Subskrybuj
Jak dotąd – tak w USA jak i w Polsce – utrzymuje się zależność, że młodsze pokolenia są zamożniejsze niż ich rodzice i dziadkowie fot. H. Armstrong Roberts / ClassicStock / Getty
Publicysta zajmujący się rynkiem pracy i tematyką ekonomiczną. Autor książek: Zawód (2017) oraz O kobiecie pracującej. Dlaczego mniej zarabia, chociaż więcej pracuje (2019)

Ile zarobią nasze dzieci?

Drodzy milenialsi, jak często słyszeliście już, że macie gorzej niż wasi rodzice? To jeden z publicystycznych mitów, które nie znajdują potwierdzenia w danych.

Wśród 10 powodów, dla których nie należy mieć dzieci, w opublikowanym w 2016 r. tekście na łamach „Krytyki Politycznej”, Jaś Kapela na pierwszym miejscu stawiał to, że dzieci będą miały gorzej niż ich rodzice. Na dowód swojej tezy przytaczał sondaż Boston Consulting Group, według którego „jedynie 13% pytanych rodziców było zdania, że ich dzieciom będzie się kiedyś powodziło lepiej niż im samym”. „Prawie wszyscy już wiedzą, że będzie gorzej. I to z wielu różnych powodów” – twierdził wtedy felietonista „Krytyki Politycznej”.

Nie jest to odosobniony głos. W zbliżonym tonie w 2020 r. w „Gazecie Wyborczej” pisał również Miłosz Wiatrowski, historyk i ekonomista, ekspert ekonomii rozwoju. Jego argumentacja była jednak o wiele bardziej zniuansowana i opierała się na znacznie większej liczbie źródeł. Żeby oddać sprawiedliwość Kapeli, należy powiedzieć, że jego tekst był prowokacyjnym, krótkim felietonem, a nie esejem. Taka forma nie pozwala rozpędzać się z researchem tak jak w przypadku klasycznego long read, którego autorem był Wiatrowski.

Tytuł tekstu Wiatrowskiego wskazuje, w jakiej poetyce będzie utrzymany artykuł – 20-, 30-latki mają gorszy start niż rodzice. Czy ich dogonią? Mogą nie dożyć. I tu znowu pewne zastrzeżenie – tytuły artykułów w portalach internetowych nierzadko są podrasowane po to, żeby przykuć uwagę odbiorców. W ramach rynkowej konkurencji nawet dość wyważone treści muszą być sprzedawane jako kolejne końce świata, żywiąc się naszą skłonnością do przywiązywania większej wagi do wiadomości negatywnych niż neutralnych bądź pozytywnych (negativity bias).

Autor pisze: „Wystarczy poświęcić parę minut, by znaleźć dziesiątki artykułów i raportów zgodnie powtarzających złowrogą mantrę: »milenialsi są pierwszym w historii pokoleniem, które będzie biedniejsze od swoich rodziców«. Badanie przeprowadzone przez amerykańską rezerwę federalną pokazało, że przychody gospodarstw domowych milenialsów są aż o 14% niższe niż te, którymi cieszyli się przedstawiciele powojennego wyżu demograficznego (baby boomers) na tym samym etapie życia. Mediana majątku osób, które w 2016 r. miały pomiędzy 20 a 35 lat, była o jedną czwartą mniejsza niż dla ich rówieśników w przededniu kryzysu finansowego 2007 r.”. To wszystko jest prawda, sam wykonałem podobną pracę researcherską, jak się lapidarnie mówi – wiem, jak jest. A przynajmniej myślałem, że wiem, do pewnego momentu.

Którym pokoleniem jesteś?

Zanim przejdziemy dalej, nakreślmy mapę pokoleń, żebyśmy mogli lepiej nawigować po odmienianych w tym tekście przez (prawie) wszystkie przypadki generacjach. Najstarszym pokoleniem, które liczy się w medialnych narracjach, jest generacja powojennego wyżu demograficznego, czyli wspomniani wyżej baby boomers, popularnie zwani boomerami. Są to osoby urodzone od poł. lat 40. do poł. lat 60. ubiegłego wieku. To rodzice dzisiejszych 30–40-latków, zazwyczaj znacznie bardziej konserwatywni niż ich dzieci. Stąd też w publicznym dyskursie, po zawrotnej karierze zwrotu „OK, boomer” z 2019 r., kategoria ta jest utożsamiana z nieżyciowym konserwatystą, dziadersem. W najbardziej radykalnych polskich dyskursach pokoleniowych antagonizmów o członkach powojennego wyżu mówi się „dziadocen”. Jest to stan umysłu, a nie rocznik. Jednak obserwując te przepychanki z pewnego dystansu, trudno nie odnieść wrażenia, że boomer bywa obelgą, w której pobrzmiewa ageizm, niechęć ze względu na wiek. Pokolenie powojennego wyżu wchodziło na rynek pracy od połowy lat 60. do połowy lat 80., a dzisiaj albo jest już na emeryturze, albo się do niej zbliża.

