W jaki sposób Pan pracuje?
Od rana do popołudnia. Tłumaczę tak, jakbym przychodził do biura, nie ma w tym nic ekscytującego. Pisanie natomiast jest piękną przygodą. Najpierw kilka miesięcy studiowania materiałów, pisanie konspektu, stosy notatek. Potem parę miesięcy pisania – trudny, ale dziwnie mistyczny czas, gdy stwarza się świat i obcuje z nieistniejącymi bytami. Na koniec spełnienie, które, jak to spełnienie, przynosi i radość, i smutek.
Co najchętniej Pan czyta?
Od kilku lat niemal wyłącznie książki potrzebne do pracy. Na czytanie dla przyjemności mam coraz mniej czasu, a także sił – wieczorami, po translatorskiej czy pisarskiej robocie, odpoczywam w każdy możliwy sposób, byle nie z książką w ręku….