Serce psa rozpoczyna się zresztą animowaną sekwencją, w której narratorka filmu (a zarazem reżyserka) rodzi ukochane zwierzę. Autorka bardzo szybko dodaje, że w tej surrealistycznej wizji sama poprosiła lekarzy, aby zaszyli w jej brzuchu – niezadowoloną zbytnio z tego faktu – sunię. Jaka była Lolabelle? Według swojej właścicielki mądra i empatyczna. Miała wyraźnie zarysowaną osobowość. Uwielbiała szybko jeździć autem i podziwiała ludzi za to, że wynaleźli samochody. W ogóle kochała ludzi i z zamiłowaniem zasłuchiwała się w ich konwersacjach. Suczka przez dłuższy czas chodziła nawet na lekcje pianina i malowania. Ale nie dlatego, że jej opiekunka – jak na artystkę intelektualistkę z nowojorskiej bohemy (taką rodem z filmów Woody’ego Allena czy Noaha Baumbacha) przystało – szukała dla niej coraz to bardziej ekscentrycznych zajęć. W pewnym momencie Lolabelle mocno podupadła na zdrowiu, straciła wzrok, a Anderson wierzyła, że to nie musi oznaczać dla jej podopiecznej końca „współodczuwania świata”. Paleta możliwości komunikacyjnych terierki z wiekiem tylko się rozwijała, co pozwalało jej odzyskać utraconą przez chorobę żywotność. Kluczem do serca eseju filmowego Anderson – wzorem ukochanego przez nią obrazu Francisca Goi Pies – jest właśnie Lolabelle. Za sprawą tej niewielkiej gabarytowo postaci Laurie może opowiedzieć o wszystkim, co dla niej najważniejsze.
Serce psa zlepione jest ze skrawków różnego rodzaju obrazów o bardzo niejednorodnej fakturze estetycznej.
Mamy tu do czynienia z animacją rysunkową, fotografią, rejestracją dokumentalną pochodzącą z kamer przemysłowych, home videos, found footage… Nie brakuje również ujęć, w których twórczyni próbuje…