Starszymi dziećmi baby boomers jest pokolenie X urodzone między poł. lat 60., a początkiem lat 80. Od rodziców odróżnia ich m.in. większe otwarcie na świat. O ile w rozwiniętych krajach Zachodu, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, część pokolenia baby boomers jako hipisi świętowała lato miłości w 1968 r., o tyle część pokolenia X zawierzyła rynkowemu indywidualizmowi i została określona nawiązującą do słowa hippie kategorią yuppie – od Young Urban Professionals, czyli młodzi profesjonaliści z wielkich miast. Yuppies, czy swojski japiszon, jako kategoria opisowa wyłonił się w końcówce lat 80., ale w Polsce na dobre zadomowił się wraz z neoficką wiarą w wolny rynek cechującą kolejną dekadę. W zbiorowej wyobraźni yuppie uruchamia obrazy dwudziestokilkulatka w garniturze, z uśmiechem na twarzy, czasem z teczką w dłoni; z jakiegoś powodu portretowany jest on z rozpostartymi rękoma. Jakby chciał ogarnąć cały świat albo jakby wyzwania owego świata witał z otwartymi ramionami. Japiszony wchodzące na rynek pracy od końcówki lat 80. do początku lat zerowych to nierzadko zwolennicy tzw. kultury zapierdolu, którzy dwie dekady temu przechwalali się na imprezach, kto dłużej siedział w pracy i kto wykręcił lepszy wynik finansowy kosztem czasu wolnego. Oczywiście jest to tylko pewien wycinek pokolenia, na który kierowały się reflektory tzw. poważnych mediów. Nic dziwnego, akurat on należał do najzamożniejszych i tę prasę czytał. A jak wiemy nie od dziś, każdy chce czytać o sobie.

Młodsi bracia i siostry X-ów to generacja Y, popularnie zwana milenialsami. Są to osoby urodzone między początkiem lat 80. a poł. lat 90. Najstarsi milenialsi to byli członkowie subkultur na „starą modłę” – depesze, punki, metale, grunge’owcy. Nieco młodsi to hipsterzy, reprezentanci pierwszej postsubkultury, gdzie honorem było nieprzyznawanie się do przynależenia do niej, lecz dumą, kiedy ktoś hipstera określił hipsterem. Najmłodsi milenialsi w ogóle nie uznają subkulturowych zaszeregowań; kategorie te wewnątrz pokolenia zupełnie straciły walor autodefinicyjny.

Pokolenie milenialsów wchodziło na rynek pracy od początkowych lat XXI stulecia do mniej więcej końcówki ubiegłej dekady. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że moment rozpoczynania pierwszej pracy z pokolenia na pokolenie nieco się opóźniał, a to z uwagi na coraz większy odsetek osób, które podejmowały studia. W przypadku części członków pokolenia Y początek kariery zawodowej zbiegł się z momentem wielkiego kryzysu gospodarczego, który zaczął się w 2008 r. wraz z upadkiem banku Lehman Brothers. Wynikające z załamania gospodarczego strukturalne zatrzymanie wielu karier spowodowało, że milenialsi nie są już tak optymistycznie nastawieni wobec neoliberalnego kapitalizmu jak ich starsi bracia i siostry. Stereotypowo wydają się również nieco bardziej neurotyczni niż X-y. Są także pierwszym pokoleniem, któremu w publicznym dyskursie przypięto łatkę „roszczeniowego” i „leniwego”. Refren ten ma już ponad 10 lat i rozciągnął się na najmłodsze pokolenie, czyli generację Z.

Zetki to osoby urodzone od II poł. lat 90. do początku drugiej dekady XXI w. Są to najmłodsze dzieci najmłodszych boomerów i generacji X. Pierwsze roczniki właśnie wchodzą na rynek pracy. Zoomerzy, jak się czasem o nich mówi, od dzieciństwa dorastający w ekosystemie mediów społecznościowych, wystawieni na ciągłe algorytmiczne podbijanie popularności, to grupa, którą ma cechować bardziej krucha kondycja psychiczna. Dlatego też w kontekście rynku pracy kładą szczególny nacisk na komfort mentalny.

Gorzej niż rodzice?

W 2018 r. Paweł Sadowski w „National Geographic” w artykule pod symptomatycznym tytułem Milenialsi to pierwsze pokolenie, które ma gorzej niż ich rodzice. „Żyją pod niewyobrażalną presją” pisał: „Ich zarobki nie rosną, coraz rzadziej są właścicielami domów czy mieszkań i uważa się, że są leniwi. Zgodnie z nowym raportem przeprowadzonym przez think tank Health Foundation, milenialsi mogą być pierwszym pokoleniem, którego stan zdrowia jest gorszy niż ich rodziców”.

Autor cytuje Jo Bibby, dyrektorkę ds. strategii w Health Foundation, która w wywiadzie dla „Timesa” twierdziła, że co prawda stan zdrowia milenialsów jest lepszy niż ich rodziców, kiedy ci ostatni byli w ich wieku, ale może się pogorszyć na skutek niestabilności życia. Oczywiście niepewność pracy i warunków ekonomicznych to problemy bardzo istotne, wpływające na jakość życia oraz wskaźniki kondycji psychicznej, ale – co wynika z artykułu – zdrowie najmłodszych jest lepsze niż zdrowie pokoleń starszych. Na razie więc, przynajmniej w kwestii zdrowia, mamy do czynienia z ostrzeżeniem, jednak na tyle alarmującym, że konieczne jest, by władze wdrażały polityki, których zadaniem będzie zapewnienie większej stabilności ekonomicznej osobom zmagającym się z konsekwencjami np. uśmieciowienia rynku pracy.

