Subskrybuj
Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres w obozie pod Annapurną na wysokości 3230 m n.p.m. obserwuje znikający obszar pokrywy śnieżnej Himalajów fot. Yunish Gurung / AP / East News
Prof. międzynarodowej polityki klimatycznej w Norweskim Instytucie Spraw Zagranicznych oraz w centrum badań nad sprawiedliwą transformacją energetyczną INCLUDE na Uniwersytecie w Oslo, wieloletni członek redakcji tygodnika „Kultura Liberalna”

Korzenie klimatycznego niedasizmu

„Zwijanie” takiego sektora gospodarki jak górnictwo to duże wyzwanie, ale przecież większość krajów Europy jeszcze nie tak dawno była uzależniona od węgla. Dlaczego Polska to wielki hamulcowy zmian w energetyce? 

Jeśli świat ma podążać względnie bezpieczną ścieżką ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5°C, wszystkie najwyżej rozwinięte państwa świata zrzeszone w Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) – a więc także Polska – muszą zrezygnować ze spalania węgla do 2030 r. To dane Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Mimo to podczas szczytu klimatycznego ONZ w 2018 r. w Warszawie prezydent Andrzej Duda stwierdził, że „nie mamy dziś planów całkowitej rezygnacji z węgla”, a polskie zasoby wystarczą na 200 lat. Dodał, że nie tylko nie będziemy z niego rezygnować, lecz że musimy walczyć na arenie międzynarodowej, by wciąż móc go palić.

Pomimo rozwoju odnawialnych źródeł energii, szczególnie fotowoltaiki, Polska pozostaje najbardziej uzależnioną od węgla gospodarką w Europie. Niewątpliwie trudna sytuacja Polski była argumentem na rzecz taryfy ulgowej w europejskich i globalnych wysiłkach na rzecz ochrony klimatu przez ponad dwie dekady. Czy powyższy punkt wyjścia rzeczywiście tłumaczy ograniczone ambicje klimatyczne, czy może klimatyczny niedasizm bierze się z czegoś innego?

Czarna owca

21 z 27 państw członkowskich Unii Europejskiej zobowiązało się odejść od węgla do 2030 r. w ramach Powering Past Coal Alliance, dobrowolnego zrzeszenia krajów, regionów i miast mającego na celu przyspieszenie dekarbonizacji. Tymczasem opublikowana w 2021 r. Polityka Energetyczna Polski do 2040 roku przewiduje wytwarzanie energii elektrycznej z węgla w 2030 r. na poziomie wyższym, niż zakładają plany Komisji dla całej Unii, a 11% polskiego prądu ma nadal pochodzić z węgla jeszcze w 2040 r.

Obecnie w UE tylko Polska i Bułgaria nie ogłosiły jeszcze daty odejścia od węgla. „Umowa społeczna” z górnikami zakłada zakończenie krajowego wydobycia dopiero do 2049 r. Dotyczy to tylko węgla kamiennego. Ten bardziej trujący, a przy tym tańszy – brunatny – nie jest objęty ustaleniami umowy.

Polska pozostaje też jedynym krajem UE, który nie zobowiązał się do osiągnięcia celu zerowej emisji netto do 2050 r., powołując się na „trudny punkt wyjścia polskiej transformacji oraz jej aspekty społeczne i gospodarcze”. Z całą pewnością wyzwanie „zwijania” bardzo istotnego sektora gospodarki, zatrudniającego tysiące ludzi, jest realne, ale przecież większość krajów Europy jeszcze nie tak dawno była uzależniona od węgla. Przykładem może być Wielka Brytania, która w ostatnich 40 latach najbardziej obniżyła emisję dwutlenku węgla. To samo dotyczy Niemiec, których koszyk energetyczny, czyli zestawienie wykorzystywanych źródeł energii, jeszcze niedawno wyglądał tak jak ten zaplanowany przez rząd PiS dla Polski po 2040 r. Węgiel spalała nawet Dania, dziś uważana za czempiona rozwoju odnawialnych źródeł energii. Pojęcie ekorozwoju pojawiło się w polskim ustawodawstwie już zaraz po transformacji ustrojowej. Wtedy też snuto ambitne wizje inwestycji w energetykę odnawialną. Jednak nawet kiedy ta ostatnia stała się wreszcie konkurencyjna w II dekadzie XXI w., państwo polskie zrobiło dużo, by hamować jej rozwój, a zamiast stawić czoła zmianom klimatu, za zagrożenie uznawało samą ideę polityki klimatycznej.

Czym jest obstrukcja klimatyczna?

Konsensus naukowy wokół zmian klimatu jako efektu działalności człowieka jest dziś niemal powszechny. Wynika zarówno z wagi danych i dowodów, jakie posiadamy, jak i z wagi samego problemu. Wobec zmian klimatu światowa nauka przeszła w swego rodzaju tryb alarmowy, a naukowcy, kojarzeni przecież z zamiłowaniem do długich dyskusji i budowania karier na podważaniu zastanych teorii, w tej kwestii „trzymają szyk” i bardzo pilnują, by wątpliwości dotyczące szczegółów nie przysłoniły gremialnej zgody dotyczącej planetarnego kryzysu.

