulturowym magia uniwersytetu działa najsilniej. Oxford i Harvard to w końcu synonimy najlepszych uczelni na świecie, o długich, onieśmielających tradycjach. Szczególnie w Stanach Zjednoczonych mitologizacji uległa nie tylko sama instytucja uniwersytetu, ale i szczególny moment w życiu, w którym młodzi ludzie opuszczają gniazdo rodzinne, by udać się na swoją pierwszą samodzielną intelektualną wyprawę. Lata studiów dla korzystających z tego przywileju to czas formacyjny: inny człowiek przechodzi przez próg uniwersytetu, inny zaś z niego wychodzi, by zacząć dorosłe życie. Dla jednych to trampolina do kariery, dla niektórych czas tworzenia się najważniejszych życiowych relacji. Jeszcze inni już zawsze będą wspominać uczelniane mury jako bastiony wolności: intelektualnej, obyczajowej, a także wolności od odpowiedzialności za dorosłe wybory. Jednak akademia będąca dla większości preludium do życia właściwego dla niewielkiej garstki ludzi staje się jedynym możliwym i słusznym życiem – życiem w służbie nauce.

Powieść uniwersytecką cechuje więc nuta nostalgii, tęsknoty za czasem niefrasobliwej młodości, boleśnie zestawionej ze zgoła odmienną, przyziemną rzeczywistością pracy kadry akademickiej. Wpływy zyskuje się tu podczas rautów i bankietów, awans i szacunek zapewniają nie geniusz czy ciężka praca, lecz – przynajmniej według narratora Zamiany – „instynkt zawodowego mordercy”, czyli połączenie sprawnego kumoterstwa z bezwzględnością. Kampus tworzy idealny fabularny sztafaż, ponieważ jest odzwierciedleniem wszystkiego, co kuleje w każdej zamkniętej wspólnocie, ale w dużej skali ulega rozmyciu. W uniwersyteckiej rzeczywistości jak w soczewce można przyjrzeć się nadużywaniu władzy i obyczajowej zaściankowości. Jak każdy zamknięty system z czasem i ten akademicki zaczyna zjadać własny ogon – zasady ustanowione, by chronić członków wspólnoty, przyczyniają się do ich zguby. Paradoksalnie im większa waga jest przywiązywana do tego, by reguły były przejrzyste i sprawiedliwe, a studenci i wykładowcy czuli się na uniwersytecie komfortowo, tym większa hipokryzja wkrada się do uczelnianych gmachów. Nie bez powodu zresztą druga część uniwersyteckiej trylogii Davida Lodge’a nosi tytuł Mały światek, a słowo „uniwersytet” ma ten sam źródłosłów co „uniwersum”. Kampus odzwierciedla funkcjonowanie hermetycznie zamkniętego państwa-miasta działającego na własnych, pozornie równościowych, natomiast w rzeczywistości często z gruntu koteryjnych prawach. Jest także miejscem szczególnie ciekawym i nośnym jako parabola, bo żywo reaguje na zmiany polityczne i atmosferę panującą poza swoimi murami.

Najbardziej erotyczne miejsce na świecie

Pierwszorzędną zasadą funkcjonowania uniwersyteckich wspólnot jest równe traktowanie studentów i niewykorzystywanie relacji władzy, w jakiej znajdują się mistrzowie i ich uczniowie lub uczennice. Jak dowodzą książki z nurtu campus novel, szczególnie ten drugi punkt przysparza mnóstwa kłopotów. „Sala wykładowa to najbardziej erotyczne miejsce na świecie” – twierdzi profesor w Przyjacielu Sigrid Nunez. Jest to jego odpowiedź na żądanie studentek, by poskromił paternalizm i przestał zwracać się do nich „kochanie”. Przyjaciel narratorki z książki Nunez wchodzi zresztą w romanse ze studentkami nagminnie, jakby był to jeden z elementów nauczania, i nie jest w swej postawie odosobniony. Komisje etyki i widmo wydalenia z uczelni w atmosferze skandalu nie powstrzymują od łamania tej zasady niemalże żadnego z bohaterów powieści nurtu (oprócz poczciwego Pnina, rzecz jasna).