W artykule na portalu Forsal.pl pod tytułem To nie są kraje dla milenialsów. Młodzi na Zachodzie są biedniejsi niż ich ojcowie autor, Artur Patrzylas, pisze: „Pokolenie osób urodzonych w latach 1966–80 (pokolenie X) doświadczyło szybkiego wzrostu przychodów. Milenialsi musieli się jednak zmierzyć z bolesnym odwróceniem tego trendu. Z analizy przeprowadzonej przez think tank Resolution Foundation w 8 zachodnich krajach wynika, że dochody milenialsów tuż po trzydziestce są o 4% niższe niż ich rodziców (pokolenia X), gdy byli w tym samym wieku”. W najgorszej sytuacji są młodzi Brytyjczycy i Hiszpanie. Generacja X na Wyspach zarabiała o 54% więcej niż boomerzy w analogicznym wieku. Dochody milenialsów natomiast, jeśli zrobimy korektę o inflację, obniżyły się względem X-ów o kilkanaście procent. Jeszcze gorsza sytuacja była w drugim wspomnianym kraju. Pamiętajmy, że Hiszpania została bardzo silnie dotknięta przez globalny kryzys gospodarczy pierwszej dekady XXI w.

Z tym też kryzysem związane są pierwsze diagnozy problemu gorszej sytuacji ekonomicznej dzieci względem rodziców. W 2012 r. „The Wall Street Journal” ostrzegał: „Dzisiejsze dzieciaki mają gorzej niż ich rodzice”. Za przyczynę tego stanu rzeczy winił pokryzysową recesję. Osoby, które mają za sobą dłuższe bezrobocie, statystycznie również rzadziej osiągają wysokie dochody. Do tego ubytek we wzroście gospodarczym powoduje, że kanały awansu stają się mniej drożne. Amerykańscy milenialsi trafili więc na feralny okres dla gospodarki – zahamowanego wzrostu i podwyższonego bezrobocia. Choć wcześniejsze pokolenia również stykały się z kryzysami, ten z końca I poł. XXI w. był wyjątkowo głęboki.

W podobnym tonie wypowiadała się w 2013 r. brytyjska rządowa Komisja ds. Mobilności Społecznej i Ubóstwa Dzieci, która przestrzegała, że dzieci z klasy średniej mogą być pierwszym pokoleniem od stulecia, które w wieku dorosłym będzie miało gorzej niż ich rodzice. Składać się miał na to wielowymiarowy kryzys nazwany w „Guardianie” przez dziennikarza Daniela Boffey’a „idealną burzą”. Chodziło o nakładające się na siebie zadłużenie studenckie, rosnące ceny nieruchomości oraz niestabilność zatrudnienia.

Efekty kryzysu przypomniały o spychanej na dalszy plan w głównonurtowej ekonomii kwestii nierówności. Wcześniej wypierał ją m.in. jednowymiarowy wskaźnik PKB. To prawda, że produkt krajowy brutto bardzo silnie koreluje z innymi wskaźnikami jakości życia w danym społeczeństwie. Mówiąc w skrócie – kraje, które znajdują się na czele rankingów jakości życia tworzonych przez OECD (Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) i Organizację Narodów Zjednoczonych, jednocześnie plasują się w czołówce krajów o najwyższym PKB per capita na świecie. Jednak różnice jakości życia w tych państwach, jak również powodzenie młodszych pokoleń, zależą m.in. od poziomu nierówności ekonomicznych – im są one większe, tym mniej osób korzysta na wzroście gospodarczym.

Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatnio

Wszystkie powyższe dane są, delikatnie mówiąc, niepokojące. Są tylko dwa „ale”. Jean M. Twenge, profesorka psychologii z uniwersytetu w San Diego zajmująca się różnicami pokoleniowymi, autorka iGen – głośnej książki portretującej młodą generację – w kwietniu 2023 r. opublikowała w „Atlanticu” niezwykle ciekawe studium na temat kondycji materialnej amerykańskiej milenialsów. Wynika z niej, że diagnozy o pokoleniu biedniejszym niż ich rodzice się zdezaktualizowały! Faktycznie do 2012 r. medianowy dochód gospodarstwa domowego osób w wieku od 25 do 34 lat spadł względem poziomu analogicznej grupy wiekowej z 2000 r., lecz od 2019 r. nastąpił wzrost dochodów milenialsów. Badaczka, powołując się na dane z US Census Bureau (odpowiednik naszego GUS-u), stwierdza, że medianowy dochód gospodarstw domowych milenialsów, po uwzględnieniu inflacji, był o 9 tys. dolarów rocznie wyższy niż w przypadku pokolenia X w porównywalnym wieku oraz o 10…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Cieszyć się kruchością życia