Tak, klimat się zmienia; tak, te zmiany są niebezpieczne, i tak, powodem zmian są emisje gazów cieplarnianych, za które odpowiada ludzkość. Skoro wiemy to wszystko i mamy technologiczne rozwiązania pozwalające zapobiec katastrofalnym zmianom klimatu, czemu tego nie robimy? Tu nauki ścisłe są bezradne i od niedawna Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change, IPCC) zaczął poważniej przyglądać się kwestiom społecznym, źródłom oporu wobec dekarbonizacji i politycznej wykonalności różnych planów ratowania planety. Całość działań i zaniechań, które prowadzą do spowolnienia lub powstrzymania ochrony klimatu, zyskała nazwę. To „obstrukcja klimatyczna”, obejmująca zarówno otwarte zaprzeczanie (negacjonizm lub „denializm”), jak i opóźnianie polityki klimatycznej na wszystkich poziomach i z różnych powodów.

Oprócz szerzenia dezinformacji i podważania zmian klimatu oraz ich powiązania z działaniami człowieka – czyli otwartego negacjonizmu – mamy też wiele odcieni szarości. Pierwszy z nich to uznawanie antropogenicznych zmian klimatu za fakt, ale sugerowanie, że albo nic się z nimi nie da zrobić (bez niszczenia nowoczesnego świata, jaki znamy), albo działania pojedynczych krajów, firm, grup czy ludzi to za mało, nie ma więc sensu ich podejmować.

Subtelniejszą formą obstrukcji, wciąż groźną, jest ta, w której uznaje się kryzys klimatyczny za palący problem i deklaruje chęć działania, jednak… nie przekłada się to na wyraźną zmianę polityki. To zjawisko dość powszechne, stąd wielu aktywistom wszelkie polityczne szczyty klimatyczne wydają się festiwalami zorganizowanej hipokryzji.

Anatomia polskiej niewiary

 W przypadku Polski wszystkie formy klimatycznej obstrukcji występują naraz. Jeszcze dekadę temu negacjonizm panoszył się w polskiej debacie publicznej od prawa do lewa. To nie powinno dziwić, skoro Polska Akademia Nauk była jedną z ostatnich narodowych instytucji naukowych na świecie, która wydała oficjalne stanowisko na temat antropogenicznych zmian klimatu (zrobiła to dopiero w 2007 r.).

Wiele postaci życia publicznego w ostatnich latach głosiło zatrważające poglądy negacjonistyczne. Najlepszy przegląd daje lista nominacji do nagrody „klimatycznej bzdury roku” przyznawanej przez portal Nauka o Klimacie. Jednak zadziwiające stwierdzenia, jak to Zbigniewa Ziobry o nieszkodliwości dwutlenku węgla, „skoro spożywamy go w napojach gazowanych”, czy laureata ostatniej „bzdury” Jarosława Kaczyńskiego na temat podzielonych zdań „poważnych naukowców”, nie wyznaczają już kierunku debaty publicznej. Są raczej coraz bardziej egzotycznymi reliktami klimatycznej ignorancji.

Badania zawartości medialnych przekazów na temat zmian klimatu w latach 2013, 2015 i 2018, przeprowadzone przez Aleksandrę Wagner, Grzegorza Brydę i Wita Huberta z Uniwersytetu Jagiellońskiego w ramach projektu Anatomia niewiary, dowodzą, że otwarty negacjonizm jest w odwrocie, choć stanowi wciąż znaczący nurt debaty publicznej. W 2013 r., w czasie szczytu klimatycznego w Warszawie, 14% dyskursu medialnego zawierało poglądy zaprzeczające występowaniu zmian klimatu, ale do czasu szczytu w Katowicach w 2018 r. odsetek ten spadł do 6%. Głównym nurtem stała się obstrukcja „wtórna”, czyli ta uznająca zmiany klimatu za fakt, lecz szukająca uzasadnień dla niedziałania. Według badań zespołu prof. Wagner 40% dyskursu podczas warszawskiego szczytu w 2013 r. przyjmowało, że zmiany klimatu stanowią problem, jednak nie pociągają za sobą konieczności reakcji politycznej, lecz już w 2018 r. odsetek ten zmniejszył się o niemal połowę, do 21%.