Inną immanentną cechą kampusów jest unoszący się w nich duch patriarchatu, co doskonale pokazuje Nunez, której opowieść o żałobie po przyjacielu wykładowcy przepleciona jest gorzkimi spostrzeżeniami z życia uniwersyteckiego. Opisuje m.in. groteskową niechęć studentów do słowa czytanego („Nie chcę czytać tego, co napisali inni, chcę, żeby ludzie czytali, co ja piszę”), a także – co istotniejsze w tym kontekście – kontrast między atmosferą wokół profesora wizytującego a aurą młodej, zdolnej wykładowczyni. Ten pierwszy nie dyżuruje na kampusie, z góry zapowiada, że nie pisze studentom listów polecających, i podczas spotkania autorskiego na pytanie o niejednoznaczną formę swojej książki odpowiada: „To jest powieść, bo tak mówię”. Z kolei młoda N.O. (od Najbardziej Obiecująca), czyli autorka genialnego debiutu obsypanego nagrodami, cierpi na syndrom oszustki oraz ataki paniki po wejściu do sali wykładowej. Nie jest w stanie udźwignąć własnego sukcesu i napisać kolejnej książki. „Mówi wysokim, piskliwym, naturalnie drżącym głosem i się rumieni, kiedy się zdenerwuje”. Wyczuwa niechęć ze strony studentek zazdrosnych o jej pozycję („emanuje od nich aura »za kogo ty się uważasz«”), aż w końcu nie mogąc wytrzymać ciążącej na niej presji, decyduje się na autodestrukcyjny ruch: nawiązuje romans z jednym ze studentów…

Genderowy układ sił ciekawie pokazuje również Zadie Smith w powieści O pięknie. Wojna o wpływy dwóch profesorów – brytyjskiego i amerykańskiego – zostaje zestawiona z przyjaźnią i mądrością ich żon oraz niezależnością córek. Profesorowie Howard Belsey i Monty Kipps, specjaliści od Rembrandta, robią na tym tle wrażenie dzieci przekomarzających się w piaskownicy, wykorzystujących swoją władzę dla własnej przyjemności w przypadku tego pierwszego, a udowodnienia ideologicznej nieomylności w przypadku drugiego, podczas gdy ich prawdziwe życie ulega rozpadowi zupełnie gdzie indziej. Uzupełnienie tego obrazu stanowi na dalszym planie Lydia, kierowniczka administracyjna, która trzyma wydział w ryzach i bez której nie mógłby on funkcjonować. Jej zwierzchnikiem jest jednak mężczyzna – co oddaje smutną prawdę wynikającą ze statystyk i obserwacji: większość ciała studenckiego (przynajmniej na wydziałach humanistycznych) i administracji niższego szczebla stanowią kobiety, częściej jednak profesurę i wysokie stanowiska otrzymują mężczyźni.

„To się dzieje dość często: dowiaduję się od jakiejś byłej studentki, że urodziła dziecko. Książkę, którą pisała, musi odłożyć. Może kiedy dziecko odrobinę podrośnie, wróci do pracy. Później, kiedy dziecko jest odrobinę starsze – ma jakieś dwa lata – ona rodzi kolejne” – komentuje zgryźliwie narratorka Nunez. Narratorka wybrała życie wypełnione pracą naukową i twórczą, jednak te kobiety, które podjęły inną decyzję, traktuje z wyższością, mając równocześnie świadomość, że wybór między karierą a rodziną ciąży jedynie kobietom. Powieści Smith i Nunez powstały po 2000 r., a więc parę dekad później niż Stoner Williamsa, Zamiana Lodge’a i Pnin Nabokova, gdzie fenomen kobiety wykładowczyni niemalże nie występuje, a traktowanie studentek pozostawia więcej niż sporo do życzenia. Przykłady można by z łatwością mnożyć: chociażby w Stonerze konsekwencje romansu wykładowcy z doktorantką ponosi jedynie dziewczyna – przenosi się na inny uniwersytet w pełni świadoma, że gdyby nie ustąpiła, to jej kariera zostałaby zaprzepaszczona, a nie żonatego profesora, z którym połączyła ją miłość.