Czołowy klimatolog Michael Mann w swojej niedawnej książce Nowa wojna klimatyczna stwierdza, że opóźnianie, czyli ta bardziej subtelna forma obstrukcji, jest dziś większym zagrożeniem dla polityki klimatycznej niż otwarty negacjonizm, który słabnie nie tylko w Polsce, ale też w skali świata. Ta przewrotna antyklimatyczna spychologia uznaje skalę problemu i konieczność podjęcia jakichś działań, niestety, odkłada reakcję na „w grudniu po południu”, bliżej nieokreślony moment w przyszłości: „kiedy pozwoli na to technologia” albo „kiedy wszyscy inni globalni gracze wykonają swój ruch”. Analiza mediów relacjonujących dwa polskie szczyty klimatyczne wykazała, że 50% wszystkich dyskusji koncentrowało się na działaniach, które należy podjąć nie teraz, tylko w przyszłości.

Porozumienie ponad podziałami?

Łatwo jest winą za sceptycyzm wobec dekarbonizacji obarczyć populistyczną prawicę. W końcu to politycy takich ugrupowań jak PiS, Konfederacja i Suwerenna (dawniej Solidarna) Polska wciąż najgłośniej negują możliwość i potrzebę odejścia od węgla. Ale powiedzmy sobie szczerze, przed 2015 r., gdy przy władzy były inne ugrupowania, nie było wcale lepiej.

Polska ma długą historię blokowania działań klimatycznych w UE.

Wraz z innymi państwami z Europy Środkowej i Wschodniej w 2009 r. zagroziła zablokowaniem unijnej Strategii 2020 na rzecz redukcji emisji gazów cieplarnianych oraz rozwoju odnawialnych źródeł energii i efektywności energetycznej. W 2011 r. zawetowała plan działania Komisji Europejskiej obejmujący w tym temacie okres do 2050 r. Polskie władze sprzeciwiały się większości wezwań do podjęcia bardziej ambitnych działań na rzecz klimatu, w tym systemowi handlu uprawnieniami do emisji (ETS) i wiążącym celom w zakresie energii odnawialnej. Chociaż te polityki UE zostały ostatecznie wdrożone, były osłabione w wyniku oporu ze strony Polski. Mówiono nawet, że zamiast „europeizacji” polskiej polityki klimatycznej widzimy raczej „polonizację” europejskich celów klimatycznych, czyli ich rozwadnianie dla ratowania energetyki węglowej.

W 2014 r. rząd Ewy Kopacz długo groził Unii wetem Strategii energetyczno-klimatycznej 2030, a równocześnie w kampanii wyborczej Prawo i Sprawiedliwość obiecywało wycofanie się z unijnej polityki klimatycznej w ogóle. Po przejęciu władzy przez PiS politycy opozycji jeszcze wielokrotnie stawali po stronie rządu, kwestionując europejską politykę energetyczną i klimatyczną. Sugeruje to istnienie szerokiej ponadpartyjnej koalicji, która nie musi wcale zniknąć wraz z nowym parlamentarnym rozdaniem po 2023 r.

Ton strategiom najważniejszych firm i instytucji nadaje nie jakaś opcja ideologiczna czy grupa interesu. Ramy polskiej polityki klimatycznej wyznacza koalicja myślących podobnymi kategoriami ekspertów, decydentów i naukowców – zasiadających w spółkach energetycznych, państwowych agencjach, ministerstwach, związanych z nimi think tankach i mediach. Jest zakorzeniona w instytucjach rządowych, w szczególności w ministerstwach odpowiedzialnych za politykę klimatyczną i energetyczną (za ostatniej kadencji rządu PiS były to przede wszystkim Ministerstwo Aktywów Państwowych oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska). Ten rządowo-przemysłowy układ odpowiada za polski klimatyczny niedasizm – przekonanie, że szybka i skuteczna dekarbonizacja jest w polskich warunkach niewykonalna.

Węglowy fundament państwa

To nie dominacja węgla w polskim miksie energetycznym tłumaczy brak widocznych postępów w dekarbonizacji gospodarki. Ważniejsza jest rola, jaką państwowe spółki energetyczne odgrywają w systemie politycznym.

Po prywatyzacji i rozdrobnieniu lat 90. pod naciskiem Unii Europejskiej Polska skonsolidowała aktywa elektrowni w czterech wielkich firmach: Polskiej Grupie Energetycznej, Tauronie, Enerdze i Enei. Do tego trzeba dodać jeszcze krajowych czempionów naftowych: Orlen i niedawno wchłonięty przezeń Lotos, oraz gazowe PGNiG, a także – co ważne – w pełni kontrolowane przez Skarb Państwa Polskie Sieci Energetyczne, czyli operatora systemu elektroenergetycznego.

Nadzór własnościowy Skarbu Państwa, czyli de factoaktualnie rządzącej opcji politycznej, prowadzi do zatarcia granic między administracją publiczną, polityką a sektorem energetycznym. Jest to związane z szerszym problemem polskiej kultury politycznej. W czasie transformacji nie udało się wytworzyć silnej i profesjonalnej służby cywilnej, ponieważ większość instytucji…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Rytuały. Jak zwolnić i żyć uważniej