Bez żartów

Opisane w campus novel romanse nie dostarczają jednak li tylko dreszczyku emocji związanego z typową historią zakazanego owocu. Obraz bezlitosnej biurokratycznej machiny, która bez mrugnięcia okiem przekreśla ludzkie losy w imię zasad, ma znacznie szerszy wydźwięk. I tak bohater Hańby Coetzeego prof. David Lurie zostaje skompromitowany i usunięty z uniwersytetu za wykorzystanie studentki, ale świat, z którego został relegowany, wykracza poza mury kampusu – to świat zarówno „Zachodu”, poprawności politycznej, jak i norm etycznych pogwałconych przez Luriego. Jego wina jest niepodważalna, czego nie można powiedzieć o bohaterach Żartu – powieściowego debiutu Kundery, oraz Ludzkiej skazy Rotha. W przypadku Żartu student praskiego uniwersytetu w komunistycznej Czechosłowacji z powodu niewinnego wygłupu zostaje okrzyknięty wrogiem partii i narodu, a jego wcześniejsze życie i wykształcenie zostają tym samym przekreślone. Z kolei niejaki Coleman z powieści Philipa Rotha, „towarzyski, dowcipny, wielkomiejski czaruś o nieodpartym uroku, trochę wojownik, trochę działacz, w każdym razie na pewno nie typowy pedantyczny belfer od łaciny i greki (czego najlepszym dowodem Greko-Łaciński Klub Konwersacyjny – istna herezja – który Coleman założył jako młody wykładowca)”, całe życie spędziwszy w aurze akademickiego szacunku, z powodu jednego słowa rzuconego podczas wykładu zostaje oskarżony o rasizm. Afera towarzysząca tej sprawie według Colemana bezpośrednio przyczyniła się do śmierci jego żony, a więc uniwersytecka machina, którą uruchamiają urażeni studenci, miażdży nie tylko jego karierę, ale i – dosłownie – życie najbliższej mu osoby. W przypadku tych książek akcja wybiega poza codzienność uczelni, życiorysy przekreślone przez system są tylko punktem wyjścia i symbolem krzywdy, która przez resztę fabuły ciąży na bohaterach.

Powoływane komisje wydziałowe, przesłuchania, oficjalne pisma z odpowiednią pieczęcią z dziekanatu nadają uczelnianej rzeczywistości kafkowskiego rysu. Tutaj także jednostka znajduje się zawsze na przegranej pozycji. W tym sensie wypaczony system strzegący uniwersyteckich wartości symbolizuje opresyjny establishment obwarowany biurokratycznymi zasiekami, a w jeszcze szerszym ujęciu całą cywilizację zbudowaną na podyktowanych przez człowieka zasadach. Śmieszno-gorzkim komentarzem do tak widzianego świata uczelni są zastrzeżenia, jakie czynią autorzy większości z tych książek – w obawie przed pozwem nieznającego się na żartach środowiska akademickiego zapewniają, że opisane przez nich fikcyjne światy są fikcyjne, a wykreowane w wyobraźni postaci nieprawdziwe. „Rummidge i Euphoria są miejscami na mapie wymyślonego i komicznego świata, przypominającego ten, w którym żyjemy” – zaznacza David Lodge, który, podobnie jak Nabokov i Roth, na wszelki wypadek nadaje opisywanym kampusom abstrakcyjne nazwy. John Williams z kolei odważnie opisuje z nazwy swoją alma mater, Uniwersytet Missouryjski, wyraża jednak w adnotacji wiarę w swoich kolegów, że wiedzą, czym jest fikcja. Choć biografowie bez trudu odnaleźli w jego…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Najlepsze miejsce do życia